RSS
 

Notki z tagiem ‘pamiętnik dziadka’

z pamiętnika dziadka (18) – koniec

16 paź

to już ostatni odcinek dziadkowych zapisków – trudno mi było to wklejać, ale jak wszystko to wszystko. Po wojnie dziadek „łyknął” socjalizm – właściwie to już wcześniej uczestnicząc we Lwowie w demonstracjach bezrobotnych spotkał się z tą ideologią. Nowy system jawił się dziadkowi jako coś bardzo dobrego – to można wyczytać między wierszami – po ogromnej biedzie jakiej w życiu doświadczył pojawia się jakieś „światełko”- i dziadek za nim poszedł. Całe życie był „kaowcem” – prowadził świetlice, zespoły muzyczne, orkiestry, zakładał biblioteki. O socjaliźmie pewnie nie wiedział tego, co wiemy dzisiaj. Ech… gdyby tak można było dziś  z nim pogadać … Zmarł w roku 1977 w dzień moich urodzin. Przysłał mi pocztą w prezencie encyklopedię „Polska moja Ojczyzna”, z dedykacją, którą zachowuję jako cenną pamiątkę A z dziadkiem spędziłem w dzieciństwie mnóstwo czasu i pamiętam go jako najkochańszego człowieka na świecie. I jeszcze jedno: podobno z charakteru jestem do dziadka bardzo podobny. Tako rzecze cała rodzina przez wiele lat, więc musi coś w tym być. ;)

Ostatnie miesiące pobytu w obozie przejściowym w Niemczech i wyjazd do Polski:

Takie lekkie życie trwało dziewięć miesięcy. Przyjechali polscy oficerowie łącznikowi i ogłosili – kto chce wracać do ojczyzny niech się zgłasza do biura. Zgłosiłem się i podpisałem listę wyjazdu.  Wtedy zaczęłą się agitacja. Zawołali mnie do amerykańskiego biura, zaczęli namawiać, żeby nie jechać do Polski, bo tam są bolszewicy, że tam głód, że ja mogę ze swoim teatrem jechać do Ameryki, że oni to wszystko załatwią. Ale ja się nie zgodziłem. Od tego dnia już wina i papierosów nie dostawałem. Za parę dni przygotowali transport i cześc ludzi się załadowało i odjazd. Jechaliśmy przez całe Niemcy i Czechy – do Polskiej granicy – do Międzylesia. Tu nas wyładowali i kto chce niech sobie jedzie gdzie chce. Tu zgłaszało się do P.U.R. (?) Dali ci prowiant i kartę wolnego przejazdu. Ludzie rozjeżdżali się do domów, do rodzin. Ja pochodząc ze Lwowa – więc nie mam domu – pojechałem do Wrocławia. Tu w purze mówią mi, zebym jechał do Nowej Rudy – tam jestem potrzebny. Więc nie myśląc długo wsiadam do pociągu i jadę do Nowej Rudy.

Tu spotykam sekretarza Kłosowski, który mnie znał sprzed wojny. „My potrzebujemy takich ludzi jak ty – będziesz tu pracował będziesz przyjmował ludzi, dawał skierowanie do pracy . Tylko , że my ci nie mozemy płacić bo my jeszcze nie mamy etatów płatnych. I tak zacząłem pracować. Mieszkałem w komitecie, dostałem karabin. Zacząłem dawać skierowania do pracy ludziom, którzy przyjeżdżali, załatwiać im mieszkania, a pracy było dużo . Zauważyłem, że w budynku, w którym jest komitet jest duża sala, gdzie był sklep z dużą wystawową szybą – tu kazałem wysprzątać i zrobiłem salę wykładową. Co dnia przybywało więcej pracy. Przychodzą przygotowania do referendum, więc ażeby mieć większy rozmach założyłem Związek Walki Młodych – było tu dużo młodzieży, która przyjechała tu z rodzicami z Francji. W sali wykładowej odbywały się odczyty, prelekcje. Zapowiadanie dalszej demokratyzacji, utrwalanie i rozpowszechnianie rewolucyjnych przeobrażeń, rozbudowa ekonomiki kraju w ramach planu 3 letniego, ogłoszenie programu wyborczego na temat przynależności Ziem Zachodnich do macierzy, walka o wybory w głosowaniu 3xtak. Jednej nocy jakieś chuligany Mikołajczyka wybili tą wystawową szybę w sali.

Dużo pracy było z szabrownikami. Przyjeżdżali, nawet zgłaszali się do pracy. Otrzymywali mieszkanie, rozbierali meble na części, wywozili i już do pracy nie przyszli. W Rynku był duży sklep delikatesowy, a drugi sklep był z porcelaną, zaopatrzony w towar jak przed wojną. Przyjechało dwóch braci z Warszawy. Jeden wziął jeden sklep, drugi brat drugi sklep i sprzedawali dokąd towaru stało, zwinęli manatki i odjechali. W Ścinawce wydarzył się taki wypadek: zdemobilizowany Żyd dostał gospodarkę, na której się nie rozumiał. Sąsiedzi go odwiedzali a on się radził jak gospodarzyć. Chłopcy popili na umór i radzą – weź 10kg kaszy hreczannej i posiej, będziesz miał hreczkę, bo na zboże to już za późno. Ten biedak posłuchał i posiał kaszę i zawsze zaglądał ale kasza nie schodzi, znów sąsiedzi mówią, że pewno kasza była zbutwiała i dlatego nie wzeszła, weź kaszę jaglaną i posiej , będziesz miał chociaż proso – ten posiał jagły ale i prosa się nie doczekał, rzucił gospodarkę i w Nowej Rudzie zgłosił się do pracy w Zakładach Jedwabniczych.

Po wyborach zorganizowałem komitet rozrywkowy. Urządziliśmy wielki festyn rozrywkowy. Całe miasto bawiło się cały dzień – do późnej nocy byli zadowoleni, że nareszcie mogą się zabawić. Ludność niemiecka – jeszcze nie byli wywiezieni – patrzyli z zawiścią: Polacy są u siebie.  Ja chodziłem cały tydzień po ludziach i zbierałem różne rzeczy na fanty, które były użyte w festynie. Za dochód z festynu zakupiłem wyposażenie rozrywkowe dla świetlicy ZWM, którą otworzyłem w budynku partyjnym, aby młodzież miała gdzie się zbierać i na pierwszym zebraniu ZWM młodzież wybrała mnie na swego przewodniczącego. Tak stałem się pierwszym sekretarzem ZWM w Nowej Rudzie. Byłem z tych pierwszych członkiem Czerwonego Krzyża, który się organizował w Nowej Rudzie.

Na każdej ulicy były dwie rozmaite knajpy prywatne gdzie ludzie się rozpijali. Moja intencja była aby ich oderwać od knajp i dac im kulturalną rozrywkę. W mieście nie było placówki kulturalno-oświatowej, więc ja zorganizowałem przy zakładach jedwabniczych świetlicę. Rada zakładowa przydzieliła na świetlicę willę po właścicielu tej fabryki – były tam duże pokoje i sale – tam zacząłem werbować ludzi. Z początku nieśmiało, później czym raz więcej zaczęli się schodzić do świetlicy – na szachy czy warcaby. Zacząłem organizować zespoły – taneczny, chóralny. Z czasem zaczęły się występy. Z początku na imprezach zakładowych, później zaczęliśmy wyjeżdżać do PGR w ramachłączności miasta ze wsią, gdzie mieliśmy wielkie powodzenie.

Związki zawodowe zaczęły się mną interesować. Zaczęli mnie chwalić . Pochwalili mnie za przykład drugim, za dobrą robotę. Wysyłali mnie na kursy świeticowe, więc jeździłem – do Wrocławia, do Łodzi, później na kursy do Krakowa, gdzie dostałem świadectwo jako kwalifikowany kierownik domu kultury. Po przyjeździe ze szkoły zacząłem przygotowywać zespoły do eliminacji – zespół recytatorski, zespół taneczny, zespół chóralny i zespół muzyczny. Na eliminacjach powiatowych zajął I miejsce – w nagrodę duplomy, na wojewódzkich I miejsce – w nagrodę dyplomy. Muzyczny radio nagrało na taśmę. W świetlicy założyłem bibliotekę. Z początku było 400 tomów, później czym raz więcej. Założyłem kółko czytelnicze, robiłem rózżne konkursy literackie.

Jak przyjadę do Wrocławia na zebranie po linii Zwiazków Zawodowych do W.D.K. – tam znowu mnie chwalą, zapraszają do stołu prezydialnego. Dostałem dyplom za dobrą pracę i wybierają mnie na społecznego kontlorera na inne powiaty do świetlic. Miałem zajecia aż za dużo. Jak nie w delegacji, to na miejscu, jak niedziela i święta. A w lecie w parku urządzałem festyny przy każdej okazji – czy to 1 Maja, czy 22Lipca, Święto Książki i Prasy, Święto wiosny, Dzień Dziecka, a co niedzieli koncert orkiestry dętej.

Jestem szczęśliwy, że nareszcie, po wielkim cierpieniu, po wielkich walkach powstała Polska Ludowa. Kraj zaczął się bogacić czym raz więcej i ludziom zaczęło się powodzić czym raz lepiej.
Najwięcej mnie boli to, że młodzież nie chce wierzyć, że za czasów kapitalizmy tylko burżujom lepiej się powodziło, a biedota cierpiała głód. Dzieci do szkół nie chodziły, biedne dziewczęta nie tylko na wsi,ale i w mieście nie wiedziały co to stanik czy majteczki. Chłopak nawet nie marzył o rowerze. A dziś dzięki socjalizmowi dzieci mają zabawki, młodzież uczęszcza do wyższych szkół, wychodzą na inżynierów, adwokatów, prokuratorów czy innych fachowców. Rodzice malują mieszkania często, by zmieniać kolory ścian. Kupują meble , ale te meble się nie spodobały, bo ciemne, sprzedają za co bądź i kupują na jasny połysk, a to jeszcze …. a to ameryka , a to dywan za 4 tysiące, ba i telewizor za 8 tysięcy lub za 12. Każdy chłopak ma radiotranzystor, dziewczęta ubierają się według mody, a wieś nie zostaje z tyłu, idą krok w krok z miastem. Dziewcząt ze wsi nie odróżnisz od miastowej, chodzą do ogólniaka.
Człowiek widzi na własne oczy a nie wierzy. Dziś nie ma fornali – dziś robotnik rolny. Bo to nie tylko zmiana tytułu a zmiana socjalno-bytowa. Drobny (dobry?) fornal mieszkał w małej izbie z rodziną, a dziś robotnik w PGR ma 2 lub trzy pokoje, światło elektryczne, łazienkę, radio, telewizor, mieszka jak człowiek i dzieci kształci. Żyć nie umierać. Jak tak pomyślę, to czasem żałuję, że się urodziłem 60 lat za wcześnie. Kiedyś fornal nie miał głosu, żeby się poskarżyć na swoją krzywdę, a dziś krytykuje kierownictwo i jeszcze przyznają mu rację.

z jakimś zespołem – dziadek w środku ,w muszce

cały pamiętnik dostępny TUTAJ

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

z pamiętnika dziadka (17)

01 paź

W poprzednim odcinku dziadek na robotach w Niemczech traci palce, czym pewnie ratuje sobie życie. W dzisiejszym: koniec wojny i wyzwolenie:

W 1944 roku – a były to imieniny Hitlera – nadleciały samoloty amerykańskie i angielskie rozmaitego typu. Między nimi takie duże , z zapasami paliwa. Była to wspaniała defilada, bo nigdzie nie upadła ani jedna bomba i do nich nie padł ani jeden strzał. Było ich masa – od horyzontu do horyzontu. Leciało to to z pół godziny aż ziemia drżała. Ludność niemiecka mówiła – no, teraz to my przepadli . Dla nas to było trochę śmiechu, bo jak samoloty podjeżdżały nabierać paliwa, to taką prostą beczkę wyrzucali – jak ta beczka leciała na ziemię – bardzo wolno, bo była lekka – ludzie pouciekali. Ta beczka była w kształcie wielkiego jaja – upadła na ziemię, podskoczyła parę razy jak piłka i lezała. Ludzie długo ją omijali, bo myśleli, że to bomba.

Cywilni Niemcy stali się bardzo grzeczni do nas, Polaków i Ukraińców,którzy byli na przymusowych robotach. Nareszcie przyszło wyzwolenie. Hitlerowcy w nocy zaczęli uciekać, oficerowie zabierali gdzie się dało cywilne ubrania. Nawet kilku rozbili sklep z ubraniami i do rana znikli, a na pagórku w krzakach zostało sześciu chłopców 15-16 letnich z działkiem przeciwlotniczym. Siedzieli tam trzy dni. Amerykanom się nie spieszyło – już trzy dni cicho, żadnych strzałów – aż koło południa widzę, że te chłopcy pobiegli do wsi a za chwilę wjechał jeden czołg z Amerykanami. Wybiegliśmy z lagra i zaczęliśmy ich witać. Paru z nich umiało mówić po niemiecku. Pytali czy tu nie ma wojska. Mówiłem, że już trzy dni jak uciekli. Jak powiedziałem, że jesteśmy Polacy przysłani tu na roboty dali nam konserw, chleba. Jeden z naszych tak sobie podjadł, że dostał rozwolnienia i cały dzień siedział w krzakach w gorączce. Czołgi przyjechały i pojechały. Bojów tu żadnych nie było. Nas zbierali na auta i zwozili do Pirmasensu. Tam było dużo pobudowanych koszar, gdzie niektóre jeszcze niedokończone, tak, że wojska jeszcze nie mieszkali bo nie było czasu – musieli uciekać. Tam zwieźli 10 000 ludzi różnych narodowości – Polaków, Rosjan, Serbów, Ukraińców, Rumunów, Włochów, Cyganów, Litwinów, Jugosławian – istna wieża Babel. Wszystkie narodowości wieszały swoje proporce w oknach. W jednym okkne była wywieszona chorągiew niebiesko-żółta – to wywiesili nacjonalni Ukraińcy, którzy ochotniczo wyjechali do Niemiec . Dużo z nich zgłosiło się do służby w SS. Wtedy ludzie rzucili się tam i zdarli ich sztandar.

Nastała utopijna wolność. Amerykanie dawali jeść dobrze, a każda osoba dostawała litr wina, a dzieci mleka. Z wina zaczęli pędzić bimber, pili jak szewcy. Każda grupa miała jakąś orkiestrę. Kto nie miał instrumentu, to kupował u Niemców. Chłopcy i dziewczęta mieszkali w blokach , a rodziny w domkach jednorodzinnych,które stały obok tych bloków. Amerykanie wysiedlili Niemców a dali naszym rodzinom do zamieszkania. Zaczęły się zabawy, hulatyki. W dzień bractwo spało, a wieczory i noce poświęcali Bahusowi. Pili, tańczyli, bili się i niech żyje wolna miłość. Istny dziki zachód. Niejedna przyjechała panna, a do domu przyjechała z dzieckiem.
Przed głównym blokiem były postawione cztery maszty. Na nich wywieszone chorągwie – angielska, amerykańska, francuska i polska. W piwnicy było pełno kolorowych płytek. Ja brałem te płytki – czerwone i białe i przed polską flagą ułożyłem z czerwonych płyt tło, a z białych orła.

Zauważyłem, że są Polacy, którzy nie biorą udziału w tych orgiach. Zaznajomiłem się z nimi – poznałem, że są nauczyciele, aktorzy, muzykanci, było dwóch księży. Założyłem komitet życia kulturalnego. Z jednego budynku zrobiliśmy szkołę. Tam zbierali nauczyciele dzieci – z nimi prowadzili lekcje. Był olbrzymi garaż. Ten garaż przedzieliliśmy i w jednej części zrobiliśmy kościół – daliśmy księdzom – oni odprawiali dla wierzących mszę, a w drugiej części założyłem teatr rozrywkowy. Był zespół recytatorski i śpiewaczy, trio żeńskie, kwartet męski i duet. Piosenki były ludowe i estradowe. Potrzebne stroje szyli nam swoi krawcy, miałem i dekoratorów. Materiałów i farb dawała intendentura, w której też Polacy pracowali. Jeżeli coś potrzebowałem , to załatwiałem tak, że dawali mi papierosy, kawę prawdziwą, kakao, herbatę, – więc ja zmieniałem u Niemców – oni chętnie dawali, co potrzebowałem, bo tak atrakcyjnych towarów jak czekolada, kawa czy kakao nie mieli tam- w sklepach mieli tylko namiastkę .

Na nasze występy sala była zawsze pełna. Przychodzili oficerowie amerykańskie i francuskie. Występy były zawsze udane. Na przykład w piosence głęboka studzienka dekoracją była wolna okolica z wioską polską, z bocianem w gnieździe, studnią z żurawiem. Dziewczyna była ubrana po krakowsku, a chłopak w stroju ułana z Księstwa Warszawskiego. A występy rozrywkowe były więcej z seksapil. Jugosławianom  bardzo się to spodobało i założyli  sobie taki  teatr.

na fotografii opisywany w tekście, ułożony przez dziadka orzeł. Dziadek szósty od lewej w górnym rzędzie:

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo