RSS
 

Notki z tagiem ‘rozwoj’

pięć rzeczy, z których się cieszę

17 cze

rzecz pierwsza: kto jeszcze nie wie, niech wie! Jacula w sobotę został wicemistrzem Polski w triathlonie na dystansie superspirint w kategorii junior. Zważając na ostatnie przygody szanse były marne i w związku z tym,że tak naprawdę po kontuzji trenował jedynie pięć dni –  wszystkich zaskoczył – włączając w to siebie samego i nas. I spadło to napięcie związane z wypadkiem w Brnie i kontuzją biodra. Bo musicie wiedzieć, że taki sezon do tyłu u wyczynowca może mieć poważne konsekwencje: od finansowych poczynając przez fizyczne na psychicznych kończąc. Więcej o ostatnich wydarzeniach na blogu Jaculi, a medal na instagram slider po prawej

rzecz druga: łamię schematy (taka opcja ostatnio). Złąmanie schematu jest czasem fajne i ożywcze, taka „przyprawa do życia”, dzięki której nabiera ono smaku i kolorków. Chociaż im więcej lat upływa, tym mniej się łamie -nie wiedzieć czemu.. gdzie te czasy, gdy w wariackiej fantazji padło hasło : jedziemy do Paryża na trzy dni.Wieczorem pomysł, o świcie realizacja. Pojechaliśmy! Wybawiliśy się w Disneylandzie, spaliśmy w aucie na parkingach, ale jakby ktoś pytał – to w Paryżu byliśmy! Tym razem złamanie schematu jest skromniejsze: na przykład zupełnie zmieniłem trasy biegowe dzięki czemu odkryłem cudny rezerwat przyrody 5 km od mojego wieżowca (!) wczoraj widziałem tam nawet dziwnego ptaka -ni to bocian, ni to czapla- z czubem na głowie, czarno-szary.  Albo na przykład akcja wieczorem w środę:jedziemy nad jezioro !!! Załapali się Jacula, Sasetka i ja… bo Zuzia i Maciek też woleli se w domku posiedzieć. Żoncia później miała pretensje, że ją niezbyt usilnie namawiałem … A że skądinąd wiem, że usilne namawianie żonci przynosi różne efekty- szybko odpuściłem… Spróbujemy następnym razem ;) A tymczasem takie fotki:

rzecz trzecia: sfotografowałem tęcze. Tęcza ostatnio nie ma dobrej prasy. A ja lubię, bardzo lubię. Dla mnie to symbol przymierza, błogosławieństwa. I pracując w weekend na nocnym półmaratonie, zanim jeszcze noc zapadła: :

rzecz czwarta: mundial. Pomimo, że deklaracja niejestękibicę stała się ostatnio bardzo modna, nas wsiorbało dokumentnie. I oglądamy piękne meczyki i urodziwe brameczki. Na przykład mecz Hiszpania-Holandia, albo wczoraj – jak Niemcy dokopali Portugalczykom – piękna piłka.  W sumie to się tym Portugalczykom należało… ale Hiszpanów szkoda…

rzecz piąta: (zwiazana z pierwszą): czekamy na rower. Jacula w swoim sportowym Związku został wytypowany do programu Talent (swoją drogą: słusznie).W związku z powyższym otrzymał na rozwój talentu gratyfikację finansową w wysokości kilku tysięcy złotych.. Pomysł (i potrzeba zarazem) był jeden: rower . Odgrzebałem więc stare kontakty (bo ja jestem mężczyzna pracujący ,żadnej pracy się nie boję i jak wiadomo -swego czasu prowadziłem całkiem dobrze prosperujacy sklep rowerowy) Okazało się, że ktoś mnie jeszcze pamięta i uzyskując bardzo solidny rabat zarezerwowaliśmy takie cudo, ważące nieco ponad 5 kilo:

rzecz szósta (gratis), która się wiąże z rzeczą piątą, a trochę też z drugą: mamy wolny rower w wersji szosówka. I wszystko wskazuje na to,że będę miał okazję sobie na tej szosówce pobrykać. Bardzo się w związku z powyższym cieszę i mam nawet kilka pomysłów na to brykanie. Bo od ostatniej poważnej wyprawy rowerowej minęło już dużo czasu…. A na szosówce można szybciej i dalej…. bez sakw, tylko z małym plecaczkiem…Jest taki jeden były ksiądz, który całą Europę w ten sposób zjeździł. Nawet w gazetach o tym pisali. A potem się ożenił i „skończyło się rumakowanie” jak to powiedział swego czasu osiołek ze Shreka. ;)

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szukam dobrych wiadomości

06 cze

Szukam dobrych wiadomosci. W każdym razie próbuję. Jest coraz trudniej. Różne Onety, Gazety i Natematy ścigają się w taniej sensacji. Cały informacyjny mainstream szuka raczej tragedii, kataklizmów, afer i plotek – w pogoni za czytelnikiem . Od czytania człowiekowi rzednie mina, a rzeczy, które by w jakiś sposób człowieka budowały, podnosiły , inspirowały – jak na lekarstwo. Nie dlatego, że ich nie ma – są! Jednak albo są mało medialne, albo nawet jeśli są medialne, to media – jak się wydaje – siłą swojego tabloidowego rozpędu przestały na nie zwracać uwagę. Ale szukam, szukania mi trzeba – i znajduję, albo trafiam przypadkiem na blogach, na małych portalach, gdzieś w zakamarkach sieci. Gdy znajdę – jestem piramidalnie usatysfakcjonowany. Ot: igła w stogu siana! I trzeba chyba takie dobre newsy  wydobywać na światło dzienne. Pokazywać , że świat nie jest taki zły, a w ludziach są olbrzymie pokłady dobra -trzeba się tylko jakoś do nich dostać i wydobyć.

Piszę tak, bo smutno mi się zrobiło, że fajna historia „z naszej branży” (wiadomo, że z oczywistych względów „siedzimy w triathlonie”) nie przebiła się szerzej medialnie. Oto w ubiegłym tygodniu w Sierakowie po raz pierwszy w Polsce zawody triathlonowe na krótkim dystansie (niecały kilometr pływania, 45 km roweru i 10,5 km biegu) ukończył niewidomy zawodnik – Marcin Suwart , który był prowadzony przez partnera Jarosława Skibę i zawody ukończyli na 70 miejscu (na 300 startujących). Nie mogę wyjść z podziwu. Wielki szacunek dla pana Marcina – to tak naprawdę wielkie zwycięstwo! Podziwiam ludzi , którzy przekraczają granice, pokonują bariery,walczą z ograniczeniami. Bardzo często takie historie mnie najpierw zawstydzają, potem motywują, bo z tyłu głowy słyszę ciche „a ty co?”

Start pana Marcina koresponduje z dobrze znaną historią taty i syna – Dicka i Ricka Hoyt’ów, którzy ukończyli triathlon na dystansie Ironman (3,86 km pływania, 180 km rower i 42,2 km bieg) i wciąż startują, czerpiąc z tego wiele radości, satysfakcji i życiowego napędu. A, popłaczcie sobie:

Prośba na koniec : ktokolwiek znajdzie newsa, który jest dobry – w sensie: budujący, inspirujący – może zawsze linkować śmiało w komentarzu pod najnowszą notką na dudiblogu , choćby tematycznie było zupełnie od czapy :)

na fotce – chłopaki w Sierakowie zaraz po wyjściu z wody (źrodło: Xtri.pl) :

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zmieniamy wzorce

01 lut
Po nieprzespanej nocy (ale wiało!) spojrzeliśmy z Jaculą w okno. Wieje dalej. Szaro.
Brzydko. Nastrój taki pfff… ciśnienie chyba niske, bo dwie kawy nic nie dały.
Wystarczyło jednak wybiec do parku, wystawić twarz a słońce. Poruszać się trochę, by
wszystko minęło,jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wróciła energia i chęć do
życia. Co się zmieniło? ano jakieś minimalne działanie i zmiana patrzenie – nic
więcej.
Piszą media – analizując badania Gallupa, że jesteśmy jednym z najbardziej
pesymistycznych narodów. I że jak se nie ponarzekamy, to nie jesteśmy sobą. Oraz, że
taki mamy wzorzec kulturowy, któremu trudno się dziwić patrząc na historię. Za
dr.Majem: „Ukształtował się sposób myślenia polegający na tym, że trzeba być czujnym,
raczej ostrożnie patrzeć na rzeczywistość, bo lada moment coś przykrego może nam się
wydarzyć.”Szlag!  Zaklęty krąg jakiś? Nie wiem jak Wy, ale ja się wyrywam. Spodziewam
się dobrego! Zmieniam wzorce kulturowe (przynajmniej na swoim podwórku). Wie o tym
żoncia, która niejednokrotnie doświadczyła mojej irytacji gdy wchodziła w kanał
np.opowiadania o róznorakich nieszczęściach ludzkich czy chorobch. Owszem, to jakaś
część życia, ale nie całość!Ponarzekać można – czasem nawet trzeba, ale nie przede wszystkim! A jeśli wyłącznie o tym się mówi, to ja się wówczas wyłączam zrozmowy, i narasta moje wewnętrzne „Ja pierdolę”(przepraszam za wyrażenie, bluzgam wyłącznie w momencie dużej irytacji, do tego zazwyczaj „w środku”). Basta! Dość narzekaniu.Spodziewam się dobrego!Opowiadam o dobrym! Wychowuję dzieciaki do
tego. No! Taki plan na najblższy czas  (znaczy się: wyzwanie ) ;)
Jakiś klucz? Nadzieja.( w opozycji do beznadziei) Skąd brać nadzieję, na jakiej podstawie opierać i co może być jej źródłem to temat na osobną notkę/rozmowę.
Niespodziewanie wygraliśmy torby Eurocampu w konkursie na fb. Dziś pytanie dziś odpowiedź. Małe, a cieszy. Więc skoro Eurocamp mi torby , to ja im reklamę gratis: bo jeździmy z nimi od lat. Przyzwoite warunki, za tanie pieniądze. W tym roku może skusimy się pewnie na Wielkanoc.

Po nieprzespanej nocy (ale wiało!) spojrzeliśmy z Jaculą w okno. Wieje dalej. Szaro. Brzydko. Nastrój taki pfff…ciśnienie chyba niske, bo dwie kawy nic nie dały. Ponarzekaliśmy sobie oczywiście – no dlaczego nie? okazja była

Wystarczyło jednak wybiec do parku, wystawić twarz a słońce. Poruszać się trochę, pomyśleć inaczej, by wszystko minęło, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wróciła energia i chęć do życia. Co się zmieniło? ano jakieś minimalne działanie i zmiana patrzenia – nic więcej.

Piszą media – analizując badania Gallupa, że jesteśmy jednym z najbardziej pesymistycznych narodów. I że jak se nie ponarzekamy, to nie jesteśmy sobą. Oraz, że taki mamy wzorzec kulturowy, któremu trudno się dziwić patrząc na historię. Za dr.Majem:

„Ukształtował się sposób myślenia polegający na tym, że trzeba być czujnym, raczej ostrożnie patrzeć na rzeczywistość, bo lada moment coś przykrego może nam się wydarzyć.”

Szlag!  Zaklęty krąg jakiś? Nie wiem jak Wy, ale ja się wyrywam. Zmieniam wzorce kulturowe (przynajmniej na swoim podwórku) i – na Boga! – nie czekam na nic przykrego !  W każdym razie staram się już od jakiegoś czasu.

Wie o tym żoncia, która niejednokrotnie doświadczyła mojej irytacji, gdy czasem w towarzystwie wchodziła w kanał np.opowiadania o różnorakich nieszczęściach ludzkich lub narzekania na wszystkich i na wszystko. Owszem, smutki i problemy, to jakaś część życia, ALE NIE CAŁOŚĆ! Ponarzekać czasem można – ALE NIE PRZEDE WSZYSTKIM ! A jeśli wyłącznie o tym się mówi, to ja się wówczas wyłączam z rozmowy, i narasta moje wewnętrzne „ja pierdolę!” (przepraszam za wyrażenie, bluzgam wyłącznie w momencie dużej irytacji, do tego zazwyczaj „w środku”).

Basta! Dość narzekaniu.Spodziewam się dobrego! Opowiadam o dobrym! Wychowuję dzieciaki do tego. No! Taki plan na najbliższy czas  (znaczy się: wyzwanie ) Żadne tam „różowe okulary”- nie o to chodzi. Zmieniamy wzorce kulturowe! Kto chętny?

Jakiś klucz? Nadzieja ( w opozycji do beznadziei). Skąd brać nadzieję, na jakiej podstawie opierać i co może być jej źródłem to temat na osobną notkę/rozmowę.

* * *
Tak więc w związku ze spodziewaniem się dobrego: niespodziewanie wygraliśmy komplet toreb Eurocampu w konkursie na facebooku. Dziś pytanie dziś odpowiedź. Małe, a cieszy. Więc skoro Eurocamp mi torby , to ja im reklamę gratis: bo jeździmy z nimi od lat. Przyzwoite warunki, za tanie pieniądze. Wspominki  można znaleźć na przykład tutaj albo tutaj. W tym roku może skusimy się  na Wielkanoc – debaty trwają czy Holandia czy Włochy. Promocja 10 dni w cenie siedmiu wynosi za całość 644 zł +160 opłaty rezerwacyjnej – to wszystkie koszty na naszą rodzinę. (zawsze jeździmy w maju z uwagi na te ceny)

* * *

a tak z innej beczki – coś dla miłośników Czechów – kto nie widział Mariusza Szczygła w czeskim „tokszole”, to voila:

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o odcisku i nawykach

21 sty
Dziś zacznę banalnie, a potem zobaczymy jak się rozwinie… Będzie bowiem o
odchudzaniu i nawykach. Wczoraj biegając w parku przyglądałem się odciskom swoich
stóp w śniegu. Głębokie, mocno wyrzeźbione, wyraźnie się odznaczały na tle innych,
płytszych. Nie trzeba być indianinem, by asno określić, że są to odciski osoby
solidnej postury, albo – inaczej rzecz ujmując – grubego biegacza.  No co prawda od
ubiegłego roku udało się conieco – w styczniu 2012 zbliżałem się do setki – i wówczas
podjąłem decyzję o solidnym zbiciu wagi… dziś mam koło dziewięćdziesiątki – jest
progress, 10 kilo w ciągu roku, ( w lecie było już nawet 86)- wciąż jednak nadwaga na
tyle duża, że nie czuje się człowiek komfortowo. Wyzwanie więc trwa (jeśli o
wyzwaniach sobie tutaj ostatnio mówimy).
Bo generalnie nieraz już pisałem o przestawieniu mózgu. Ot siła przyzwyczajenia i
nawyku jest potężna. Pół roku powtarzalności trzeba żeby zmienić jakikolwiek nawyk na
inny (lepszy).Ot mózg musi coś uznać jako normę. Równiez to,aby organizm sobie
zapamiętał, że bycie nieco szczuplejszym to nie  jakaś chwilowa ekstrawagancja, tylko
normalna rzecz wymaga podobnego czasu. Tu jest tajemnica nieskuteczności cudownych
diet – ot organizm sobie zapamiętał starą normę i szybko do niej powrócił. Każde
odchudzanie jest taką grą w szachy ze swoim osiołkiem -organizmem. Mój organizm jak
na razie jako normę zapamiętuje sobie 90-91 kg. No jest dobrze,ale ja mu jeszcze
pokażę nowe horyzonty…   Zobaczymy za rok.
Ale tak na spokojnie -nic na hura. Bo ileż było w życiu tych: „od dzisiaj…” a
jeszcze częściej „od jutra…” i czy odnosiło się to do formy fizycznej, jedzenia,
nauki języków, czytania Biblii, czy czegokolwiek innego – plany spalały na panewce
jeżeli nie minęło pół roku powtarzalności (inna norma była zapamiętana). Z
wypracowanych nawyków ochwalę się nawykiem blogowania (jeśli nie ma notki przez dwa/
trzy dni to coś jest nie tak) i raz/dwa razy w tygodniu godzinny basen. Nad innymi
pracuję i na razie nie ma się czym chwalić.
Pedagogicznie rzecz ujmując: warto przygladać się nawykom dzieciaków i te nawyki
kształtować.I nie ma co się strasznie spinać i denerwować, bo klucz jest jest jeden:
trwała powtarzalność.Pół roku mnimum. Przykład: chciałbym, żeby moje dziecko było na
tyle odpowiedzialne , żeby zanim coś – miało odrobione i przygotowane lekcje na
kolejny dzień. Ok. Jeśli przy łagodnej perswazji i delikatnym doglądaniu uda się to
przez pół roku, to potem mamy samograj. Czyż to nie piękne?  ;)
Ilustracją notki niech będzie fotografia zapisu moich zmagań ubiegłoroczych,który to
dumnie sobie wisi w moim grajdole.

Dziś zacznę banalnie, a potem zobaczymy jak się rozwinie… Będzie bowiem o odchudzaniu. Wczoraj biegając w parku przyglądałem się odciskom swoich butów w śniegu. Głębokie, mocno wyrzeźbione, wyraźnie się odznaczały na tle innych, płytszych. Nie trzeba być Indianinem, by jasno określić, że są to odciski osoby solidnej postury, albo – inaczej rzecz ujmując – grubego biegacza.  No co prawda od ubiegłego roku udało się co nieco – w styczniu 2012 zbliżałem się do setki – i wówczas podjąłem decyzję o solidnym i trwałym zbiciu wagi… dziś mam koło dziewięćdziesiątki – jest progress, 10 kilo w ciągu roku, ( w lecie było już nawet 86)- wciąż jednak nadwaga na tyle duża, że nie czuje się człowiek komfortowo. Wyzwanie więc trwa (jeśli o wyzwaniach sobie tutaj ostatnio mówimy).

Bo generalnie chodzi o przestawienie mózgu – „nowe zapamiętanie”. Zdaje się, że już o tym kiedyś pisałem:  Ot siła przyzwyczajenia i nawyku jest potężna. Pół roku powtarzalności trzeba żeby zmienić jakikolwiek nawyk na inny (lepszy).Ot mózg musi coś uznać jako normę. Również to,aby organizm sobie zapamiętał, że bycie nieco szczuplejszym to nie  jakaś chwilowa ekstrawagancja, tylko normalna rzecz wymaga podobnego czasu. Tu jest tajemnica nieskuteczności cudownych diet – ot organizm sobie zapamiętał starą normę i szybko do niej powrócił. Każde odchudzanie jest taką grą w szachy ze swoim osiołkiem -organizmem. Mój organizm jak na razie jako normę zapamiętuje sobie 90-91 kg. No jest dobrze,ale ja mu jeszcze pokażę nowe horyzonty…   Zobaczymy za rok.

Ale tak na spokojnie -nic „na hura”. Bo ileż było w życiu tych: „od dzisiaj…” a jeszcze częściej „od jutra…” i czy odnosiło się to do formy fizycznej, jedzenia, nauki języków, czytania Biblii, czy czegokolwiek innego – plany spalały na panewce jeżeli nie minęło pół roku powtarzalności (inna norma była zapamiętana). Każdy nawyk – dobry czy zły – „się wypracowuje” – warto o tym pamiętać..

Pedagogicznie rzecz ujmując: warto przyglądać się nawykom dzieciaków i je kształtować.I nie ma co się strasznie spinać i denerwować, bo klucz jest jest jeden: trwała powtarzalność.Pół roku minimum. Przykład: chciałbym, żeby moje dziecko było na tyle odpowiedzialne , żeby zanim coś – miało odrobione i przygotowane lekcje na kolejny dzień. Ok. Jeśli przy łagodnej perswazji i delikatnym doglądaniu uda się to przez pół roku, to potem mamy samograj. Czyż to nie piękna wizja ?  ;)

z innej beczki:  gdyby tak idąc za ciosem wybierać studia II stopnia, to polonistyka w specjalizacji komunikacja w biznesie czy pedagogika w specjalizacji terapia pedagogiczna z coachingiem?  hmm?  „Z dwóch stron doznaję nalegania” – jak to kiedyś pięknie ujął św.Paweł.

Ilustracją notki niech będzie fotografia zapisu moich zmagań ubiegłorocznych,który to dumnie sobie wisi w moim grajdole:

 
Komentarze (25)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

jeżeli chodzi

14 sie

o tzw. wiarę w siebie, to Jacuś wyprzedza resztę rodziny o całe lata świetlne…

pakując sie na wyjazd do Gdyni na Mistrzostwa Polski w aquathlonie, w których na liście startowej figuruje 350 zawodników przygotował sobie odświetną koszulkę z herbem miasta, mówiąc pewnym głosem: "To na dekorację…" 
Śmiejemy się widząc tą jego pewność siebie bo nikt inny tak nie ma – no cóż – daj mu Boże medal… siedzimy i trzymamy kciuki bo właśnie chyba płynie w morzu i zaraz pewnie będzie biegł… 
————–
cytat na dziś: J.M.Talbot z książki Świat moim klasztorem:
Życie z duchem zadowolenia jest prawdziwie wyzwalające. Zamiast myśleć o nas samych jako nieszczęśliwych, obraz nas samych zmienia się w obraz ludzi zadowolonych i pełnych pokoju. A im bardziej obraz nas samych się zmienia, tym mocniej weń wkraczamy…"

———-

z ostaniej chwili:  Jacek drugi ! :)))

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo