RSS
 

Notki z tagiem ‘ojcostwo’

co tam

23 mar

1.Nowy sezon wyjazdowy zacząłem w Gdyni. Wreszcie się człowiek gdzieś ruszył i to jest wielki pozytyw, bo Wielki Grajdoł mi już ostatnio bokiem wychodzi. Na wyjeździe pracy było dużo a radości niewiele – ale nic to. Nowy Szef zainwestował w hotel z basenem – basen był czynny od 9 do 21, czyli dokładnie tak, jak moje stoisko. Nawet morza nie widziałem. Za to widziałem wiewióreczkę, która w pierwszy dzień wiosny przywitała mnie z samego rana obok samochodu. Nosem poczułem już dobrą zmianę – przynajmniej jeżeli chodzi o pogodę, pory roku,fizyczne samopoczucie i tzw. życiową dynamikę.

2.Bo koniec zimy był nieszczególny z różnych względów. Miedzy innymi z tego, że mnie – kierowcę z dwudziestopięcioletnim stażem prześladuje ostatnio jakaś klątwa samochodowa – ale już widać światełko w tunelu . Do tego gdzieś w tle zająłem się trudnymi tematami historycznymi (ja nie lubię „po wierzchu” – ja wolę „do głębi”), a im więcej się zagłębiałem w temat, tym bardziej wyglądałem, jakby mnie ktoś pogryzł i wypluł. Może ten psychiczny dyskomfort z czasem zaowocuje jakąś solidną notką??

3. Jako, że ostatnio przestaliśmy oglądać TVP – stałem się entuzjastą Ninateki (póki można). A tam ostatnio obejrzałem piękną rzecz: dokument Marcelego Łozińskiego „Ojciec i syn w podróży. Ojciec Marceli i syn Paweł (świetni polscy dokumentaliści) – będąc w wieku dojrzałym – udają się w daleką podróż, podczas której odbywają bardzo szczerą ojcowsko-synowską rozmowę o życiu – nie wyłączając spraw najtrudniejszych. Niezwykła rzecz. Ten film siedzi we mnie już drugi tydzień. I wciąż wywołuje jakieś refleksje – już to ojcowskie, już synowskie. I jakieś pytania . Czasem pytania są bardzo ważne mimo tego, że nie zawsze jest odpowiedź.    Polecam!

i niech nam zaśpiewa Kuba Sienkiewicz z kapelą – same pytania:

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

taki film

18 kwi

czesko-amerykański, w 2003 roku nominowany do Oskara w kategorii najlepszy film krótkometrażowy. Smutna i piękna historia ojca, syna i pasażerów pociągu. Krótki – półgodzinny i bardzo poruszający. Klimaty bardzo czeskie…

Chociaż nie wiadomo, czy taki był zamysł reżysera – wielu uważa, że treść filmu koresponduje z chrześcijańskimi wydarzeniami paschalnymi, pozwala lepiej zrozumieć – dlatego wklejam w Wielki Piątek.

Ciekawostką jest, że fragmenty z mostem zwodzonym zostały nakręcone w Polsce, w Szczecinie , na kolejowym moście zwodzonym nad Reglicą.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

notka z dzisiaj

23 cze

ale to życie pędzi !!!  ( pędzikiem? ) dużo się dzieje ciekawych rzeczy…

w związku z powyższym notka z piątku będzie w poniedziałek, notka z soboty we wtorek (chyba, że w poniedziałek, tylko na innym blogu?…) a dzisiaj będzie – wyjątkowo- notka z dzisiaj… :)

A dzisiaj był Dzień Ojca , więc było co świętować ;) Z okazji Dnia Ojca dostałem prezenty, życzenia i wyrazy miłości. Dorosłe dzieci (Ola z Miśkiem i Kuba) nieświadome, ze dziś jest mój Dzień Pożegnania z Piwem  (nie na zawsze! o nie!  jutro rozpoczynam 16-tygodniowy plan treningowy) sprezentowały mi alkohole (oczywiście świetnie znając moje upodobania): Kubuś czerwone, wytrawne Bordeaux, a Ola z Miśkiem baterię czeskich piw  :) . Szczęśliwie tak się składa, że 16-tygodniowy plan treningowy zaczyna się od dnia wolnego – pożegnanie z piwem można więc przełożyć na jutro. A Bordeaux wpływa na produkcje czerwonych krwinek, będzie wiec na zaś…  Maciuś również znając moje upodobania ślicznie zapakował  zupki chińskie (mam słabość) i dołączył piękną dedykację ;)

 

Natomiast Zuzia  uszykowała jedyną w swoim rodzaju laurkę: bez serduszek i kwiatuszków, ale ileż w niej inspiracji i motywacji!!!  :

Jaculi dziś nie było – walczył na drugim końcu Polski – w Suszu na triathlonie – open. I zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej (na 309 startujacych). Zgrzał między innymi znanego prezentera – Macieja Dowbora, o którym ostatnio było głośno z racji tego, że w ubiegłym tygodniu uzyskał kwalifikację na Mistrzostawa Świata w triathlonie Ironman (dziś był dziewiętnasty). („Zgrzał” w slangu sportowym = zwyciężył, zostawił w tyle). To drugie miejsce to też prezent :)  Zdjęć jeszcze nie ma, jest tylko filmik, który pokazuje co i jak:

PS. no i jeszcze dostałem wygraną wczoraj przez Jaculę książkę, o której była maowa w komentarzach pod poprzednia notką:

podsumowując: fajny dzień dzisiaj miałem, warto być ojcem  ;)

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szukam dobrych wiadomości

06 cze

Szukam dobrych wiadomosci. W każdym razie próbuję. Jest coraz trudniej. Różne Onety, Gazety i Natematy ścigają się w taniej sensacji. Cały informacyjny mainstream szuka raczej tragedii, kataklizmów, afer i plotek – w pogoni za czytelnikiem . Od czytania człowiekowi rzednie mina, a rzeczy, które by w jakiś sposób człowieka budowały, podnosiły , inspirowały – jak na lekarstwo. Nie dlatego, że ich nie ma – są! Jednak albo są mało medialne, albo nawet jeśli są medialne, to media – jak się wydaje – siłą swojego tabloidowego rozpędu przestały na nie zwracać uwagę. Ale szukam, szukania mi trzeba – i znajduję, albo trafiam przypadkiem na blogach, na małych portalach, gdzieś w zakamarkach sieci. Gdy znajdę – jestem piramidalnie usatysfakcjonowany. Ot: igła w stogu siana! I trzeba chyba takie dobre newsy  wydobywać na światło dzienne. Pokazywać , że świat nie jest taki zły, a w ludziach są olbrzymie pokłady dobra -trzeba się tylko jakoś do nich dostać i wydobyć.

Piszę tak, bo smutno mi się zrobiło, że fajna historia „z naszej branży” (wiadomo, że z oczywistych względów „siedzimy w triathlonie”) nie przebiła się szerzej medialnie. Oto w ubiegłym tygodniu w Sierakowie po raz pierwszy w Polsce zawody triathlonowe na krótkim dystansie (niecały kilometr pływania, 45 km roweru i 10,5 km biegu) ukończył niewidomy zawodnik – Marcin Suwart , który był prowadzony przez partnera Jarosława Skibę i zawody ukończyli na 70 miejscu (na 300 startujących). Nie mogę wyjść z podziwu. Wielki szacunek dla pana Marcina – to tak naprawdę wielkie zwycięstwo! Podziwiam ludzi , którzy przekraczają granice, pokonują bariery,walczą z ograniczeniami. Bardzo często takie historie mnie najpierw zawstydzają, potem motywują, bo z tyłu głowy słyszę ciche „a ty co?”

Start pana Marcina koresponduje z dobrze znaną historią taty i syna – Dicka i Ricka Hoyt’ów, którzy ukończyli triathlon na dystansie Ironman (3,86 km pływania, 180 km rower i 42,2 km bieg) i wciąż startują, czerpiąc z tego wiele radości, satysfakcji i życiowego napędu. A, popłaczcie sobie:

Prośba na koniec : ktokolwiek znajdzie newsa, który jest dobry – w sensie: budujący, inspirujący – może zawsze linkować śmiało w komentarzu pod najnowszą notką na dudiblogu , choćby tematycznie było zupełnie od czapy :)

na fotce – chłopaki w Sierakowie zaraz po wyjściu z wody (źrodło: Xtri.pl) :

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

mój rower, czyli co nieco o męskiej miłości

12 kwi

Mój rower stoi sobie w piwnicy i czeka na zmiłowanie – znaczy: przynajmniej na poklejenie dętki, a i zębatki zdałoby się wymienić, i łańcuch. Zapewne to zrobię w najbliższym czasie, bo choć to jeszcze chromomolibden, a nie aluminium, to mam do mojego roweru sentyment – wiele z nim przeżyłem i niejedno chcę jeszcze przeżyć! Hej! A w zasadzie nic mu nie brakuje… ładny jest, klasyczny – w sam raz dla faceta 40+

* * *

ale ja dzisiaj chciałem o filmie p.t. „Mój rower”, który obejrzałem sobie samotnie w schronisku młodzieżowym w ubiegłym tygodniu.

To – jak dla mnie piękny film o ojcostwie. Choć Urbaniakowi za aktorstwo wystawiam czwórkę z minusem, to i tak dzielnie się spisał. „Różne są dary łaski” – jak pisał święty Paweł. Urbaniakowi poszło bardziej w muzykę, niż aktorstwo, ale naprawdę widać bylo ze się starał i wyzwaniu sprostał! Zwłaszcza, że zarówno Żmijewski w roli niezbyt pozytywnej jak młody i obiecujący Krzysztof Chodorowski robili swoje i zagrali bardzo przyzwoicie.

To bardzo męski film. Można powiedzieć: film o męskiej miłości . Dziadek , syn i wnuk spotykają się po latach i z konieczności, spędzają ze sobą trochę czasu. Trudny to czas,bo i relacje niełatwe – wychodzą najpierw różnice i skrywane emocje… ale potem dyskretnie zaczynają się pojawiać podobieństwa.(swoją drogą : dlaczego tak jest , że złe emocje jakoś łatwo wychodzą na wierzch?) Chłopaki odkrywają siebie na nowo. I to odkrywanie jest piękne na swój sposób. Bo gdzieś tam w głębi odkrywają tez miłość do siebie. Męska miłość jest dosyć trudna (ukryta?), bo mężczyźni maja problemy z uzewnętrznianiem uczuć. Jedni większe, inni mniejsze, ale problem jest na tyle powszechny, że można się pokusić o generalizację. Ale! – jeśli nie uzewnętrzniają, to nie znaczy że ich nie ma! Są! Tylko trzeba te uczucia odkryć. Bo oni sami nieraz sobie nie uświadamiają ich istnienia (paradoksalnie…) I świetnie jest to pokazane w filmie, zwłaszcza w drugiej części.

CO jeszcze?A jeszcze w filmie wybrzmiewa fakt, jak bardzo czerpiemy od siebie (zazwyczaj zupełnie bezwiednie) : cechy, postawy,  gesty, sposób wyrażania się. I choćby nawet człowiek chciał być inny niż ojciec – zawsze to z czasem wychodzi, ze jednak jest bardzo podobny. Dla mnie to zawsze było zadziwiające .

Cóż więc?

  • Powiedzieć sobie „to tak jest i już…” ? a nie! nie jest tak, że nic się nie da zrobić! mozna coś- niecoś w sobie pomajstrować, jeśli się chce żeby potomkowie zaczerpnęli! Poza tym poza podobienstwami są też rożnice. Tak więc warto pielegnować dobre podobiestwa i pracować nad dobrymi różnicami.O!
  • po drugie – uczucia trzeba okazywać! (napisać na ścianie, podkreślić wężykiem) Swoją drogą: szkolenie dla mężczyzn z okazywania uczuć – to by było coś! Sam bym się zapisał (żoncia na pewno by pusciła)
  • po trzecie wreszcie: kontakt kontakt kontakt – trzymanie kontaktu(dobrego kontaktu – dodajmy) to jedna z najważniejszych rzeczy w ojcostwie.

(nie! nie każdy film musi nieść ze sobą jakieś dydaktyczne przesłanie ale w przypadku „Roweru” tak wyszło :)

—–

cytat na dziś – Jerzy Pilch z: „Pociąg do życia wiecznego”:

„Mam uzasadnioną pewność, że mój świętej pamięci ojciec dopuścił się wszelkich możliwych błędów wykroczeń i zbrodni pedagogicznych. (…) Powiedzieć o nim, że był toksyczny, to nic nie powiedzieć – był morderczy. I co ? Zawdzięczam mu wszystko. W najznaczniejszym stopniu literaturę. Od domowego księgozbioru poczynając, na niektórych sposobach widzenia świata kończąc.. „

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo