RSS
 

Notki z tagiem ‘sport’

debiut

31 maj

Uff – ostatni weekend był tyleż pracowity, co ekscytujący. Spędziłem go w pracy – w Sierakowie, gdzie odbywały się ważne zawody triathlonowe. W niedzielę walczył Jacula – wspólnie z trenerem postanowili, że zadebiutuje na dystansie 1/2 Ironman w kategorii PRO (po ludzku rzecz ujmując: najlepsi z najlepszych – tu już nie liczą się kategorie wiekowe). I od razu na Mistrzostwach Polski.

Posunięcie dość ryzykowne – moim zdaniem – ponieważ Jacula dopiero co przestał być juniorem i dopiero c zaczął startować na „olimpijkach”, a tu wszystkiego dwa razy więcej…. Na tym dystasie startują zawodnicy starsi i doświadczeni.  Dwudziestolatek? w kategorii PRO? – rzadko się zdarza.  Start był na zasadzie „zobaczymy co się będzie działo i jak pójdzie”.

Teraz trochę teorii. W triathlonie są różne dystanse – juniorzy startują raczej krótkie dystanse : supersprint (0,6 km pływania, 15 km rower i 3 km biegu) oraz sprint (odpowiednio: 0,75 km; 15 km i 5 km). Młodzieżowcy do sprintów dodają popularny dystans olimpijski (1,5 km pływania, 20 km rower i 10 km bieg) lub tak zwana „ćwiartkę” = 1/4 koronnego dystansu Ironman. Ironman to  3,8 km pływania / 180 km jazdy rowerem / 42 km biegu (czyli biegowy maraton na koniec) pół z tego to tak zwana połówka (zwana czasem dystansem średnim)  1,9 km pływania / 90 km jazdy rowerem / 21,1  km biegu – i tu właśnie wystartował Jacula  :)

Żeby mieć jakiś obraz sytuacji: przepłyń 76 basenów, potem wsiądź na rower i przejedź 90 km, na końcu przebiegnij półmaraton (21,1 km) – wtedy ukończysz „połówkę” :D

relację robię w formie fotoreportażu:

* * *

Przyjechaliśmy do Sierakowa w piątek- rozłożyłem swoje stoisko – okoliczności przyrody piękne, pogoda dopisuje – nastroje świetne. Obok stoisko kolegi z pieskiem, który się do nas przykolegował (bo my lubimy pieski). Piesek był z gatunku : „ja wszystkich kocham i wszyscy mnie kochają” i ogłośmy go nieoficjalną maskotką tych zawodów:

 

to była też pociecha i rozrywka – bo siedzenie na stoisku  od wczesnego ranka do 21-ej jest -że tak powiem – nużące. Z  zazdrością myślałem o znajomych blogerach, którzy oddają się gdzieś tam w drugim końcu Polski szeroko pojętej i niczym nieskrępowanej integracji. Ale cóż. Znajdźmy i u nas plusy dodatnie:

W sobotę Jacula załatwił wszystkie formalności odstawił rower do strefy zmian ( to takie miejsce gdzie wszystko się zaczyna lub kończy). W niedziele rano w strefie wrzało jak w ulu zawodnicy dopieszczali swoje rowery, w powietrzu czuć było emocje i nadmiar adrenaliny:

Jacula po raz pierwszy na nowym rowerze, który dostał niedawno. Pierwszy start z tzw. dyskiem czasowym z tyłu (kołem z karbonu, bez szprych). Sprzęt naprawdę kosmiczny. Napiszę tylko, że samo tylko tylne koło w tym rowerze kosztuje 9 tys. zł (przednie pół z tego), a cały rower wart jest więcej niż bardzo porządne auto:

Po godzinie ósmej dojechali kibice : Żoncia, Zuzia, dziadek, szwagier i kuzyn. Ze szwagra zrobiłem na chwilę szefa firmy (żeby mógł zaparkować w sensownym miejscu). Jacula poszedł się rozgrzewać, a ja objaśniałem wszystkim co i jak. Tuż przed dziewiątą zeszliśmy nad jezioro. Na start. Emocje, emocje , emocje…. Moja broda bardzo to odczuła – została wyskubana i przerzedzona…  Jacula w bojowym nastroju:

skupiony i skoncentrowany:

Punktualnie o dziewiątej wystrzał z armaty dał sygnał do startu:

i chłopaki ruszyli – w pierwszej fali zawodnicy Pro – walczący o tytuł Mistrza Polski:

potem, w sześciu kolejnych falach – w odstępach kilkunastominutowych pozostali zawodnicy (łącznie zawody ukończyło 750 osób):

po pływaniu Jacula wychodzi z wody na jedenastej pozycji ze stratą 1 min 25 sekund do prowadzącego -jest OK. Triathlon to dyscyplina łącząca w sobie trzy inne – wiemy, że domeną Jaculi jest bieg – więc spokojnie. Dobieg do strefy zmian – trzeba ściągnąć piankę pływacką, i ruszyć na rower zakładając buty. Tu przesunięcie o jedną pozycję do przodu.

Na rowerze widzimy, że Jacula trzyma się czołówki –  jest na pozycji 6 – 7. Lunął deszcz – martwimy się, bo na deszczu wszystko może się zdarzyć a prędkości są wielkie. Na szczęście na drugiej petli deszcz ustaje. Wielu zawodników zdążyło się jednak poturbować (zwłaszcza na pasach dla pieszych, które gdy są mokre robią się śliskie). Widzimy , że niektórzy mają obtarcia, kilku wypadło z gry. Trudno się połapać co i jak, bo zawodników jest dużo, a amatorzy są dublowani. Wiemy jednak że dobrze idzie – jeden odjechał, reszta jedzie w grupie . Zawodnicy muszą jechać w odstępach 10 m od siebie. Dopiero przy dobiegu do strefy zmian okazuje się , że  kilku zawodników „odjechało” na ostatniej dwudziestokilometrowej pętli, na której nasz zawodnik miał mały kryzys:

po odstawieniu roweru i rozpoczęciu biegu Jacula jest na siódmej pozycji. Do czołowego zawodnika jest 6 minut i 17 sekund straty – więc trzeba uznać, że zwyciestwo jest poza zasięgiem. Cała reszta jest w zasięgu dwóch minut – więc stratę można odrobić.  Niestety nie mam zdjęć biegowych, bo skupiłem się na podawaniu Jaculi danych z trasy – przy okazji tracąc głos (do dziś mam lekką chrypę).

Na ostatniej – czwartej pętli biegowej (5 km do końca) Jacula jest na piątej pozycji, ma 50 sekund straty do czwartego, ok 1,5 min do trzeciego. Podaję informacje i udaję się na metę czekając ok 20 min.- wszystko się może zdarzyć.

Przybiega pierwszy, drugi , trzeci…znani zawodnicy, z duży stażem… kto będzie czwarty? JEST! Jacula! Euforia – drę się na całe gardło. Okazuje się, że walka rozegrała się na ostatnich 500 metarach  - na podbiegu do finiszu. Jacula kończy zawody z przewagą 14 sekund nad kolejnym zawodnikiem. Totalnie wyczerpany, ale szczęśliwy:

medalu nie ma, ale wynik i tak jest sensacją w światku triathlonowym ,  gdzie wszyscy się dobrze znają. Wynik Jaculi (4 godz  2 min 42 sek) jest dziś osiągalny dla zawodników w Polsce , których można policzyć na palcach jednej ręki. Dwa lata temu dałby mistrzostwo Polski :) . Poza tym dwudziestolatek „zgrzał” tylu znanych i doświadczonych zawodników! Jakąż satysfakcję daje widok tych wszystkich znanych i cenionych „najlepszych” na kolejnych pozycjach!

W światku triathlonowym duże zaskoczenie i chyba sensacja? ( na podium stanęli: 31 latek, 24 latek i 24 latek)  Zobaczymy co będzie dalej, ale dzieje się dobrze ! :)  :

fot 4,5,6,11 Magda Warzybok za : facebook

dla chętnych tutaj wyniki zawodów,

a tutaj triathlonowy fanpage Jaculi, do polubienia którego zachęcam facebookowiczów :)

 
Komentarze (27)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

na Torwarze w dzień targowy

04 kwi

Sezon rozpoczęliśmy z grubej rury – w Warszawie. Wygląda na to, że najbliższy wolny weekend będę miał dopiero na początku maja. Taki lajf. Tymczasem dwa dni spędziłem na warszawskim Torwarze i nie było czasu na jakieś głębsze rozmyślania ani zajmowanie się czymkolwiek innym niż pracą. Dobrze, że jakiś wyjazd- i  jak zwykle ze skrajności w skrajność: „przezimowałem”  w Wielkim Grajdole  mając kontakt z ludźmi bardzo umiarkowany. Można nawet powiedzieć, że w robocie pędziłem żywot pustelniczy. Teraz miałem ludzi aż nadto. Znaczy: prawie czternaście tysięcy i każdy musiał przejść w piątek albo w sobotę obok mojego stoiska.

I szli, szli, szli – czasem ktoś coś  kupił, czasem obejrzał, pogadał – wysocy, niscy, szczupli i grubi, przejęci i wyluzowani, biali, czarni,śniadzi, żółci, . Wszystkich łączyła jedna pasja. To był dobry czas i dobre miejsce na people watching. Ile można wyczytać z twarzy! Ile dowiedzieć się o człowieku z kilku prostych zachowań! Naprawdę mamy fajnych ludzi w tej Polsce, w tej Europie, na tym świecie, trzeba tylko odpowiednio spojrzeć.

Wieczorem w sobotę , gdy wyjeżdżaliśmy z bramy na Łazienkowską, spotkaliśmy tysiące ludzi z inną pasją – kibice Legii wchodzili na mecz, na stadionie Żyleta już ćwiczyła doping. Ale to jest żywioł! :)

* * *

Jacula  zaliczył swój debiut w półmaratonie zajmując świetne 28 miejsce w klasyfikacji mężczyzn, a z ekipą ze swojego teamu zwyciężyli w klasyfikacji drużynowej. Nadmieniam, że zawodników było 14-tysięcy :) (wygrali oczywiście zawodnicy z Kenii)

tyle tylko dzisiaj , bo czasu mało – daję znać że żyję. ;)

* * *

cytat na dziś – Ziemowit Szczerek - Siódemka:

„Polska, kraj , który nigdy siebie nie zaakceptuje, ale nie dlatego, że ma takie wysokie wymagania, tylko dlatego, że nie jest tym, kim chciałby być, czyli każdym normalnym krajem. Każdym innym. Kraj, którego obywatele albo z niego szydzą i go nienawidzą, albo wzbudzają w sobie chorą do niego obsesję i na niego chorują, a tak w żadnym normalnym kraju nie ma.”

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o upartości i Zuzinych sukcesach

28 lis

Jak mówił Czesław Miłosz „co jest niezapisane, zmierza do nieistnienia” – zapiszmy więc i uzupełnijmy rodzinne kroniki sportowe. Dziś o Zuzi – bo Zuzia idzie jak burza. W zeszłym tygodniu przywiozła z zawodów ogólnopolskich złoto, a dziś dwa brązy (pływanie, styl klasyczny dystans 50 i 100m). Jest dobrze i się cieszymy, że Zuzia , będąc w gimnazjum, kontynuuje pływacką karierę. Jacula po podstawówce musiał zmienić dyscyplinę (i wyszło mu to na dobre), bo wówczas nie było klubów dla gimnazjalistów, a dobrzy pływacy (np. Radek Kawęcki – tak tak, on jest z tego samego klubu co Zuzia i Jacula) musieli po podstawówce szukać szczęscia w innych miastach, albo kończyć karierę. W miedzyczasie ktoś poszedł po rozum do głowy i obiecujący zawodnicy mogą kontynuować treningi w naszym mieście.

Swoją drogą : obciążenie jest ogromne. Codziennie Zuzia o szóstej jest na basenie, po potem szkoła, po południu drugi basen lub silownia, wieczorem lekcje, w weekendy zawody. Ja uważam, że to jest przesada i czasami trzeba więcej odpocząć -spieramy się czasem. Raz schowałem plecak basenowy, kiedy uznałem, że to już naprawdęza dużo, to była „awantura” , że ho ho! – na dodatek o świcie – a u nas przecież nie ma awantur, jest „wychowanie bezstresowe” ;) Bo Zuzia jest uparta jak… nie wiem co, a tak naprawdę bardzo dzielna i wytrwała. Chce niech ma – zwłaszcza, że w szkole jej idzie bardzo dobrze. Upartość -dobra cecha, jeśli ja właściwie skierować.

W konkurencji na upartość u nas chyba nie byłoby zwycięzcy. Cała piątka trzyma się równo w peletonie i żadne nie odstaje. Czasem któreś wysuwa się do przodu, zależnie od etapu w życiu (dominują zawsze nastolatkowie) ale generalnie idą równo. Po kim one to mają?? ;)

no to jeszcze fotki- akcja, podium i trofea:

————————————–

a na myślachparadoksalnych - moim blogu społeczno-politycznym o wzmożeniu moralnym – zapraszam zainteresowanych

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

w końcu

26 wrz

jakiś normalny, niepracujący weekend. Książka, termosik z kawą, łąka pod lasem, oddawanie się rzeczom nieważnym i niepilnym… – wiele nie trzeba, żeby było super…Zaraz lecę zobaczyć jak tam Więckiewicz w najnowszym filmie – zapowiada się bardzo ciekawie. Dawno w kinie nie byłem. :)

* * *

PS. film Król życia dobry . Czego innego się spodziewałem – raczej lekkiego i pozytywnego filmu z elementami komediowymi a tu całkiem poważna  powiastka psychologiczno-filozoficzna. O wartościach, relacjach, o tym , co w życiu ważne, o życiu w korporacji, o alkoholiźmie,  rodzinie. To jeden z tych filmów, które „zostają” w człowieku i w jakiś sposób dojrzewają. Motyw uderzenia w głowę, po którym- wobec pobudzenia niektórych partii mózgu – wszystko się człowiekowi odmienia i człowiek z nerwowego gbura staje się mądrym,kochającym i empatycznym człowiekiem- ech, przydałoby się niektórym…mam paru kandydatów, a i sam bym się czasem… Więckiewicz świetny, Bartek Topa – znakomita rola Kapsla, starego kumpla z problemem alkoholowym, Magda Popławska w roli żony niezła, Trela też daje radę.

PS2: Ukazał się film z zawodów Iron Dragon w Krakowie, w których zwyciężył Jacula –  zrobiony naprawdę profesjonalnie. Jeden z nielicznych, które pokazują triathlon w całej okazałości – oddaje emocje i piękno tej dyscypliny. Sześć minut. Zapraszam. Uważny widz dostrzeże zwycięzcę na trasie niejeden raz.

Na marginesie – Jacula szuka pokoju dla studenta w Krakowie - jedynki – gdzieś między AWF a AGH, bo tam będzie krążył. Ktoś, coś?  

a teraz film, najlepiej se włączyć full screen i muzę na całego ;)

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dobre wieści

27 lip

„Rozleniwiłem się” w te wakacje, jeżeli chodzi o pisanie tutaj. Jest rzadziej, ale dobrze, że jest :) Na szczęście za mną ostatni pracujący weekend w tym sezonie.Teraz może wrócę do jakiejś normy, odpocznę nieco i znajdę trochę czasu na pisanie czytanie i inne takie. ;)

Tymczasem ostatnia impreza była potężna – międzynarodowa. W poznaniu na Malcie. Jej skalę niech zobrazuje poniższe zdjęcie -to jest tzw. strefa zmian – miejsce, w którym zawodnicy wychodzą z wody, i wsiadają na rower,  później odstawiają rower i rozpoczynają bieg:

Jacula miał najważniejszy start w roku w sobotę o ósmej rano: Mistrzostwa Polski na swoim koronnym dystansie (sprint = 750 m pływania, 20 km na rowerze i 5 km biegu). Wiedzieliśmy , że nie będzie łatwo, gdyż do kategorii wpadło dwoch bardzo mocnych pływaków. To były ostatnie mistrzostwa w tym roku (na wcześniejszych : w aquathlonie i triathlonie supersprincie Jacula lądował dwa razy na czwartej pozycji), a medal MP daje bardzo dużo (powołanie do Kadry Narodowej i udział w startach międzynarodowych, w szkoleniu ogólnopolskim i obozach sportowych, poza tym stałe, comiesięczne stypendium od Prezydenta Miasta, pierwszą klasę sportową i możliwość indywidualnego toku studiów i jeszcze kilka pomniejszych bonusów) Dlatego ciśnienie było ogromne.

Oszczędzę szczegółów, o których mozna poczytać na Jaculowym fanpage’u (zachęcam do polubienia, kto chce śledzić postępy na bieżąco). W każdym razie – w związku z tym, że gonił: po pływaniu był ósmy a po rowerze był na szóstej pozycji – emocje były ogromne. Kibicowałem wespół z dziadkiem, który Jaculę przywiózł. Nogi mi się trzęsły i darłem się jak nawiedzony, gdy Jacula wybiegał na trasę – a ja przecież jestem niespotykanie spokojny (do dziś mam chrypę).

Gdy wbiegło na metę pierwszych dwóch, z ogromnym napięciem czekaliśmy kim będzie ten trzeci? Gdy po niecałej minucie pojawił się samotny i bardzo zmęczony Jacula a za nim nie widać było nikogo, już była tylko euforia i świętowanie. Po wszystkim spadło napięcie, została tylko radosć. Czułem się podobnie, jak student po bardzo ciężkim egzaminie.

I takie to historie… Czyli, że tego lata emocji ci u nas dostatek. Na szczęście same dobre. I wiem , że to jeszcze nie wszystko :)  No i podium, wisienka na torcie:

Obiecuję , że następna notka będzie szybko i nie będzie w niej nic o sporcie. Będzie o cmentarzu. Znam taką jedną, która lubi te klimaty  ;)

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo