RSS
 

Notki z tagiem ‘pies’

Chorwacja cztery – Kampor

15 sie

Nawet ciekawe to codzienne pisanie. Wychodzi trochę dziennik. Dziś wyjechali jedni Niemcy – ci hałaśliwi, ci spokojniejsi zostali. Na miejsce tych pierwszych przyjechali Rosjanie i żyjemy tak sobie w jednym budynku: Polak, Rusek i Niemiec – w zgodzie i wzajemnej życzliwości… :)

Rano gospodyni przyniosła coś w rodzaju pączków – takie nieco inne niż nasze – mniejsze, na lżejszym cieście –  jak na ptysie –  i widać, że lane łyżką na gorący olej. Trzeba będzie spróbować w Polsce … Wpasowała się w klimat, bo akurat Żoncia zgłębia duńską sztukę szczęścia – a oni (Duńczycy) żeby być szczęśliwymi jedzą ciasta i palą świeczki i otulają się ciepłymi kocykami. Póki co kocyki sobe darujemy,  ale ciasta bardzo chętnie:

Andy, niestety nie podjąłem wyzwania rozmowy z gospodynią o globalnym ociepleniu i wysychaniu wód za pomocą mowy ciała, w obawie, by mnie nie uznała za wariata. ;) A wody to chyba jednak przybywa? (topienie lodowców i te rzeczy – do końca wieku poziom oceanów ma wzrosnąć o 120 cm – a już znikają Wyspy Cooka i Mikronezja – w kazdym razie temat wart zgłębienia) Co do niewierzących w globalne ocieplenie – wrzucam ich do jednego worka z napisem, którego nie będę upubliczniał, w którym już dawno siedzą się antyszczepinkowcy, kreacjoniści, ci , którzy twierdzą, że ziemia jest płaska i większość zwolenników teorii spiskowych.

Wracając do tego jak minął dzień – Towarzystwo zadecydowało, że będzie statycznie i w związku z tym, że na plażę w Kampor nie wpuszczają psów – oddaliśmy się naszej ulubionej czynności – szukania ustronnego grajdoła. Znaleźliśmy miejsce w skałach, w którym jest już całkiem głęboko i da się pływać. Po dwóch metrach kamieni pojewia się piaszczyste dno, po którym pływają niebojące się niczego rybki i spacerują kraby. Samo miejsce malownicze, o niebo lepsze od zatłoczonej plaży. Pierwsze plażowanie w Kamporze uznaję za udane.

Jeżeli chodzi o Sasunię – w odpowiedzi na komentarz Kasi – to ona jest już doświadczoną podróżniczką – to jest jej drugi raz w Chorwacji, zaliczyła też Bułgarię. Nalezy do psów z żółtą kokardką – czyli potrzebuje swojej przestrzeni i nie jest ufna w stosunku do obcych. Ale do wszystkiego idzie się przyzwyczaić. Nie lubi wody, więc siedzi zazwyczaj pod parasolem lub w jakimś zacienionym miejscu i jest z nią święty spokój.Trzeba tylko uważać, gdy ktoś się za bardzo zbliży do naszego grajdoła, albo chce ją pogłaskać. Podróż znosi całkiem fajnie – ma taką swoją poduchę wypełnioną kulkami styropianowymi i na niej sobie siedzi. Oczywiście – w booking.com zaznaczam filtr „miejsce przyjazne zwierzętom” by mieć pewność, że nikt nas nie wygoni. Spokojnie też zostaje w domu nawet na kilka godzin, ale nie od razu – w nowym miejscu ją do tego przyzwyczajam: najpierw wychodzę na krótko, potem dopiero na dłuzej. Mam też gest „poczekaj” z palcem wskazującym podniesionym do góry – wtedy wie , że musi zostać, podkula ogon i kładzie się na swoim posłaniu. Już się przyzwyczaiłem do podróżowania z psem. Zresztą – Sasunia z nikim by nie została poza domownikami. Poniżej kilka zdjęć:

dzisiaj, przytulona do pana:

tu też dzisiaj (ona zawsze musi czegoś pilnować- wtedy czuje się najlepiej – tutaj pilnuje torebki):

a tutaj w hotelu w Bratysławie… jak widać rozgościła się na całego i odpoczywa po trudach podróży  ;)

podsumowując: podróżowanie z psem jest nieco trudniejsze niż podróżowanie bez psa, ale ma swój urok i swoją specyfikę. :)

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo