RSS
 

Notki z tagiem ‘pozytywnie’

Szukam dobrych wiadomości

06 cze

Szukam dobrych wiadomosci. W każdym razie próbuję. Jest coraz trudniej. Różne Onety, Gazety i Natematy ścigają się w taniej sensacji. Cały informacyjny mainstream szuka raczej tragedii, kataklizmów, afer i plotek – w pogoni za czytelnikiem . Od czytania człowiekowi rzednie mina, a rzeczy, które by w jakiś sposób człowieka budowały, podnosiły , inspirowały – jak na lekarstwo. Nie dlatego, że ich nie ma – są! Jednak albo są mało medialne, albo nawet jeśli są medialne, to media – jak się wydaje – siłą swojego tabloidowego rozpędu przestały na nie zwracać uwagę. Ale szukam, szukania mi trzeba – i znajduję, albo trafiam przypadkiem na blogach, na małych portalach, gdzieś w zakamarkach sieci. Gdy znajdę – jestem piramidalnie usatysfakcjonowany. Ot: igła w stogu siana! I trzeba chyba takie dobre newsy  wydobywać na światło dzienne. Pokazywać , że świat nie jest taki zły, a w ludziach są olbrzymie pokłady dobra -trzeba się tylko jakoś do nich dostać i wydobyć.

Piszę tak, bo smutno mi się zrobiło, że fajna historia „z naszej branży” (wiadomo, że z oczywistych względów „siedzimy w triathlonie”) nie przebiła się szerzej medialnie. Oto w ubiegłym tygodniu w Sierakowie po raz pierwszy w Polsce zawody triathlonowe na krótkim dystansie (niecały kilometr pływania, 45 km roweru i 10,5 km biegu) ukończył niewidomy zawodnik – Marcin Suwart , który był prowadzony przez partnera Jarosława Skibę i zawody ukończyli na 70 miejscu (na 300 startujących). Nie mogę wyjść z podziwu. Wielki szacunek dla pana Marcina – to tak naprawdę wielkie zwycięstwo! Podziwiam ludzi , którzy przekraczają granice, pokonują bariery,walczą z ograniczeniami. Bardzo często takie historie mnie najpierw zawstydzają, potem motywują, bo z tyłu głowy słyszę ciche „a ty co?”

Start pana Marcina koresponduje z dobrze znaną historią taty i syna – Dicka i Ricka Hoyt’ów, którzy ukończyli triathlon na dystansie Ironman (3,86 km pływania, 180 km rower i 42,2 km bieg) i wciąż startują, czerpiąc z tego wiele radości, satysfakcji i życiowego napędu. A, popłaczcie sobie:

Prośba na koniec : ktokolwiek znajdzie newsa, który jest dobry – w sensie: budujący, inspirujący – może zawsze linkować śmiało w komentarzu pod najnowszą notką na dudiblogu , choćby tematycznie było zupełnie od czapy :)

na fotce – chłopaki w Sierakowie zaraz po wyjściu z wody (źrodło: Xtri.pl) :

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

a w Szczecinie

28 kwi

jest bardzo ładnie. Zachwyciło mnie to miasto – tym razem miałem okazje na chwilę się tu zatrzymać, bo zawsze jestem tylko w przelocie. Układ urbanistyczny robi wrażenie, a Jasne Błonia z platanowymi alejami są jedyne w swoim rodzaju. Trochę kojarzy mi się z Polem Marsowym w Paryżu, a obrazki które widziałem pasowałyby do impresjonistyczych klimatów Maneta, Moneta czy Renoira (sam Szczecin ze względu na gwiaździsty układ ulic często porównywany jest z Paryżem).

Nocowałem nieopodal,więc poszedłem sobie późnym popołudniem – usiadłemna ławeczce i uprawiałem people watching. Patrzyłem na ludzi, którzy wyglądali na zadowolonych ( a był środek tygodnia, wcale nie weekend!)od emerytow przez rodziny z dziećmi,pary, studentow, liczne towarzystwo biegowe, rowerowe, nordicowe. Taki wesoły misz-masz. Na ogromnej przestrzeni ludzie spacerują, uprawiają sporty, rozsiadają się na trawie – pojedyńczo, w grupach – jak kto lubi. Gęba sama się uśmiechała patrząc na te widoki, bo cały obrazek był jakaś afirmacją życia – i jeśli ktoś chciałby zrobić taki z lekka zakrawający na kicz obrazek p.t.”Życie jest piękne” to właśnie tu i własnie teraz…Mocne słonce, ktore nasycało kolory i piękna pogoda dopełniały dzieła. Najpierw zastanawiałem sie : co ci wszyscy ludzie robią w życiu, czym się zajmują? Potem wpisałem się w ten nurt, stałem się jednym z nich, rozłożyłem się z książką na trawie i było mi bardzo dobrze…

————————-

cytat na dziś – znaleziony- – Kaz Tanahashi, mistrz kaligrafii:

„Jeśli nauczysz się cieszyć oczekiwaniem, nie będziesz musiał czekać na radość.” 

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o orłach co mogą i nie mogą

22 kwi

do akcji „orzeł może” podchodzę z niejakim entuzjazmem – już spoty reklamowe wywołują uśmiech na twarzy. Jeśli choć odrobinę mniej będzie marudzenia i ponuractwa, a więcej życzliwości i optymizmu – jestem za! Jesli choć w jakimś promilu ubędzie „Polaków wszystko źle” -warto się trudzić!

Taka historia z ubiegłego tygodnia: tankuję  na stacji w Opolu, podchodzi do mnie gość – wygląda nieco dziwnie: w czarnej pikowanej zimowej kurtce (a grzało już ostro!) w jakichś takich czarnych butach ze sztucznej skory na gumowej podeszwie, w spodniach od garnituru i z dużą , brudną żółtą torbą. Ale z oczu dobrze mu patrzyło – widać było jakąś taką szczerość. Z charakterystycznym wschodnim zaśpiewem pyta czy nie podwiozę go gdzieś, gdzie stoją „duże tiry”. „No podwiózłbym , ale niestety idę jeszcze coś zjeść” – powiedziałem pokazując na  pobliskiego McDonaldsa i próbując się wymigać. „A to ja poczekam”... Poszedłem a on rozłożył na trawniku obok mojego auta  ceratę wyjął bułki, kiełbasę, jadł i czekał. Ja za szybą, on przed szybą. Głupio. Zjadłem więc szybko,wsadziłem do samochodu i pojechaliśmy w kierunku autostrady.

Okazało się , ze wiozę rolnika z małej wioski spod Iwanofrankowska – Ukraińca z polskimi korzeniami, który postanowił wyruszyć w świat zarobić trochę pieniędzy. Wszystkiemu się dziwił w tym naszym zachodnim świecie. I ludziom i obyczajom. Pytał o małe gospodarstwa – takie co to ludzie hodują sobie krowy, świnie, mają trochę pola – bo on rękami w polu potrafi, i przy gospodarstwie. Nie potrafiłem mu pomóc, bo ja nie z tej branży. Gdy tak godzinę pogadaliśmy to widziałem tyle szczerości, życzliwości, otwartego serca i pogody ducha, że w sumie smutno mi się zrobiło, gdy już go wysadziłem na wielkim tirowym parkingu. Nie tyle dlatego, że wysiadł, co dlatego, że uświadomiłem sobie rozmawiając z tym „nieskażonym cywilizacją” człowiekiem, że chyba gdzieś po drodze coś straciliśmy w tym swoim „zachodnim” świecie.

Może akcja „Orzeł może” pozwoli nam cośkolwiek z tego odzyskać? „Jesteście wspaniali” – mówi do Polaków Jarek Nohavica w jednym ze spotów. Ale gdy się tego słucha, to jednak gdzieś z tyłu głowy wybrzmiewa jakieś takie wielkie, zdziwione , pytające i niedowierzające do końca : taaak ?!?

Wydaje się, że trzeba niewiele. By wyrugować malkontenctwo i wpleść trochę optymizmu, otwartości na siebie nawzajem, docenienia tego co mamy i kim jesteśmy – wystarczy odrobinę wewnętrznego sprzężenia. Czyli, że najpierw trzeba o tym pamiętać i sobie przypominać, póki nie wejdzie w krew. Na szkoleniach mówi się tu o nieświadomej kompetencji (nie muszę już o tym myśleć, żeby wprowadzać w życie).

(przed chwilą obejrzałem trzy znakomite jednoaktówki Fredry na 60-lecie Teatru Telewizji – no orły!)

a propos „orzeł może” faktem historycznym wartym odnotowania jest pierwsza prasowa wzmianka o Zuzi, którą to wzmianką oczywiście chwalę się na blogu. Zuzia idzie w ślady brata, który rozpoczynał w tym samym klubie.)

 ilustracją do notki o orłach niech będą fotografie z sobotnich rycerskich występów Kuby i jego bractwa. Ale orły ! nie? ;)

foto za tutajglogow.pl autor Pawel Dudzicki

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

co zrobić

15 kwi

z takim poniedziałkiem? Ano nic. Trzeba wziąć się z życiem za bary. Jak to było? – „uśmiechnij sie do życia, a ono uśmiechnie się do ciebie”. Na przykład warto zrobić sobie Godzinę Załatwiania Spraw Trudnych i Skomplikowanych. Wtedy zazwyczaj okazuje się , że jak się człowiek spręży, to to co wyobrażał sobie jako trudne w rzeczywistości jest o wiele łatwiejsze….

Ooo! ile już razy w życiu tak miałem – „trudna rozmowa telefoniczna” -nieprzespana noc, odkładanie „na potem”… szukanie dogodnego momentu – ostatecznie sprawa okazywała się być banałem – do załatwienia w 5 minut. No kto tak nie miał?

Tak więc „Godzina” jest dobrym pomysłem – mówię, bo wiem! – mam ją już za sobą (najlepiej rano, zeby jeszcze trochę z zycia skorzystać -np. 10.30 – 11.30 – czas najbardziej produktywny).

A jakie fajne jest to uczucie zaraz po ! Mozna sobie dać z tego tytułu jakąś nagrodę. Ja na przykład przy kawce przeczytałem sobie kolejny rozdział znakomitych izraelskich reportaży Pawła Smoleńskiego… Dawno mnie żadna książka tak nie wsiorbała, żebym się nie mógł doczekać, kiedy znowu zacznę czytać (oj ciężkie przejścia miałem ostatnio z Eustachym Rylskim).

Wczoraj na przykład u Smoleńskiego czytałem o „syndromie jerozolimskim”. Zadziwiające! Taka choroba psychiczna , która objawia się wyłącznie w Jerozolimie, gdzie pod wpływem nagromadzenia bodźców religijnych człowiek doznaje „oświecenia” -staje się mesjaszem, prorokiem, „namaszczonym” czy kimś w podobie… Jeśli widzisz kogoś okutanego w hotelowe prześcieradła, kto stoi na jerozolimskim murku i wygłasza swoje doktryny z wielkim przekonaniem- to on na pewno to ma. Choroba ma różny przebieg -w zależności kim jest chory – i zazwyczaj mija po wyjeździe ze świętego miasta. Choć wydaje mi się, że znam takich, którzy i poza Jerozolimą by się kwalifikowali (np. Natanek – z tych powszechnie znanych). Najbardziej podatni są protestanci, katolicy w drugim rzędzie, dalej Żydzi, muzułmanie i wszyscy inni. Gdybym kiedyś znalazł się w Jerozolimie musiałbym na siebie uważać ;) Objawy? Jednemu się wydawało, ze jest biblijnym Samsonem i że ściana płaczu stoi nie tam gdzie trzeba -więc trzeba ją przesuwac. Innej pani z Anglii wydawało się, że zaraz przyjdzie mesjasz i co dzień chodziła z herbatką na Gore Oliwną go witać. Ale są też groźne przypadki -jeden taki co podpalił meczet i chciał wygnać z miasta muzułmanów wywołał kilkudniowe zamieszki na tle religijnym.Niezła komedia była, gdy dwóch mesjaszów spotkało się w jednej szpitalnej sali.

Ciekawe! Ale nie będę całej książki opowiadał. Polecam - „Izrael już nie frunie” Pawła Smoleńskiego.

Dobrze… koniec laby – lecę wydawać obiad…

* * *

cytat na dziś – Jacula (wkuwając Mickiewicza):

„to już polski rap jest bardziej ambitny…”

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o zwalnianiu

06 kwi

życie nabiera dynamiki – takiej jak lubię , jak w zasadzie powinno być – w poniedziałek się przyspiesza, w piątek wyhamowuje, a w sobotę i niedziele się zupełnie zwalnia – jest slow, człowiek się nie zajmuje niczym użytecznym i stara się myśleć o zupełnie czymś innym niż to, co się dzieje między poniedziałkiem a piątkiem… pożytki ze zwalniania są takie, że potem można sobie z czystym sumieniem przyspieszyć… i taki rytm jest całkiem o.k. mogę w niego wejść. Już nawet nie dostaję zadyszki. Łapię ten rytm.

A więc dziś jest dzień zwalniania. Żadnej zadaniowości, pędu, punktów do wypełnienia.  Jak dobrze, że nic się nie dzieje i że nic nie muszę! I jak dziwnie się zmienia spojrzenie: jeszcze niedawno „niedzianie się” dosyć mnie irytowało, a nawet wzbudzało pewien (poniekąd słuszny) niepokój. A teraz właśnie pławię się w nicnierobieniu i jest mi z tym całkiem dobrze! Zwalniając pobiegałem dzisiaj na bieżni (ale – choć bieżnia nowoczesna -to jednak nie moje klimaty – wole w terenie, w lesie) . Odkurzyłem gitarę i przypomniałem sobie jak się gra i śpiewa. Przeczytałem wywiad z poetą Edwardem Hirschem o tym do czego służy poeta ( właściwie do niczego, ale świat go potrzebuje) Zaraz poszukam jakiegoś filmu, bo ostatnio coś nie mogę coś trafić na nic sensownego. Wczoraj na przykład maltretowałem się indonezyjskim thrillerem o tym jak elitarna jednostka wkroczyła do siedziby kartelu narkotykowego – tak dla jaj… potem sam się z siebie śmiałem – no rzeźnia od początku do końca, ale po Django jestem jakoś odporny…

przy okazji nicnierobienia znalazlem świetny wywiad z Nohavicą (fejsbukowicze już wiedzą) , którego wysłuchałem z wielką przyjemnością…

i tyle na dziś… ( no proszę! i wyszła jakaś notka – a zaczynałem z myślą , że w sumie to nie mam o czym pisać ;)

co do zimy, to – jak widzę – wszyscy wklejają memy o maltretowaniu bałwanków – z drugiej strony: jak wszystko zacznie kwitąć i pylic naraz, to my alergicy będziemy mieli ciężkie życie… więc sam nie wiem.

aaa! jedno, co dzisiaj muszę, to zrobić żonci zupę cebulową  :D

—-

cytat na dziś: podkradzione ze stron slowlajfowych – do wykorzystania (raczej w weekendy):

5 przykazań Slow Life:

1. Zwolnij – w ciągłym pędzie nie dostrzeżesz otaczającego cię piękna.

2. Pielęgnuj relacje z drugim człowiekiem – nie te płytkie, narzucone przez konwenans, lecz głębokie relacje z najbliższymi tobie ludźmi.

3. Postaw na duchowość – wzbogacaj swoje życie, kontempluj przyrodę i sztukę, celebruj posiłki, poświęć czas na swoje hobby.

4. Naucz się żyć świadomie – nie pozwól by stereotypy i przymus ciągłego podnoszenia poprzeczki przesłoniły to, co dla ciebie najcenniejsze.

5. Określ swoje priorytety – zastanów się, co jest w twoim życiu najważniejsze i skup na tym swoją energię.

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo