RSS
 

Notki z tagiem ‘wiara’

psiarskie rozmyślania o rzeczach ostatecznych z nutką teologiczną

10 maj

Jestem „psiarzem” od 1,5 roku. Chciał nie chciał stałem się częścią tej wesołej społeczności i środowiska posiadaczy psów, w ktorym ostatnio zawrzało. Otóż niejaka Agata Puścikowska z Gościa Niedzielnego popełniła artykuł, w którym rozwodzi się nad sprawą wagi najwyższej: otóż czy godzi się twierdzić, że piesek komuś „odszedł” lub „umarł”, skoro psy po prostu zdychają? – to po pierwsze. Po drugie Puścikowska zniesmacza się na sformułowanie „adopcja psów” uważając je za nieuprawnione, bo co w tym momencie czują rodzice adoptowanych dzieci?? Oburza się, że adoptując pieska trzeba wypełnić papiery z klauzulą weryfikacji warunków życia przez osobę ze schroniska. Tyle.Dochodzi jeszcze „ton wypowiedzi” i sposób przekazu.

Wielu psiarzy poczuło się dotkniętych do żywego, a nawet obrażonych – czemu się zresztą nie dziwię, widząc po sobie, jak mocna może być więź człowieka ze zwierzęciem oraz jakie emocje się z tym wiążą. A że Gość Niedzielny szczyci się dużą poczytnością – odzew jest spory . Swoją drogą – poczytność, jak i oglądalność nie zawsze idzie w parze z jakością, co też widać na załączonym obrazku – bo sposób podania jak i argumentacji pozwala uznać tekst za typowy dziennikarski gniot, którego autorka powinna się wstydzić. Akurat takie rzeczy jakoś zapadają czytelnikom w pamięć. Przychodzi mi tu na myśl sławetny gniot niejakiego Dominika Zdorta w Rzeczpospolitej, który swego czasu próbował udowodnić, że bieganie to rodzaj religii a biegacze to ludzie o „niezbyt subtelnej umysłowości”. Zdort jednak wykorzystuje swoją niesławę i nieraz stacje telewizyjne biorą go jako sztandarowego przeciwnika biegania. Ciekawe czy Puścikowska idąc za swoim – pożal się Boże – ciosem, stanie się medialną specjalistką od zdychania zwierząt?

Zanim jednak – rozprawmy się z tematem . Zwierzęta nie mogą „odchodzić”, bo to antropomorfizacja – pisze Puścikowska. I gdy ktoś mówi, że piesek odszedł – jest to dla autorki niesmaczne. Zwierzę po prostu zdycha i tyle. „Względnie pada” -jak pisze Puścikowska -odejść już nie może, no bo niby gdzie?. Wiąże się to zapewne z wiara w to, że jedynie człowiek ma duszę i po śmierci idzie do nieba, w związku z czym może odchodzić. Zwierzę już nie. I cóż napisać w tak ważkim temacie? Czytając różne psiejskie opowieści często spotykam się z określeniem „odszedł za tęczowy most” – co wydaje mi się piękną metaforą i pewnie łatwiej się właścicielowi psiaka pogodzić z odejściem przyjaciela. Metafora bierze się z poetyckiego tekstu Paula Dahm’a, który zamieszczam na końcu notki. W każdym razie – jeśli komuś piesek odszedł, nie miałbym sumienia zabraniać mu tak określać śmierci zwierzęcia , a już zupełnie na myśl by mi nie przyszedł jakikolwiek niesmak . A właśnie – czy określenie „przyjaciel” wobec zwierzaka, to również nieuprawniona antropomorfizacja ?

Zresztą – nawet jeśli włożyć chrześcijańskie okulary, nie wiadomo czy z tym odchodzeniem nie jest coś na rzeczy. Ja tam, gdybym był Panem Bogiem pieski bym do nieba wpuścił, bo dlaczego nie? W temacie tego, co po śmierci wiemy tyle co nic – jedynie wierzymy. Wiara jest li tylko wiarą, a nie wiedzą. Wiec kto wie, co z tymi zwierzętami? Jan Paweł II mówił iż zwierzęta mają „boże tchnienie”, Benedykt absolutnie niebo dla piesków wykluczał, natomiast Papież Franciszek powiedział na audiencji – w odpowiedzi pewnemu chłopcu rozpaczającemu po stracie pieska, że „Pewnego dnia zobaczymy nasze zwierzęta znów w wieczności Chrystusa. Raj jest otwarty dla wszystkich boskich stworzeń” – zrobiła się z tego niezła afera,  ale – no właśnie – dlaczego nie? Inny duchowny, innemu chłopcu powiedział „Jeśli w niebie Twój pies będzie ci potrzebny do pełnego szczęścia, to Bóg tak sprawi, że spotkasz go tam po śmierci.” – to też jest ciekawa intuicja!

Na przykład taki psiak powinien trafić do nieba od razu:

Gdy kiedyś mocniej interesowała mnie teologia byłem zwolennikiem stanowiska zwanego aporią (niewiedzą , zakłopotaniem) a co za tym idzie apofatyzmu, który zasadza się na świadomości ograniczoności ludzkiego poznania w obliczu trancendencj Boga – czyli, że mówiąc o Bogu, stykamy się z tajemnicą , której umysłem nie jesteśmy w stanie ogarnąć. Stąd do dziś z ogromną rezerwą patrzę na każdego, kto „wie” co myśli Bóg, jak wygląda wieczność, kto idzie, a kto nie idzie do nieba, oraz co dokładnie się dzieje po śmierci etc.etc. Święty Paweł pisze w Hymnie do Miłości, że po części tylko poznajemy, a to co częściowe zniknie dopiero gdy przyjdzie to co doskonałe. Czyli dziś nie wiemy, wiedzieć będziemy w przyszłości. Wiara w takiej perspektywie polega bardziej na zadawaniu pytań i intuicji, niż gromadzeniu gotowych odpowiedzi, ale to jest naprawdę pasjonujące ! Niektóre z tych intuicji będą trafione, inne pewnie nie – i pewnie się zdziwimy, że jest inaczej niż żeśmy przypuszczali. W kontekście zwierząt w niebie bardzo mi się podoba intuicja ks. Wacława Hryniewicza, mojego ulubionego teologa:

Tu może pomóc tradycja Wschodu. Jeden z moich ulubionych rosyjskich filozofów religijnych, Mikołaj Bierdiajew, mówi, że zmartwychwstanie Chrystusa jest tylko zapowiedzią nowych niebios i nowej ziemi, przyszłością dla całego kosmosu. Jest ono także obietnicą dla każdego kwiatka, dla każdej roślinki, dla każdego zwierzęcia… Może tutaj znajdujemy odpowiedź na te dziecięce pytania. [...]
Pan Bóg ma nieskończone możliwości. Osobiście wierzę, że nowa niewyobrażalna rzeczywistość jest nie do pojęcia bez roślin, kwiatów, drzew, zwierząt. W dziejach chrześcijaństwa było wielu ludzi, którzy wierzyli w to, że przyroda zmartwychwstanie, że zwierzęta, które lubimy, z którymi człowiek związał kawałek swojego życia, które mu towarzyszyły – że one również zmartwychwstaną. Myśl ta może być bliska zwłaszcza tym ludziom, którzy w swoim osamotnieniu więcej życzliwości odczuli ze strony zwierząt aniżeli od ludzi. [...] To jest jakaś forma wiary w to, że nie ginie piękno Bożego stworzenia, że nie ginie przyjaźń tego stworzenia. Jeżeli więzi między ludźmi nie zginą w przyszłym świecie, to chyba mamy prawo sądzić, że poprzez przyjaźń z człowiekiem również i stworzenie zostanie ocalone. Nie boję się mówić w ten sposób. Przecież największe tajemnice wiary zostały wyrażone za pomocą symboliki zwierzęcej: Chrystus jest nazywany Barankiem, Duch Święty ukazuje się jako gołębica .

(zaczerpnięte z artykułu ks.Dariusza Kowalczyka)

ta intuicja koresponduje z wizją proroka Izajasza, w której zwierząt, że ho ho!:

„Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem,
pantera z koźlęciem razem leżeć będą,
cielę i lew paść się będą społem
i mały chłopiec będzie je poganiał.
Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie,
młode ich razem będą legały.
Lew też jak wół będzie jadał słomę.
Niemowlę igrać będzie na norze kobry,
dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii.” (Iz 11, 6-8)

Wracając do Agaty Puścikowskiej i jej artykułu – pisze ona jeszcze o adopcji zwierząt jako sformułowaniu, które nie jest uprawnione, bo to słowo w języku polskim oznacza „usynowienie” (taak??)  i że jak się w tym kontekście czują rodzice adoptowanych dzieci ? Cóż powiedzieć? Po pierwsze: w życiu nie słyszałem , żeby rodzice adoptowanych dzieci mieli jakiekolwiek pretensje do sformułowania „adopcja zwierząt”, po drugie – według Słownika Języka Polskiego PWN słowo „adopcja” ma dwa znaczenia 1. «uznać wobec prawa cudze dziecko za własne» 2. «zaopiekować się» – adopcja zwierząt dokonuje się w tym drugim znaczeniu, ma się nijak do antromorfizacji i myślę że cała sprawa istnieje wyłącznie w głowie Puścikowskiej.

Co do procedury adopcyjnej, której też się czepia autorka (że trzeba „podpisywać milion papierków oraz zorganizować „adoptowanemu” najlepsze warunki bytowania, potwierdzone przez… odwiedziny osoby je weryfikującej ze schroniska” i że to inwigilacja, i że wiele osób rezygnuje) Więc wieści z pierwszej ręki – z adopcji Sasetki. 1. zobaczyliśmy psinę na facebooku w piątek 2. w sobotę pojechaliśmy do domu tymczasowego ją zobaczyć 3. w niedzielę pojechaliśmy po pieska, podpisując umowę na kartce formatu A 4, na której były zawarte dwa paragrafy z kilkoma podpunktami – przede wszystkim zobowiązanie do sterylizacji, zapewnienia zwierzęciu warunków, opieki weterynaryjnej i zobowiązanie do nieużwania kolczatki i niewiązania psa łańcuchem. Był również paragraf o kontroli poadopcyjnej dotyczącej zwłaszcza warunków przetrzymywania, żywienia oraz opieki weterynaryjnej – co jest zrozumiałe bo ludzie są różni. Po podpisaniu tej umowy dostaliśmy torbę z akcesoriami, worek karmy i Sasetkę i już była nasza. Wszystko trwało może piętnaście minut? Straszne? Kontroli żadnej nie było, gdyby jednak- przyjęlibyśmy to z całkowitym zrozumieniem. Ot i cała procedura – nie ma więc co robić z igły wideł.

Swoją drogą – uważam kontrole za konieczne, znane są bardzo smutne historie , których pozwolę sobie dzisiaj nie przytaczać. Przytoczę za to obiecaną poetycką opowieść o tęczowym moście:

W tej części nieba jest miejsce zwane Tęczowym Mostem.
Kiedy odchodzi zwierzę, które było szczególnie bliskie komuś,
kto pozostał po tej stronie, udaje się na Tęczowy Most.

Są tam łąki i wzgórza,
na których wszyscy nasi przyjaciele mogą bawić się i biegać razem.
Mają tam dostatek jedzenia, wody i słońca, jest im ciepło i przytulnie.
Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare
powracają w czasy młodości i zdrowia,

Te które były ranne lub okaleczone są znów całe i silne,
takie, jakimi je pamiętamy marząc o czasach i dniach, które przeminęły.
Zwierzęta są szczęśliwe i zadowolone, z jednym małym wyjątkiem:
każde z nich tęskni do tej jedynej, wyjątkowej osoby,
która pozostała po tamtej stronie.

Biegają i bawią się razem, lecz przychodzi taki dzień,
gdy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal.
Jego lśniące oczy są skupione, a jego ciało drży.
Nagle opuszcza grupę, pędząc ponad zieloną trawą,
a jego nogi poruszają się wciąż szybciej i szybciej.
To właśnie Ty zostałeś dostrzeżony.

Kiedy Ty i Twój najlepszy przyjaciel wreszcie się spotykacie,
obejmujecie się w radosnym uścisku, by nigdy już się nie rozłączyć.
Deszcz szczęśliwych pocałunków pada na Twoją twarz,
Twoje ręce znów pieszczą ukochany łeb.

Patrzysz znów w ufne oczy swego przyjaciela,
który na tak długo opuścił Twe życie,
ale nigdy nie opuścił Twego serca.
A potem przekraczacie Tęczowy Most – już razem…

Paul C.Dahm tłumaczenie: Dorota Nowak

jako, że komentarze pod rzeczonym artykułem są znacznie ciekawsze niż on sam, z nich jeszcze- na koniec tej długaśnej notki, świetny tekst Jeremiego Przybory:

Zdechł pies.
Z pogrzebem ładnym czy też – bez,
zdechł pies.
Lecz nie w tym cały powód łez,
że – pies. Zdechł pies.

W tym cała smutku suma,
że zdechł pies, a nie umarł.
Niesprawiedliwość jest,
że jak pies, to zdechł pies!

Zdechł pies.
Czy ładnie jest tak zwać psa kres?
Zdechł pies.
Czy już nie lepiej, gdyby – sczezł?
Sczezł pies. Sczezł pies.

Gdy nagle, że tak powiem,
ubywa wredny człowiek
i pies porządny, niech
pan zgadnie, który zdechł?

Zdechł pies.
Ten zwrot wymyślił chyba bies.
Zdechł pies.
Czy ładnie tak o psie jest rzec?
Zdechł pies. Zdechł pies.

Więc tu bym proponował,
że psa bym awansował,
mu podwyższając śmierć
o tę awansu ćwierć:

Zgasł pies.
I już mu nie żyć milej jest.
Zgasł pies.
Skąpany w deszczu ludzkich łez,
zgasł pies!

 
Komentarze (22)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

triduum (3) sobota

04 kwi

Wielką Sobotę to lubię najbardziej – bo jest taka paradoksalna… niby jeszcze smutno, a już radośnie, niby jeszcze śmierć w tle, ale już życie w perspektywie. Dużo w tym dniu nadziei. I takiej „ikry” I do tego słoneczko zaświeciło, Kubuś zjechał, pomalowaliśmy jajka i wszyscy młodzi pojechali święcić . Do jajek jak zwykle podeszliśmy twórczo i była kupa śmiechu przy malowaniu. :)

Wychodzimy mentalnie z Wielkiego Postu i wchodzimy w Wielkanoc. A wieczorem to już całkiem .. Bardzo lubię wieczorną Wigilię Paschalną – z ciemnością i światłem, ze znakami i symbolami , ze starożytnymi hymnami i dziewięcioma czytaniami biblijnymi – wszystko jest spójne i piękne, i podniosłe. Lubię to.

A biedny Jacula siedzi na Cyprze… – tam prawosławie i jak tam będzie Wielkanoc, on już wyjedzie (bo u nich jutro dopiero Niedziela Palmowa. I się chłopak minie z Wielkanocą :)

i jeszcze i jeszcze – w ramach cytatu na dziś  TEN TEKST  - bardzo się cieszę , że się ukazał i oczekuję dalszego ciągu

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

triduum (2) piątek

03 kwi

dziś Wielki Piątek – chcę napisać o pewnej drodze krzyżowej – bardzo specyficznej, która odbyła się za murami Zakładu Karnego. Stali czytelnicy bloga wiedzą, że „robię za organistę” i w niedziele chodzę do więzienia z gitarą, pomagając trochę kapelanowi.  Parę tygodni temu kapelan zaproponował drogę krzyżową  - ( takie wielkopostne nabożeństwo katolickie, modlitewne rozważanie poszczególnych etapów wydarzeń z Golgoty, męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, podczas którego przechodzi się z krzyżem dwanaście stacji) – możemy zrobić, ale musiałaby się odbyć na tzw. spacerniaku. Nie było innego miejsca… czyli w pewnej ekspozycji (no spacerniak duży, ale osadzonych jest ok 400, na mszę chodzi ok 10 %). Uczestniczenie wymagało pewnej odwagi wobec kolegów spod celi, którzy gdzieś tam blisko będą sobie spacerować.

Chłopaki zgodzili się chętnie i podjęli wyzwanie, podzielili się rozważaniami do czytania, załatwili zgodę i zrobili na więziennych warsztatach duży drewniany krzyż, kapelan załatwił formalności i zgodę władz więziennych, ja przygotowałem i wydrukowałem pieśni, które wcześniej poćwiczyliśmy. I pewnego piątku po południu ruszyliśmy. Z mikrofonem i małym głośnikiem obchodziliśmy spacerniak. Chłopaki bardzo przejęte. Najbardziej ci, którzy czytali rozważania – niektórzy pewnie po raz pierwszy w sytuacji takiej społecznej ekspozycji.

Zmieniali się przy niesieniu krzyża. Każdy chciał ponieść go chociaż przez chwilę. Widziałem, że to było przeżycie dla wielu. Dla nas też. I obeszliśmy więzienny spacerniak z tym wielkim krzyżem, pod okiem strażników i innych więźniów, którzy – jak widziałem –  nie byli niechętni, raczej zaciekawieni. Śpiewanie też szło niczego sobie. Chyba najlepiej szła nam dziewiętnastowieczna pieśn pasyjna „Krzyżu Chrystusa bądże pochwalony”. Gdy to zaśpiewa czterdziestu chłopa, w tempie , męskimi głosami, na zamkniętej przestrzeni – uwierzcie, że brzmi tak,  że – jak to mówią – „ciary po plecach”. I widać było, że przez wzgląd na ten krzyż, który niosą i na te rozważania – wiedzieli co śpiewają.

W niedzielę „w kościele” (czyli w sali widzeń) było pełno… dużo więcej niż zawsze.

Fotka z wydarzenia:

foto za : gosc.pl

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

triduum (1) czwartek

02 kwi

jeżeli dziś jest czwartek wieczór, rozpoczęło się się Triduum Paschalne – wchodzimy powoli w największe święta chrześcijańskie. Pozwólcie, ze poświętuję sobie na blogu – po swojemu. Każdego dnia wstawię krotką notkę. Kto chce niech czyta.

Wielki Czwartek – dzień , w którym Jezus ustanowił Eucharystię i kapłaństwo. Pomyślałem sobie, że wymienię dwunastu księży, którzy byli dla mnie ważni, wpłynęli w jakiś sposób na moje życie, takich, których cenię i szanuję, słucham. Na zasadzie „pierwszych myśli”, „na chybcika” – jak to mowią. Większość nie jest z tzw. głównego nurtu. Bo i ja nie płynę głównym nurtem, raczej boczkiem – jak nie tym, to tamtym… Bez zbędnego rozpisywania się, bowiem jest już po 23ciej, a chciałbym by notka jeszcze w czwartek ukazała się na blogu:

1. Św. Jan Paweł II – tak , uważam, że należę do pokolenia JP II, i że mimo, iż w dużym stopniu wpłynąl na moje myślenie, wiarę – wciąż go nie odkryłem do końca (nie odkryliśmy ?) i traktujemy zbyt „po wierzchu” – dziś mija 10 lat od Jego śmierci.

2. Ks. Józef Tishner – jeden z najmądrzejszych jakich przyszło mi czytać – jego myślenie i optyka bardzo mi odpowiada – gdy go czytam , zawsze pojawa się takie wewnętrzne „Tak!”

3.Ks. Jan Zieja – za życie, myśl, świadectwo, patriotyzm, odwagę, pacyfizm

4. Ks. Adam Boniecki – za Tygodnik, wolność, nadzieję, uśmiech

5. Ks. Franciszek Bachnicki – za azymut,  za rewolucję

6. Abbe Pierre – za „rewolucję dobroci”, pomoc bezdomnym, wolność w myśleniu

7. pewien prałat z podwarszawskiej wioski – nie pamiętam imienia ani nazwiska – współczesna wersja św. Franciszka -będąc młodzieńcaem spotkałem go, wiem że pół Warszawy jeździło się do niego spowadać, mieszkał w małej, rozwalającej się chatynce, sam sobie gotował, a w spiżarni robił dziurki w workach, żeby myszki miały co jeść. Cały był dla innych. Gdy zrobili go pralatem (taka godnosć) to mówił parafianom, że to dlatego, iż sam sobie prał, pierze i będzie prał. Chodził w połatanej sutannie i nigdy się nie tknął czerwonych guzików. Spędziłem u niego jeden dzien i cale życie ten dzień pamiętam.

8. Thomas Merton – za to, że szukał i czasami znajdował – przeczytałem chyba wszystko co dostępne w jęz.polskim – wiele wziąłem dla siebie

9. Bp Edward Dajczak – zwany „Edzinkiem” – był u nas w diecezji biskupem pomocniczym, potem zrobili go ordynariuszem w Kołobrzegu, ku rozpaczy miejscowych . Za świadectwo, sposób życia i działania.

10. Bp Józef Życiński – za mądrość, za myśl

11. Ksiądz Jan Kaczkowski – za radość, wiarę, świadectwo, normalność

12. Papież Franciszek – za entuzjazm, wiarę, radość,   za „wybryki” i bezkompromisowość,

Drodzy Księża (wiem, że kilku tu zagląda) – Wszystkiego Najlepszego! Błogosławieństwa!  :)  „Trzymajcie się mocno Słowa Życia” – powtórzę za św.Pawłem

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

taki film

18 kwi

czesko-amerykański, w 2003 roku nominowany do Oskara w kategorii najlepszy film krótkometrażowy. Smutna i piękna historia ojca, syna i pasażerów pociągu. Krótki – półgodzinny i bardzo poruszający. Klimaty bardzo czeskie…

Chociaż nie wiadomo, czy taki był zamysł reżysera – wielu uważa, że treść filmu koresponduje z chrześcijańskimi wydarzeniami paschalnymi, pozwala lepiej zrozumieć – dlatego wklejam w Wielki Piątek.

Ciekawostką jest, że fragmenty z mostem zwodzonym zostały nakręcone w Polsce, w Szczecinie , na kolejowym moście zwodzonym nad Reglicą.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo