RSS
 

Notki z tagiem ‘rodzinka’

a to jest Tymek

21 sie

mój drugi wnusio   :)

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Chorwacja pięć – Suha Punta

16 sie

Dziś pojechaliśmy na jedną ze słynnych plaż na wyspie Rab – Suha Punta. Blisko – 4 km od naszego mieszkanka. Nieco dalej jest równie słynna Kandarola – ale, żeby tam wejść trzeba by było rozebrać się do naga. Pozostaliśmy więc na Suha Punta, bo Towarzystwo czemuś nie było skłonne… ;)

 Ta plaża jest umiejscowiona na zielonej części wyspy –  na półwyspie Kalifront – kilometr dalej zaczyna się rezerwat przyrody Dundo z unikalnymi karłowatymi dębami. Pod takimi dębami znaleźliśmy sobie dzisiejszą miejscówkę – z widokiem na uroczą lazurową zatoczkę. A czas spędziliśmy na czytaniu , pływaniu i oddawaniu się people watching – bo warunki były sprzyjające. Cudownie było! powietrze było! a jakie kolory!

Jak piękne jest to, że ludzie są tak różnorodni! To różnorodność czyni świat ciekawszym.  Pierwsze , co zaobserwowaliśmy:spokój, wymieszanie ras i narodów i jakaś taka harmonia. Wielu ludzi i nikt nikomu nie przeszkadzał. Jeśli alkohol na plaży, to tylko w barze (tu alkohol piją raczej na wieczornych nasiadówach)- spokój, sympatia, wzajemna życzliwość. Można? można.

Spodobała nam się pewna rodzina „grubasków” – rzucali się w oczy, bo wszyscy mieli długie włosy zaplecione w warkocze (mężczyźni także na brodach) , tatuaże oraz słuszną posturę. Mama i tata w okolicach pięćdziesiątki, syn z synową tak przed trzydziestką. Chyba jacyś motocykliści? Na widok tej ekipy bawiącej się w wodzie gumową piłeczką i pływającej na dwóch niewielkich materacykach gęba sama się śmiała. Patrzyłem na młodzież i ich radość życia, na starsze pary z widocznym poczuciem spełnienia. Ciekawym było obserwowanie różnych narodowości – żywiołowych Włochów, spokojnych Anglików, stonowanych Niemców, wesołych Czechów – byli jeszcze Szwajcarzy, Słoweńcy, Słowacy, Bośniacy, Serbowie, dużo Rosjan i Austriaków, trochę Węgrów, . Z Polaków byliśmy tylko my – więc siebie nie obserwowaliśmy :)

I co tu dużo pisać? siedzieliśmy w swoim w swoim grajdołku i było nam bardzo dobrze, w regularnych odstępach czasu zażywaliśmy kąpieli. Było tak pięknie, że aż się nie chciało wracać… W rankingu plaż z tegorocznego wyjazdu Suhą Puntę umirszczamy na drugiej pozycji (zaraz po Zavratnicy). To był nasz ostatni dzień – jutro wracamy… z małym niedosytem, ale podobno tak trzeba.

Do Chorwacji wrócimy – chyba nawet za rok. Dlaczego? Ano dlatego, że tu jest pięknie , spokojnie, względnie blisko i tutejsze klimaty bardzo nam pasują. Można znaleźć spokój,  swoją przestrzeń i naprawdę wypocząć.   I z każdym pobytem coraz lepiej się tu czujemy.

Ostatni odcinek nadam już z Polski – pojutrze, bo jutro pakowanie i wracanie. :)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

z przejęciem

04 kwi

u nas, panie, zamieszanie i wszyscy się czymś przejmują. No może poza Zuzią. Z niej zeszło napięcie i obchodziła ostatnio urodziny podczas których wszystkie koleżanki obcięły sobie grzywki – taka zabawa (jedna wiedziała jak to się robi bo jej mama jest fryzjerką). Jako, że mój ojciec jest z wykształcenia fryzjerem też obciąłem ostatnio grzywkę wnusiowi – wyszło całkiem całkiem. Pewne rzeczy ma się we krwi.

Maciek w końcu zaczął się przejmować maturą. Czas najwyższy, bo na kasztanach już pączki. Jacula z końcem tygodnia wraca z Portugalii, gdzie trenował przez ostatnie miesiące i przejmuje się pierwszym startem na Gran Canarii za dwa tygodnie. Misiek ma lecieć z Jaculą jako wsparcie i też się tym przejmuje. Ola przejmuje się tym czy będzie dziewczynka czy chłopczyk (chociaż nie ma się czym przejmować), bo na badaniu dziecko ułożyło się bokiem – no i nie wiadomo – lekarz nie chciał nic jednoznacznie powiedzieć (przy okazji przypomniała nam się historia, jak to Maciusiowi, który na pierwszym badaniu został określony jako dziewczynka wyżęły się jąderka). Kuba przejmuje się nową pracą we Wrocku po przenosinach z Zielonki- w kuchni włoskiej, ja zaś przejmuję się moją nową pracą , którą od jutra mam zacząć. Zaczynam z grubej rury i jadę na Mazury. Wszystko wygląda raczej ciekawie – tylko jeszcze zobaczymy z jakimi ludźmi przyjdzie mi pracować. Wyglada na to, że połowę maja spędzę w Czechach – takie rzeczy! Ahoj, przygodo – nie wiem tylko jak to zniesie Sasunia, będzie pewnie cała przejęta i ja się tym już zaczynam tym przejmować. Na koniec Żoncia przejmuje się wszystkim razem i każdym z osobna, próbując wszystko ogarnąć. Ogarnęła nawet obchody jedenastej miesięcznicy śmierci babci bo dziadek się w tym dniu przejmuje po trzykroć – zrobiłem z tej okazji sernik …

i takie to jest życie w dużej rodzinie. Ale generalnie jest spokój.

na zdjęciu wnusio, który zachowuje dystans do rzeczywistoći i wszystko pięknie komentuje w sobie tylko znanym języku:

cytat na dziś: Michał Cichy w  „Pozwól rzece płynąć”:

Jedna z dróg do spokoju prowadzi poprzez widzenie tego, co zwykłe. Spokój jest najczystszym z dóbr. Nigdy nie jest go za dużo, nigdy się nie wyczerpuje i zawsze moze być głębszy. To on daje miejsce na wszystko pozostałe. (…) Kiedy się o niego postaramy, inne rzeczy zaczynają przychodzić bez starań.”

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

spokojnie

28 gru

Święta się skończyły, powietrze zeszło. Chata pełna, każdy robi to co lubi. Poszedłem do Lidla po produkty na pizzę i czułem się trochę jak w kościele – leciała Cicha Noc i Lulajże Jezuniu -  nawet ludze w sklepie nie rozmawiali a krok robił się taki dostojny. Potem  Kuba zrobił tę pizzę na cudownym szamotowym kamieniu (pięć minut i gotowa!) i powoli weszliśmy w świętowanie Maćkowej osiemnastki – tak tak, to już dzisiaj – z dzieci ostała nam się jeno Zuzia… reszta to dorośli … – życie.

Na Wigilii było 12 osób  - i to było wyzwanie, któremu sprostaliśmy. Niemniej fizycznie czułem się przynajmniej jak po półmaratonie. W sumie całe trzy dni to nieustanne spotkania, pogaduchy, jedzenie, kolędowanie. Dobry czas, bardzo intensywny. Dużo dobrych emocji i rzeczywiście  Święta były takie jak w życzeniach: spokojne, pogodne i  momentami wesołe. Ale dobry jest też ten moment, kiedy   u b o g a c e n i   tymi emocjami (wiem wiem- okropne słowo – też nie znoszę, ale raz w roku można…) wracamy do rzeczywistości.

Zapamiętam wnusia Filipka tańczącego w stroju Mikołaja, wejście wzruszonego dziadka R., którego od lat nie było w naszym domu oraz wspólne oglądanie filmu (mamy też taki obyczaj) – swoją drogą   z n a k o m i t e g o: Capitain Fantastic - o wychowaniu, pedagogice,wartościach, społecznych konwenansach i płynięciu pod prąd.  Taka kinowa miłość od pierwszego wejrzenia: oglądasz i wiesz od razu, że film wskakuje do pierwszej dziesiątki twoich ulubionych , obok Skazanych na Shawshank, Między Słowami Prostej historii.

Wczorajszy dzień spędziłem unikając kuchni, garów i jakiegokolwiek pichcenia. Nawet w grajdole siedziałem tyłem do wszystkiego. Dziś już się z garami przeproszę i zrobię dwa ulubione Maćkowe dania: węgierską gulaszową i mazurek z toffi.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

na Święto

06 sty

Dobrze jest,  gdy trafi się taki snujący dzień świąteczny w środku tygodnia. W takie dni – zgodnie z niepisaną umową – nikt u nas w domu od nikogo niczego nie chce, ani też nikt nikogo do niczego nie zmusza. Przyjechał Kubuś z ZG i tak sobie wszyscy siedzimy w ciepełku i robimy, co kto lubi. Ja postanowiłem napisać notkę, na zasadzie „strumienia świadomości”, bo – przyznam się po cichu – że jakiegoś większego pomysłu, to w głowie nie mam i z weną ostatnio nietęgo.  :)

Tak nam smakował karp na ostatnie święta i jak zwykle żeśmy sobie przy stole pomarudzili, że „dlaczego karpia je się tylko na Święta?” – tym razem postanowiliśmy zrobić jakiś dalszy ciąg  z tego marudzenia i usmażyliśmy karpia na Trzech Króli. Wszyscy byli piramidalnie usatysfakcjonowani. Musi , że to będzie jakaś nasza nowa tradycja… (jak „krewetki wigilijne”)

Co do tradycji, to podobno piecze się na Trzech Króli słodkie bułeczki, zwane „szczodrakami”, ale to może w przyszłym roku? Póki co my z żoncią unikamy bułeczek jak ognia, zwłaszcza słodkich. Ja dodatkowo unikam piwa, aż zejdę do stosownej, sobie wiadomej wagi . Tak na oko potrwa to nie mniej niż miesiąc.  I tym sposobem w samym środku karnawału, z własnej i nieprzymuszanej woli zrobiłem sobie wielki post … :P

Ale cóż, my Polacy lubimy sobie zrobić od czasu do czasu jakiś zonk, no to sobie zrobiłem – tym razem postąpiłem zgodnie z tradycją.

Tymczasem zima nadeszła na chwilę i spieszymy się ją kochać, bo jutro już będzie u nas plus…

Na koniec może coś z kajecika, czyli „cytat na dziś”? Ostatnio skończyłem czytać wywiady z Hanną Krall, co zaowocowało decyzją, że w tym półroczu „przelecę” przez całą jej twórczość, więc dzisiaj ona niech coś powie – jakieś trzy myśli, żeby nie przedobrzyć:

„Świat wytwarza tyle zgiełku, że nie można go przekrzyczeć krzykiem.Przekrzyczeć go można półgłosem, szeptem”

„Trzeba zadawać pytania sobie samemu, bo pytać innych, to żadna sztuka.”

„Bo ci którzy rządzą, dzielą świat. A ci, którzy go opisują łączą, go na nowo. Słowami. Obrazami. Dźwiękami”

i tej ostatniej myśli się – my blogerzy – trzymajmy… ;)

foto za serwisem www.englishpen.org

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo