RSS
 

Notki z tagiem ‘patriotyzm’

o marszu i nowej formie literackiej

13 lis

Życie płynie szybko – zwłaszcza w polityce i dziś już o Marszu Niepodległości nikt nie mówi… są kolejne gorące tematy. Ja jednak chciałem się zatrzymać chwilkę i wypunktować pewne rzeczy: jeszcze wczoraj dało się słyszeć w Polsce pomruk zadowolenia , że marsz narodowców przeszedł w Warszawie, po raz pierwszy od dawna nie wyrządzając tejże Polsce wielkiej szkody. No szacun chłopaki! – tak trzymać.

Wiedzieliście, że gośćmi specjalnymi tego marszu „środowisk patriotycznych i narodowych” byli faszyści z Włoch i z Węgier? I że przemawiali na trybunie pod stadionem?- obok tego narwanego młodzieniaszka w sutannie nazywającego siebie „duszpasterzem”, którego podniecenie jest wprost proporcjonalne do ilości ludzi do których przemawia? Prawdziwe duszpasterstwo ma się do tego, co robi ten człowiek jak krzesło do krzesła elektrycznego.

Goście Marszu byli z włoskiej partii Forza Nuova która należy do koalicji partii faszystowskich założonej przez Alessandrę Mussolini (wnuczkę tego Mussoliniego) i jest w tej koalicji najbardziej radykalnym członkiem. Inni przyjechali z węgierskiego Jobbika – partii neofaszystowskiej czerpiącej z tradycji lat czterdziestych ub. wieku (Węgry były sojusznikiem Hitlera) – partii, która współpracuje z neonazistowskimi i ekstremistycznymi grupami. Szacowni goście pojechali później do Sejmu prowadzeni przez nowowybranych posłów-narodowców (mamy ośmiu).

Nikt się nie oburza, nikt nie protestuje – co się dzieje? Ciche przyzwolenie . Takie czasy. Ja się oburzam, protestuję i piszę – nie tylko wobec prowadzania faszystów po naszym Sejmie, również wobec haseł wypisanych na transparentach i przyśpiewkach śpiewanych przez uczestników w imię miłości do Boga i Ojczyzny… Za przeproszeniem:  ”Jebać Araba bo kozy to nie wypada„- to jedna z bardziej twórczych propozycji. Oczywiście Żydzi, muzułmanie i uchodźcy jako największe zło tego świata…. i „żydowska okupacja”… i „Polska dla Polaków”…

Był tam też mój kolega ;) , pozdrawiał babcię:

Teraz niech będzie trochę na wesoło -uśmiechnijmy się gorzko. Dwóch uczestników wczorajszego marszu niosło – słynny już plakat, który wskazuje na niewątpliwe zdolności autorów w zakresie tworzenia małych form poetyckich (w końcu prawdziwi Polacy):

foto: Piotr Halicki / Onet

Niezawodny pan Michał Rusinek  (info dla narodowców: to były sekretarz Wisławy Szymborskiej, wielkiej polskiej poetki, noblistki) podjął w tej samej konwencji zabawę językową (hasło ma być głupie i prostackie, pierwsza część kulinarna, druga antyreligijna) i napisał na swoim profilu na fb:

Na marszu niepodległości pojawiło się hasło „Wolimy kotleta/ od Mahometa”. W przyszłym
roku proponuję iść dalej: „.

Wolę dorsza z kutra/ od Marcina Lutra”,
„Wolę boczek chuddy/ od nauki Buddy”,
„Wolę przetwory/ od Tory”,
„Wolę pierogi, niż obce bogi”,
„Wolę w barszczu uszka/ od Konfucjuszka”,
„Wolę spirytus czysty/ od hinduisty”,
„Wolę melona/ od mormona”,
„Wolę świńską tuszę/ niż być ateuszem”,
„Wolę piernika/ od ewangelika”,
„Wolę aqua viatae/ niż mariawitę” itp

po wpisie pana Michała pojawiła się radosna twórczość czytelników, czyżbyśmy mieli do czynienia z powstaniem nowej formy literackiej na wzór moskalików? Kto wie?  Ta nowa forma mogłaby się nazywać „mahometki” ;)   Jedna obawa, że chłopaki z marszu nie zrozumieją żartu i wezmą sobie niektóre teksty jako gotowce  w przyszłym roku – ale chociaż będzie wesoło. Cóż – jest ryzyko, jest zabawa. Poczytajmy i uśmiechnijmy się smutno (żeby było paradoksalnie):

Wolę wódkę czystą, niż zostać buddystą
Wolę schabowego niż prawosławnego
Wolę bażanta od protestanta
Wolę jeść to co owca od zielonoświątkowca
Wolę żurek pyszny od wyznawców Kryszny
wolę zupę ze słoika niż ‚polskiego’ katolika
Wolę gulasz z krowy od świadków Jehowy
Wolę stek krwisty / od adwentysty

a gdy już się towarzystwo rozkręciło, prawdziwy popis dała pani Dorota (czyli, że gatunek się rozwija ):

Wolę mizerię niż masonerię.
Już wolę kleik niż Opus Dei.
Lepszy makowiec niż bezpopowiec.
Wolę wołowe bitki niż szyitki i sunnitki.
Już prędzej michę pierogów niż kościół scjentologów.
Milszy mi pstrąg niż Falun Gong.
Owsianka na śniadanie raczej niż zaratusztrianie.
Wolę kakao aniźli tao.
Lepsza smażona miruna niż sekta Sun Myung Moona.
Od chrześcijańskiej gnozy wolę mleko. Od kozy.
Lepszy jest pasztet z gęsi niźli jacyś waldensi.
Kasza gryczana pyszna, lepsza niż Hare Kryszna.
Wolę pieczyste niż lefebrystę

Na koniec: najgorszy w moim mniemaniu polski biskup: Henryk Hoser, został w niedzielę odznaczony przez prezydenta Dudę. Prezydent uzasadniał, że to „za zasługi dla Kościoła” (jakie?! i czy prezydent jest kompetentną osobą do oceniania zasług dla Kościoła i przyznawania za to medali? ) . Uzasadniając prezydent mówił również, że Hoser „nie wahał się przedstawiać swoich przekonań, nawet gdy był narażony na krytykę„. No to ja też się nie waham. Może kiedyś dostanę order?

* * *

jako cytat na dziś niech będzie mistrz Kapuściński – kiedyś już to cytowałem, ale wciąż aktualne i jak się okazało po latach – prorocze:

Post scriptum: 

notka opublikowana wczoraj wieczorem okazała się być przez przypadek bardzo paradoksalna – w świetle wydarzań dzisiejszej nocy we Francji…nawiązując do tekstu Kapuścińskiego: atakują nas dzisiaj te plagi z ogromną mocą – jak się wydaje: wszystkie naraz i każda z innej strony.

śledzę jak wszyscy to co dzieje się we Francji (islamscy terroryści zaatakowali we Francji, w sześciu zamachach zginęło prawie 130 osób, 90 walczy o życie), jest mi bardzo smutno i jestem wściekły – łączę się w bólu z Francuzami – współczuję . Mam nadzieję , że to wzmocni Francję i świat w walce z terrorystami Państwa Islamskiego – którzy na dzień dzisiejszy osiągnęli swój cel (zapewne jeden z wielu): wywołać strach, podział i zamęt. Dzisiaj w Europie grają emocje -to zrozumiałe. A niektórzy grają na tych emocjach.

Tak, to woda na młyn środowisk o których piszę w notce. Czy w związku z tym co zaszło mają rację ? Nie mają. Ale to, jak również szerszy komentarz do francuskiej tragedii, to temat na osobny tekst – o wiele poważniejszy w swojej wymowie.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o gęsi :)

12 lis

Kto jeszcze nie wie, niech wie, że gąska jest nasza! Przywitaliśmy się z nią wczoraj wieczorem, a dzisiaj zaczęliśmy ją  konsumować. :) Jacula wygrał bieg z w pięknym stylu i z ogromną przewagą. Bieg bardzo klimatyczny: 10 km., po zmroku, w blasku pochodni. Ja niestety nie biegłem bo byłem „w robocie”, ale za to miałem znakomite towarzystwo w postaci gospodyń wiejskich.

Na stoiskach wszystkie okoliczne gminy prezentowały wyroby z gęsiny, które oceniali przybyły z daleka pan Karol Okrasa (ten to ma robotę!) wraz z wójtem i plebanem. Potem wyrobów można było skosztować, wrzucając do puszki datki na Caritas (z przeznaczeniem na studnie dla Afryki). Czego tam nie było na tych stoiskach! Geś pieczona i nadziewana w różnych konfiguracjach, rolady z gęsi, pasztety, gęś w galarecie, i wiele innych. Bajka! Oczywiście skorzystałem. Okrasą całej imprezy były występy dzieciaków i młodzieży w repertuarze patriotycznym. Było sympatycznie i patriotycznie, tak jak trzeba w takim dniu. Oto kilka fotek:

(drugą część notki – o Marszu Niepodległości – cenzor w postaci żonci pozwolił opublikować jedynie w postaci osobnegotekstu, żeby nie psuć nastroju. Autor przychylił się do wniosku cenzora i tekst opublikuje w dniu jutrzejszym)

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

cytat na jedenastego

11 lis

Lecimy pobiegać  - jak już kiedyś pisałem , my jesteśmy z tych, którzy wolą biegać niż maszerować. O wynikach napiszę jutro – oraz o tym, czy i w tym roku uda się Jaculi (hehe: wegetarianinowi) zdobyć pieczoną i nadziewaną gęś . W każdym razie będziemy mu gorąco kibicować   :)

zostawiam tylko cytat na dziś – bardzo moim zdaniem aktualny i do przemyślenia- przy czym owo „dziś” dotyczy nie tylko dzisiejszego dnia  , ale tzw. „dzisiejszych czasów”… Jan Paweł II, z książki Pamięć i tożsamość:

„A więc polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie.Wydaje się jednak, że ten „jagielloński” wymiar polskości, o którym wspomniałem, przestał być, niestety, w naszych czasach czymś oczywistym.”

foto: KAI PFAFFENBACH REUTERS

 

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

latarnie

02 maj

Są ludzie nie do zastąpienia. Gdy zabraknie, nic nie jest jak tak jak dawniej. I mają w sobie (zazwyczaj pod koniec życia , albo w jego drugiej połowie -chociaż nie zawsze) jakiś taki wewnętrzny blask. Światło. I człowiek nie wie do końca dlaczego, ale czuje, że warto ich słuchać. Tacy, gdy kawał ich życia już upłynie i mają za sobą mnogość doświadczeń, sukcesów i porażek, zdobytą wiedzę, dziesiątki mniejszych i większych życiowych decyzji- stają się mędrcami.

I gdy się ich słucha, coś sie w człowieku zmienia na lepsze. I żyjąc w tym pokręconym świecie zaczyna myśleć nieco inaczej.   Gdy brakuje nadziei zaczyna ją mieć. Gdy nie widział drogi, zaczyna ją dostrzegać.

Każda epoka ma takich ludzi. Nazwijmy ich latarniami. Świecą zwłaszcza wtedy, kiedy jest ciemno, gdy czasy mroczne. Wtedy też są najbardziej potrzebni. Gdy jest jasno, stają się nieco mniej widoczni, ale dobrze że są. Gdy coś zaczyna szarzeć – znowu się stają wyraziści.

Jakoś tak Pan Bóg ten świat wymyślił, że nigdy takich latarni nie brakuje. Nie są podobni do siebie – raczej bardzo różni -na miarę czasów w jakich przyszło im żyć. Nie trzeba ich specjalnie szukać. Pojawiają się bez specjalnego promowania. Wystarczy „spojrzeć sercem” , by je zobaczyć.

Niektórzy bardzo by chcieli być latarniami. Są tacy, którzy się za laterne uważają, a zupełnie nimi nie są. Albo tez próbują stosując różnorakie zabiegi socjotechniczne ogłosić -ten oto, czy tamten Wielkim Człowiekiem Jest (lub Był). Ale to się nie da. To nie działa w ten sposób. Autorytetu nie można zdobyć „z automatu”. To raczej praca całego życia, by zdobyć szacunek, uznanie i posłuch. I co ważne – staje się to niejako mimochodem („bycie autorytetem” jako jakiś życiowy czy polityczny cel wygląda z gruntu sztucznie i pachnie jakąś nieszczerością). Tu nie ma też demokracji – takich nie można „wybrać”. Liczy się serce i rozum.

Gdy latarnie odchodzą – żal. Zostają po nich pisma, wywiady, zapamiętane słowa, gesty, postawy – może jakieś filmy, dokumenty. I historie ich życia – bo zazwyczaj są świadkami historii. I świadkami tego, że dobro zwycięża nad złem, światło nad ciemnoscią a prawda nad kłamstwem. Pochylamy się z szacunkiem nad tym wszystkim co pozostawili. I dobra wiadomość jest taka, że  - choć zastąpić ich niepodobna – puste miejsca się zapełniają. Niektórzy ich uczniowie, słuchacze, wychowankowie sami z czasem – biorąc coś z tego dla siebie – stają się latarniami . I tak płynie czas. Tak funkcjonuje ludzkość. Bo niepodobna pomyśleć, co by było gdyby takich latarni zabrakło.

Myślę, że tak jak każdy ma swoje ścieżki, znajduje na tych ścieżkach swoje latarnie. Choć pewnie gdzieś te nasze ścieżki się krzyżują i mamy jakieś wspólne?

Jedną z takich latarni był profesor Władysław Bartoszewski, którego pogrzeb będzie pojutrze i Jemu właśnie dedykuję tę notkę.

(notkę umieszczam również na blogu Myśli Paradoksalne)

a ilustracją niech będzie ta urocza fotografia:

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zgodnie z tradycją

11 lis

dzisiaj u nas rogale świętomarcińskie. Co prawda tradycja to wielkopolska, ale zatacza coraz szersze kręgi , a w tym roku zatoczyła do nas. Przepis udało się znaleźć najmniej pracochłonny, bo są takie, wedle których rogale się robi pół dnia, wałkuje, mrozi, wałkuje, mrozi, wałkuje, mrozi , ale to może na starość będę się bawił w takie rzeczy ;)  Te moje w smaku też wyszły wyborne -robiłem pierwszy raz, towarzystwo mlaska, więc jestem zadowolony..

Inną fajną tradycją (właściwą świętowaniu dnia  św.Marcina,który pięknie zazębia się ze Świętem Niepodległości) jest jedzenie gęsiny. A i to chyba będzie, bo jedziemy na „Bieg po gęś”, coraz popularniejszy bieg lokalny organizowany przez wójta i plebana w jednej z pobliskich gmin. Impreza całodniowa,  na której to gospodynie z lokalnych kół gospodyń wiejskich mają swoje stoiska i serwują poza rzeczonymi rogalami również nadziewane gęsi. Do Jaculi przyjechała krakowianka jedna – Kaja i wystartują oboje. Ja oczywiście również pobiegnę,chociaż na zdobycie głównej nagrody nie mam żadnych szans (a będzie to wielka upieczona i nadziana gęś). Szansę ma Jacula, któremu w ubiegym roku gęś zwinął sprzed nosa perwien strażak. W tymroku solidnie się przygotował. Zobaczymy jak to będzie – trzymajcie kciuki – wieczorem dopiszę tu suplement jak było i czy jest kolacja  ;)

Czyli, że – wracając do tradycji –  jedni dzisiaj maszerują, inni biegają. My zdecydowanie wolimy to drugie. Swoją drogą to też nowa tradycja na Święto Niepodległości. Bieg będzie widowiskowy – wieczorny, można mieć pochodnię albo czołówkę, bo będzie ciemno i trochę przez las. Biorę latarkę, bo pochodnie coś mi się źle kojarzą (chociaż Kuba zachęca i chce pożyczyć – takie fachowe, rycerskie).

Jako,że przy okazji będę dzisiaj w pracy (firma w której pracuję jest sponsorem i będę wydawał dodatkowe nagrody rzeczowe) będę miał okazję wysłuchania konkursu piosenki patriotycznej. Nie mam nic przeciwko, wręcz przeciwnie: wychodzę naprzeciw – ale jeżeli znowu tak jak w zeszłym roku młodzież będzie śpiewała przez trzy godziny niemal wyłącznie dwie piosenki (Mury i Pierwszą brygadę) to nie zdzierżę i założę słuchawki. Jest tyle fajnych pieśni! Swoją drogą : to jeszcze jedna fajna tradycja, która się odradza przy okazji Święta Niepodległości: wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych, w tym roku nam się chyba nie uda, ale wspomnieć warto. Jeszcze do niedawna takie biesiady organizował u nas Piter .

I jeszcze jedna tradycja, taka nasza – zero portali informacyjnych i telewizji, która zapewne znowu będzie w pierwszym rzędzie skupiać się na tym, co tam zmajstrowali „prawdziwi patrioci” z Młodzieży Wszechpolskiej i ONR. Dajcie spokój! fajny dzień dzisiaj mamy.

Powiesił ktoś może flagę? Ręka do góry?  - to też jest świetna tradycja. W tym roku przegapiliśmy,ale już sobie ustawiłem przypominacz w komórce na rok przyszły. :)

i piosenka na koniec,która bardzo pasuje do notki i okoliczności:

——————————————————————————————————————————–

suplement wieczorny:

udało się! Jacula się spisał, przybiegł cała minutę przed drugim zawodnikiem i taką gąskę przywieźliśmy, właśnie ją konsumujemy -pycha ! :)  :

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo