RSS
 

Notki z tagiem ‘filozofia’

powoli poznaję

12 mar

pana Wiesława Myśliwskiego. Na początku trudno szło, ale potem mnie wsiorbało. Pierwsze wrażenie , że nudy… ale co jakiś czas pojawia się taki smaczek, taki motyw doskonały, taki fragment znakomity, że trzy dni siedzi w głowie…i potem znowu: spokój , cisza, jakby nic ważnego, aż nagle znowu: strona -objawienie… I tak sobie czytam ten Traktat o łuskaniu fasoli – w napięciu i oczekiwaniu… od smaczku, do smaczku…

cytat na dziś – pan Wiesław z Traktatu s.180 – czemu ten? a może temu, że sam jestem niedokończonym studentem filozofii …  :

„Na jednej budowie na przykład pracował student filozofii. Właściwie skończył studia, został mu tylko jeden egzamin, gdy wybuchła wojna. A po wojnie przyuczył się kłaść posadzki. Brygadzistą nawet był, przyjaźniłem się trochę z nim. O, tęgo pił. Miał głowę nie tylko do filozofii. I razu jednego, gdy piliśmy, zaczął opowiadać o tych swoich nieskończonych studiach, a któryś go spytał:

- I czemuś nie skończył? Mogłeś po wojnie. Co to jeden egzamin.

Oczy mu krwią nabiegły, a nie wypiliśmy jeszcze tak dużo.

- A po cholerę? Na co mi filozofia po tym wszystkim?! Żaden rozum by tego nie pojął?! Żaden Platon,Sokrates,Kartezjusz, Spinoza, Kant! Niech ich wszystkich szlag! – I aż huknął musztardówką w stół.

Popatrzyliśmy po sobie, bo nikt z nas nie wiedział, co to za jedni, że aż tak mu dopiekli. Zapytać też nikt nie śmiał, bo może wypadało wiedzieć. Któryś tylko powiedział:

- Widać wszędzie można spotkac takich samych skurwysynów. Nie tylko na budowach. – I nalał mu pełną musztardówkę.- Masz, wypij.”

Platon – fragment fresku Rafaela Santiego Szkoła Ateńska - za wikipedia.org

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

z licealistą

13 sty

to się fajnie rozmawia… Z jednej strony coś już wie, dużo myśli, poznaje i pozuje na mądrego, z drugiej: ogrom tego , czego jeszcze nie wie, nie widział i nie doświadczył sprawia, że ze swoimi mocnymi przekonaniami i taką „niepokorą” jest na swój sposób pocieszny. Lubię te rozmowy – najfajniej jest wtedy, gdy się można trochę „popisać” i się widzi, że licealista słucha uważnie (bo on pod tą swoją niepokorną maską jest bardzo otwarty i ciekawy świata)… ooo! jakie to przyjemne uczucie!  Być słuchanym… ;)

a w ogóle to jest całkiem tak, jak w wierszu Pani Wisławy „Ja kilkunastoletnia”, który gdy lekko sparafrazować, świetnie te nasze rozmowy (rozmówki raczej) obrazuje :

„On wie mało, za to z uporem godnym lepszej sprawy.

Ja wiem o wiele więcej, za to nie na pewno.”

* * *

Byliśmy na filmie Samsara. W domu zastanawialiśmy się czy da się w ogóle ten film opowiedzieć? Do końca się nie da, bo ten film trzeba  przeżyć. Wiele podpowiada tytuł – Samsara bowiem, to przepływ, cykl życia i śmieci, umierania i narodzin.  Sekwencja obrazów i cudne muzyki wprowadza człowieka w swoisty trans. Jeśli próbować określić film jednym słowem byłoby to słowo k o n t e m p l a c y j n y.  W filmie nie pada ani jedno słowo a przez głowę przewija się dziesiątki myśli. Niesamowite ujęcia świata we wszystkich wymiarach. I człowieka, który ten świat przekształca – albo się w niego wpisując, albo go niszcząc, przy okazji niszcząc siebie. Dużo sprzeczności, które się dopełniają – bo reżyser szuka podobieństw i sprzeczności zarazem. Te podobieństwa są zaskakujące (mnisi buddyjscy i wieźniowie w pomarańczowych drelichach, ferma kurczaków i mrowie ludzi na ulicy) podobnie jak kontrasty – ciągłe zestawianie tradycji i nowoczesności –  piękne olbrzymie budynki w najbogatszych państwach świata i małe kartonowe klitki bezdomnych w NY. Paradna defilada wojskowa i poparzony weteran na tle grobów swoich kolegów. Świetnie pokazane globalne procesy… i przemysł. Świat, kontynenty, zmieniające się co chwila barwy obrazy, kontynenty, rasy. Część obrazów powstała w technice przyspieszonej – co robi piorunujące wrażenie: zachodzące słońce na pustyni, tłumy pielgrzymów wokół Mekki, czy otyli Amerykanie konsumujący w fast-foodach olbrzymie porcje . Gdzieś z tyłu głowy pojawiają się pytania: co robimy z tym światem? co robimy ze swoim życiem? i z takimi pytaniami człowiek wychodzi z kina, mając jednocześnie świadomość uczestniczenia w niesamowitym spektaklu. Tyle pięknym, co wstrząsającym.

Mówiliśmy z Jaculą, że po takim filmie to wypada zostać wegetarianinem i pacyfistą, powrócić do natury na wzór Henry’ego Thoreau. Jest tylko jeden problem – za bardzo już się w ten świat uwikłaliśmy. Nie ma ucieczki. Nie będzie „tam i kiedyś”, więc warto pomyśleć co „tu i teraz”.

(a na „myślach paradksalnych” piszę o Owsiaku i orkiestrze – zapraszam chętnych ;)  )

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

co począć

17 gru
w związku z nadchodzącym końcem świata ?
czy powinniśmy jeszcze coś przeżyć?
zobaczyć, posłuchać, przeczytać?
rozliczyć się z przeszłością? pogodzić się ze sobą? z innymi? ze światem?
poszukać prawdy? zaznać jakiejś przyjemności?
spotkać się lub rozstać ?
pomilczeć, porozmawiać? pomarzyć, powspominać?
oddzielić to co ważne od tegoco banalne i małostkowe?
czy żyć, po prostu żyć ?
(a jeśli końca nie będzie widać na powyższe pytania można sobie odpowiedzieć „pomimo” -ot taka intelektualna zabawa dzięki której można sobie uświadomić co jest w życiu ważne – warto od czasu do czasu)
;)

w związku z nadchodzącym końcem świata ?  Mrugnięcie okiem

czy powinniśmy jeszcze coś przeżyć?

zobaczyć, posłuchać, przeczytać?

rozliczyć się z przeszłością? pogodzić się ze sobą? z innymi? ze światem?

poszukać prawdy? zaznać  przyjemności?
spotkać się lub rozstać ?
pomilczeć, porozmawiać? pomarzyć, powspominać?

oddzielić to co ważne od tego, co banalne i małostkowe?

czy żyć, po prostu żyć ?

(a jeśli końca nie będzie widać na powyższe pytania można sobie odpowiedzieć „pomimo” -ot taka intelektualna zabawa dzięki której można sobie uświadomić co jest w życiu ważne – warto od czasu do czasu )

———

cytat na dziś: Toulet

„Na pewnej drodze Nawarry

Grała gitara,

Och! Uwielbiam Nawarrę,

Miłość i świeże wino.”

 


 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

spadł śnieg…

07 gru

a rano założyłem zimówki (w końcu)… gdy tylko odebrałem samochód – zaczęło padać i zrobiło się biało… czasem się wszystko układa…

bronię się przed „przedświąteczną gorączką” – nic z tych rzeczy! Żadnego zabiegania, martwienia się na zapas. Jak ktoś lubi, niech se biega. Ja owszem biegam, ale nie po sklepach. A gorączka również była, ale zbiłem panadolem i dobrym grzańcem.  Świętami, to  się będę zajmował (przejmował) dopiero po dwudziestym,a kolędy śpiewał od 25-go!  Wszystko ma swój czas. Teraz jest czas zupełnie inny… słuchamy sobie Nocnego Złodzieja – ma facet gadanę… („charyzmat ” jak mówią niektórzy) – w każdym razie to co mówi do nas przemawia… siadamy sobie  i słuchamy… udostępniałem już na dudiblogowym facebooku – ale wiem, że nie wszyscy tam są – więc upubliczniam i polecam także tutaj – przekaz jest na tyle uniwersalny, że nie tylko katolicy mogą posłuchać tego dominikańskiego mnicha….

Co jeszcze? Jeszcze byliśmy na The Human Experience. Dokument bardzo duszoszczipatielnyj – zrobiony w amerykańskim stylu – poruszający emocje …  może nawet zbyt bardzo? O to podobno dzisiaj chodzi – poruszyć emocje = mieć skuteczny przekaz. Film pokazuje świetną historię i skłania widza do stawiania ważnych pytań o podstawowe wartości w życiu… Dokument o dwóch braciach, którzy ruszają w świat w poszukiwaniu sensu życia – mieszkają z bezdomnymi w Nowym Jorku, wraz z grupą surferów pomagają biednym i chorym dzieciom w Peru, przebywają w kolonii trędowatych… Jest też ciekawy wątek pojednania z ojcem. Pytania jakie stawiają sobie bohaterowie filmu zostają na długo w widzu i ostatecznie traktuje je jako swoje i zostaje z nimi po projekcji… .  Odpowiedzi na pewno łatwo się nie znajdzie, ale czasem wystarczy, że pojawią się tylko pytania… Na przykład takie: po co żyję? Poza tym jakoś tak romantycznie: człowiek sobie uświadamia , że ma serce i przy okazji patrzy w serce. A dobrze jest od czasu do czasu sobie w serce popatrzyć – choćby przy okazji oglądania epatującego emocjami amerykańskiego dokumentu … Film świetny dla młodych…  Jacula z Maćkiem bardzo poruszeni – wyszły z tego fajne pogaduchy… Gdybym robił w edukacji, zaraz bym w klasach pokazywał… Poniżej trailer:

 

 

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

szczęście I, czyli carpe diem

03 mar

zafiksowałem się na notce o szczęściu – to już kolejna wersja ale niech tam – zainspirowany materiałami, które podesłała mi jedna z moich znajomych psycholożek, tudzież audiobookiem Tatarkiewicza "O szczęściu" którego słucham sobie przy pichceniu obiadków…

i myślę , że podstawowym problemem jaki ludzie mają ze szczęściem  (taka generalizacja ale uprawniona chyba) 
jest to, że szukają go TAM zamiast zobaczyć je TU…..
za szczęściem się "goni", "szuka", "dąży" – w domyśle jest to coś co będzie a czego nie ma….
również w chrześcijańskiej mapie postrzegania świata – zazwyczaj mówi się o "szczęściu wiecznym" jako czymś co będzie kiedyś, po okresie cierpień na tym ziemskim padole… mało natomiast mówi się o tym, że jeżeli ktoś wierzy w tzw. życie wieczne – to żyjemy w wieczności już tu i teraz…  podoba mi się więc takie spojrzenie, że nie tyle żyjemy tu żeby cierpiąc, walcząc i doświadczając przeciwności zasłużyć na przyszłe szczęście, co owo szczęśliwe TAM winno być przedłużeniem dobrego i szczęśliwego TU… jest pewna subtelna różnica między uczniem który robi wszystko li tylko dla dobrej oceny a takim który po prostu dobrze wykonuje swoją robotę…
jest pewną pułapką uzależnianie szczęścia od okoliczności zewnętrznych…"warunkowanie" szczęścia…. zwłaszcza że bardzo często okazuje się , że po zaistnieniu warunków szczęście nie przychodzi…. a jak często mówimy sobie "będę szczęśliwy jeśli…" , "będę szczęśliwy kiedy.." – uzależniamy od sytuacji, przedmiotów
a myślę sobie że szczęście jest tak naprawdę rzeczą wewnętrzną – okoliczności zewnetrzne mogą mu sprzyjać (też chciałbym mieć więcej kasy… ;)  ) ale to nie one o nim stanowią…. bardziej chodzi o myślenie – o wewnętrzną postawę –  "moje" psycholożki twierdzą, że szczęścia można się nauczyć  i że tak naprawdę szczęście zależy od nas samych — w zasadzie się z nimi zgadzam…. czytałem ostatnio profesora Csikszentmihalyi (fajne nazwisko nie?) który udowadnia, że prawdziwa jakość życia – to co robimy i jak się z tym czujemy uzależniona jest od naszych myśli i emocji… Polecam zreszctą książkę "Urok codzienności" – świetna wykładnia życia szczęśliwego :D
zamiast więc szukac czegoś co być może BĘDZIE może warto pomyśleć chwilę, dobrze się rozejrzeć, zrobić przeramowanie i zobaczyć że tak naprawdę to już być może JEST? 
wszystko siedzi "w głowie" – bo obiektywnie rzecz ujmując – patrząc na swoje życie mogę – analizując czego nie mam albo co mi nie wyszło, stwierdzić: "nie jestem szczęśliwy"…. a mogę też patrząc na to co mam i kim jestem powiedzieć: "jestem szczęśliwy" i pięknie to uzasadnić…
pytanie zasadnicze: co lepiej? :D
(warto pamiętać tu o efekcie samospełniającej się przepowiedni: sposób myślenia o życiu generuje określone postawy i zachowania… )
Co myślicie? A w ogóle zagląda tu ktoś szczęśliwy? niech napisze jak to jest :)
———
cytat na dziś – Szymon Hołownia w ostatniej książce – podesłany przez B-M - 
"w życiu nie tyle chodzi o optymalizacje drogi, co o jej akceptację. (…) Nie daj sie ponieść obsesji, sztuka życia to nie wiedza o tym, jak smakują bułki ze wszystkich przydrożnych parkingów. To umiejętność nazwania, wybrania i podażania swoją, tylko swoją drogą"
* * *
a tak off topic zareklamuję Piotrusia Bukartyka, który właśnie popełnił nową płytę "Z czwartku na piątek"… 
Jeżeli wszystkie piosenki są takie jak ta to szykuje się uczta ;)

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo