RSS
 

Notki z tagiem ‘kino’

w kinie

07 lis

Byliśmy na nowym Bondzie z młodszymi synami. Bond jak Bond – świetnie zrobiony, w swojej konwencji, doskonała muzyka, znakomite efekty, klasa, styl, elegancja, tradycja i współczesność, akcja goni akcję, niemożliwe staje się możliwym i ostatecznie dobro zwycięża ze złem. Jeśli dodamy, że obok świetnego Daniela Craiga w filmie wystąpiły piękne Monicca Belucci oraz Léa Seydoux i napiszemy, że momenty były – ostatecznie werdykt jest jeden : warto – widowisko przednie.

Jednak dodam łyżkę dziegciu do tej beczki miodu: popcorn. Rzadko chodzę do kina gdy są wypchane sale -raczej wolę odczekać chwilę, gdy już pierwsza fala widzów odpłynie i jest nieco luźniej. Tym razem uległem „presji społecznej” i obejrzeliśmy film w samym szczycie pierwszej fali: dzień po premierze, w piątek o godzinie 20.00 – kino wypełnione do ostatniego miejsca.

Przyjechaliśmy chwilę wcześniej, zajęliśmy miejsca oddając się rozmowie o tym jak bardzo zmienił się świat : nowe technologie obrazu, dźwięku, bilety kupione przez internet, przy wejściu pokazuję tylko wydruk – nie trzeba nawet robić rezerwacji (za które obecnie kina pobierają haracz w wysokości 1 zł). U nas na prowincji tego jeszcze nie ma, ale kinowy hangar jest w budowie. I tak sobie rozmawiamy, a kątem oka widzę, że co druga osoba wchodzi z ogromnym pudłem popcornu wielkości biurowego kosza na śmieci, do tego jeszcze wielki kubek z colą i niektórzy jakięś jeszcze łakocie w sreberkach, orzeszki, chrupki. „No to będzie się działo” – pomyślałem.

I gdy tylko seans ię rozpoczął kino wypełniło się ogólnym szelestem, mlaskaniem , chrupaniem i siorbaniem, które trwało całe dwie godziny bez przerwy. Dobrze, że akcja wartka i dźwięki filmu po części zagłuszały odgłosy konsumpcji. NO POGIĘŁO ICH WSZYSTKICH – pomyślałem… przecież gdy ktoś jest głodny, to może się najeść wcześniej – prawda?

Kino to obraz i dźwięk, sztuka, dziesiąta muza – spójny przekaz, który widz odbiera wpadając niejako w trans, wchodząc w historię całym sobą wyostrzając zmysły wzroku i słuchu. Wszystko co ten przekaz zakłóca jest niepożądane. Rozumiem, że popcorn swego czasu uratował kina przed bankructwem i skutkami Wielkiego Kryzysu, i jego jedzenie to jakaś tradycja. Ale po piewsze: to było w latach trzydziestych ubiegłego wieku na drugiej półkuli, po drugie: nie każda tradycja jest dobra – można tworzyć nowe, lepsze: np. całkowity zakaz konsumpcji i obyczaj nierozmawiania po rozpoczęciu seansu – dla dobra sztuki filmowej. Towarzystwu , które chce sobie pokomentować , pochrupać i pomlaskać można by w tych potężnych multikinach zrobić osobne seanse , albo wydzielić specjalne sale.

Jeżeli chodzi o komentowanie to w środy na naszym DKF-ie przychodzi grupa bliskich koleżanek  - no i te koleżanki siadają sobie w grupie, każda ma ze dwie princessy, jakieś orzeszki, chrupki (u nas nie ma popcornu! – uff) i gdy tylko zaczyna się seans – zaczyna się komentowanie … Trwa to jakiś czas (pół godziny?), póki się panie nie wyciszą i nie wejdą w klimat filmu. Ale wtedy zaczynają konsumować… No i co zrobisz? Nic nie zrobisz – zakazu nie ma. Wybaczam tylko tej jednej, która przychodzi na przemian z dużym kubkiem jogurtu albo z sałatką warzywną w plastikowym pojemniku – bo pojedyńcze dziwactwa są nawet sympatyczne, a takiej konsumpcji -że tak napiszę: nie słychać. Siadam zazwyczaj w drugim kącie sali, co trochę pomaga, ale tylko trochę. Najgorzej, że to grono „kinomanek” z miesiąca na miesiąc staje się większe…

Nie pisałem jeszcze o telefonach… ale już sobie daruję, sami wiecie…

W każdym razie postanowiłem sobie jedno: nigdy nie wniosę do kina popcornu, orzeszków, wafelków, chrupek ani niczego do konsumpcji za wyjątkiem napojów (wyłącznie z nakrętką). A telefon będę wyłączać przed wejściem na salę(nie wyciszać!) Z szacunku do siebie, innych a przede wszystkim do sztuki filmowej. Taki bierny opór wobec tzw. rzeczywistości. Ktoś się przyłączy?

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

w końcu

26 wrz

jakiś normalny, niepracujący weekend. Książka, termosik z kawą, łąka pod lasem, oddawanie się rzeczom nieważnym i niepilnym… – wiele nie trzeba, żeby było super…Zaraz lecę zobaczyć jak tam Więckiewicz w najnowszym filmie – zapowiada się bardzo ciekawie. Dawno w kinie nie byłem. :)

* * *

PS. film Król życia dobry . Czego innego się spodziewałem – raczej lekkiego i pozytywnego filmu z elementami komediowymi a tu całkiem poważna  powiastka psychologiczno-filozoficzna. O wartościach, relacjach, o tym , co w życiu ważne, o życiu w korporacji, o alkoholiźmie,  rodzinie. To jeden z tych filmów, które „zostają” w człowieku i w jakiś sposób dojrzewają. Motyw uderzenia w głowę, po którym- wobec pobudzenia niektórych partii mózgu – wszystko się człowiekowi odmienia i człowiek z nerwowego gbura staje się mądrym,kochającym i empatycznym człowiekiem- ech, przydałoby się niektórym…mam paru kandydatów, a i sam bym się czasem… Więckiewicz świetny, Bartek Topa – znakomita rola Kapsla, starego kumpla z problemem alkoholowym, Magda Popławska w roli żony niezła, Trela też daje radę.

PS2: Ukazał się film z zawodów Iron Dragon w Krakowie, w których zwyciężył Jacula –  zrobiony naprawdę profesjonalnie. Jeden z nielicznych, które pokazują triathlon w całej okazałości – oddaje emocje i piękno tej dyscypliny. Sześć minut. Zapraszam. Uważny widz dostrzeże zwycięzcę na trasie niejeden raz.

Na marginesie – Jacula szuka pokoju dla studenta w Krakowie - jedynki – gdzieś między AWF a AGH, bo tam będzie krążył. Ktoś, coś?  

a teraz film, najlepiej se włączyć full screen i muzę na całego ;)

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo