RSS
 

Notki z tagiem ‘dylematy’

Wyzwanie 52/2 – Nowe ojcostwo (2)

06 lut
Czytam więc dalej „Być mężem i ojcem” Jespera Juula i sobie z nim dyskutuję. Zacznę od lekkiej krytyki, a następnie ukażę pozytywy oraz odkrycia.
Bo co prawda jest w jego poradniku dla ojców cała masa wartościowych treści, pewne
rzeczy budzą jednak – może nie tyle sprzeciw, co jakąś konsternację. Młodych ojców do
których adresowany jest poradnik traktuje autor trochę jak nieudczników, którzy błądzą we mgle, nie wiedzą, nie potrafią i znikad pomocy… w takiej perspektywie autor przyjmuje odpowiedni dydaktyczny ton i wszystko pięknie wyjaśnia. No i tego tonu bym się uczepił.Nie lubię, gdy ktoś mi tak z góry…
Druga rzecz, to traktowanie – jak to określa Juul „partnerki” – z podejściem „nawet
, gdy ona się nie zgadza, ty rób swoje” bym mocno polemizował – zwłaszcza tam, gdzie
mowa o wychowaniu dzieci – trzeba jakiejś spójności. Akurat tu jestem bardzo wrażliwy
i sprawy podejścia do wychowania raczej z żoncią uzgadniamy między sobą jak
najbardziej przyjmując wspólny front. Nie może być tak, że każdy działa po swojemu.
(co nie zmienia faktu, że jestesmy rózni i się dopełniamy)
Teraz pozytywy – w poprzedniej notce określiłempodejście Juula „nowym
ojcostwem”.Jeśli rzeczywiście problemem „starego ojcostwa” była nieobecność, a co za
tym idzie brak dobrego kontaktu z dzieckiem, jednym z kluczy nowego ojcostwa jest
obecność. Proste jak budowa cepa: chcesz mieć z dzieckiem dobry kontakt,chcesz
zbudować więź – spędzaj z nim czas. To jest podstawa, na której należy budować więź z
dzieckiem. Im więcej mamy wspólnyc spraw, radosci , kłopotów tym bardziej stajemy się
sobie bliscy. Banał? Owszem, ale powtórzyć warto.
Wielu ojców narzeka na swoją drugoplanowosc – badania o których pisze Juul dowodzą,
że dziecko nie preferuje matki kosztem ojca, jeśli tylko oboje rodzice są dla niego
równej mierze dostępni. Ta dostępność może być oczywiście bardzo różna w swojej
formie.
To co mi się spodobało u Juula to podejście , które nazwałbym „sprzeciwem wobec szklanego klosza”. Oczywiście, ze każdy rodzic chciałby, aby dziecko przyjęło  jego świat wartości, myślenie i sposób postrzegania świata. Owszem – jest to wazne, jednak równie ważne jest to , by dziecko umiało się z tym światem konfrontować.Zamykając je w szklanym kloszu własnych przekonań (jakiekolwiek by nie były) możemy wyrządzić mu dużo krzywdy -pomimo złudzenia bezpieczeństwa. Ważne jest to, by pozwolić dziecku wybierać – będąc jadnocześnie gotowym do „uzasadnienia własnych nadziei”- jesli posłużyć się językiem biblijnym (1P 3,15).
I ostatnia rzecz, o której dzisiaj – eureka! podejście do nastolatka. Otóż Juul posługuje się metaforą sparingpartnera. W boksie zawodowym sparingpartner, to ktoś, kto potrafi doskonalić się w sztuce boksowania oraz wydobywa ukryty potencjał stawiając maksymalny opór i wyrządzając jak najmniej szkody. Yes, yes,yes! to jest właśnie recepta na nastolatka i jego młodzieńcze bunty. Sparingpartner – jestem za, a nawet przeciw! To jest klucz! Sprzeciwiam się, walczymy, ale po to, byś więcej umiał,pojmował – byś lepiej poruszał się w tym swiecie. Te nasze sparingi są dla twojego dobra i nie ma w nich nic złego. Stojąc po różnych stronach nie patrzymy na siebie jak na wrogów, bo to jest nasz team.
Jeśli więc jakiś cytat na dziś, to tylko ten:
„Jeśli jako ojciec chcesz odegrać rolę patnera sparingowego dla twojego dziecka, musisz uwolnić się od wzelkich wzorców z przeszłości. To znaczy musisz być tak autentyczny w swoim postępowaniu, jak to tylko możliwe, trwając przy swoich wartosciach i doświadczeniu, a zarazem oferując je swojej córce i synowi w taki sposób, by mogli pójść własną drogą.”

Czytam więc dalej „Być mężem i ojcem” Jespera Juula i sobie z nim dyskutuję. Zacznę od lekkiej krytyki, a następnie ukażę pozytywy oraz odkrycia.

Bo co prawda jest w jego poradniku dla ojców cała masa wartościowych treści, pewne rzeczy budzą jednak – może nie tyle sprzeciw, co jakąś konsternację. Młodych ojców do których adresowany jest poradnik traktuje autor trochę jak nieudczników, którzy błądzą we mgle, mają kłopoty z samooceną, nie wiedzą, nie potrafią i znikąd pomocy… w takiej perspektywie Juul przyjmuje swoisty dydaktyczny ton i wszystko pięknie wyjaśnia. No i tego tonu bym się uczepił. Nie lubię, gdy ktoś mi tak z góry…  Jak dla mnie szukanie nowych wzorów ma w sobie coś z radosnego odkrywania.

Druga rzecz, to traktowanie – jak to określa Juul „partnerki” – z podejściem „nawet , gdy ona się nie zgadza, ty rób swoje” bym mocno polemizował – zwłaszcza tam, gdzie mowa o wychowaniu dzieci – trzeba jakiejś spójności. Akurat tu jestem bardzo wrażliwy i sprawy podejścia do wychowania raczej z żoncią uzgadniamy między sobą jak najbardziej przyjmując wspólny front. Nie może być tak, że każdy działa po swojemu. (co nie zmienia faktu, że jesteśmy różni i się dopełniamy w całym tym skomplikowanym procesie wychowania dzieciaków )

Teraz pozytywy – w poprzedniej notce określiłem podejście Juula „nowym ojcostwem”. Jeśli rzeczywiście problemem „starego ojcostwa” była nieobecność, a co za tym idzie brak dobrego kontaktu z dzieckiem, jednym z kluczy nowego ojcostwa jest obecność. Proste jak budowa cepa: chcesz mieć z dzieckiem dobry kontakt, chcesz zbudować więź – spędzaj z nim czas. To jest podstawa, na której należy budować więź z dzieckiem. Im więcej mamy wspólnych spraw, radości , kłopotów tym bardziej stajemy się sobie bliscy. Banał? Owszem, ale powtórzyć warto. Ojciec, który bardziej towarzyszy niż dominuje świetnie wpisuje się w model „nowego ojcostwa”.  Wielu ojców narzeka na swoją drugoplanowość – badania, o których pisze Juul dowodzą, że dziecko nie preferuje matki kosztem ojca, jeśli tylko oboje rodzice są dla niego  równej mierze dostępni. Ta dostępność może być oczywiście bardzo różna w swojej formie.

To co mi się spodobało u Juula to podejście , które nazwałbym „sprzeciwem wobec szklanego klosza”. Oczywiście, że każdy rodzic chciałby, aby dziecko przyjęło  jego świat wartości, myślenie i sposób postrzegania świata. Owszem – jest to ważne, jednak równie ważne jest to , by dziecko umiało się z tym światem konfrontować. Zamykając je w szklanym kloszu własnych przekonań (jakiekolwiek by nie były) możemy wyrządzić mu dużo krzywdy – pomimo złudzenia bezpieczeństwa. Ważne jest to, by pozwolić dziecku wybierać – będąc jednocześnie gotowym do „uzasadnienia własnych nadziei”- jeśli posłużyć się językiem biblijnym z lekka parafrazując (1P 3,15). Ważne to jest zwłaszcza u nastolatków.Zbyt wiele znam przypadków tragicznych ucieczek spod szklanego klosza, by nie przyznać Juulowi racji.

I ostatnia rzecz, o której dzisiaj – eureka! właśnie podejście do nastolatka. Otóż Juul posługuje się metaforą sparingpartnera. W boksie zawodowym sparingpartner, to ktoś, kto potrafi doskonalić się w sztuce boksowania oraz wydobywa ukryty potencjał stawiając maksymalny opór i wyrządzając jak najmniej szkody. Yes, yes , yes ! – to jest właśnie recepta na nastolatka i jego młodzieńcze bunty. Sparingpartner – jestem za, a nawet przeciw! To jest klucz! Sprzeciwiam się, walczymy, ale po to, byś więcej umiał,pojmował – byś lepiej poruszał się w tym świecie. Te nasze sparingi są dla twojego dobra i nie ma w nich nic złego. Stojąc po różnych stronach nie patrzymy na siebie jak na wrogów, bo to jest nasz team.

Jeśli więc jakiś cytat na dziś, to tylko ten:

„Jeśli jako ojciec chcesz odegrać rolę partnera sparingowego dla twojego dziecka, musisz uwolnić się od wszelkich wzorców z przeszłości. To znaczy musisz być tak autentyczny w swoim postępowaniu, jak to tylko możliwe, trwając przy swoich wartościach i doświadczeniu, a zarazem oferując je swojej córce i synowi w taki sposób, by mogli pójść własną drogą.”

notka naisana w ramach projektu wyzwanie52

 
Komentarze (18)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo