RSS
 

Notki z tagiem ‘czechofilia’

nad pięknym, modrym Dunajem (1)

12 sie

Jest taki cudowny szlak rowerowy Donauradweg (R1), uchodzący za jeden z najpiękniejszych w Europie, który prowadzi wzdłuż Dunaju – od Passau w Niemczech, przez austriackie Linz i Wiedeń, po słowacką Bratysławę. 380 km, w większości drogą rowerową tuż obok rzeki (szlak wiedzie po obu stronach – do wyboru). A co najważniejsze: cały czas jest w dół! Postanowiłem go przejechać – przez cztery, maksymalnie pięć dni. Ponomadować co nieco, zresetować się i wrócić…

serwis Austria.info do którego napisałem w piątek spisał się znakomicie, bo już we wtorek przyszło do mnie pół kilo różnych map i planów miast, a co najważniejsze: książeczka z dokładną mapa i opisem szlaku.

Plan był taki:

czwartek: dojeżdzam do granicy z Czechami samochodem, przesiadam się na rower i jadę rowerem do Czeskiej Trebovy, skąd pociągiem jadę do Czeskich Budziejowic – i stamtąd ruszam w kierunku Passau – i jadę ile wlezie

piątek: dojeżdżam do Passau i robię początek szlaku
sobota : udaję się w kierunku Wiednia, tak, żeby zostało mi jak najmniej kilometrów
niedziela: jeśli się uda dojechac do Bratysławy przed 14 tą to dobrze(bezpośredni pociąg powrotny do Czeskiej Trebovy), a jeśli nie to luźny dzień ze zwiedzaniem Wiednia a powrót dopiero w poniedziałek

planu nie udało się zrealizować w całości, a dlaczego -o tym później.

dzień pierwszy (76 km):

Budzę się o piątej rano, pakuję do auta rower i plecaczek, jem śniadanie i ruszam na południe. Przed dziesiątą dojeżdżam do Boboszowa, 800m przed granicą na prywatnej posesji zostawiam auto, przesiadam się na rower i ruszam do Czeskiej Trebovy.Te 46 km to mocna zaprawa, bo praktycznie same góry. Ale za to widoczki piękne – chociaż, kto tam pokonując takie podjazdy, sapiąc i jojcząc, zwraca uwagę na widoczki? No, ale chociaż jeden:

Po 13-tej dojeżdżam do Czeskiej Trebovy – zmachany i nieco przejęty (obawiałem się czy zdążę). Tam po po godzinie czekania mam pociąg do Czeskich Budziejowic, z przesiadką w Pradze. Pociągi świetnie przystosowane do rowerów, jedzie się bardzo dobrze – trochę odpoczywam, trochę planuję – analizuję mapy.

Docieram do Budziejowic tuż po 19-tej i od razu pomykam w kierunku Passau, żeby jeszcze tego dnia urwać jak najwięcej kilometrów. Trasa średnio ciekawa. Gdy już zaczyna być ciemno szukam miejsca na nocleg mocno się rozglądając. W lesie jakoś nie chcę. Pole? krzaki? kukurydza? W końcu po 30 kilometrach jazdy ląduję na odgrodzonym parkingu przy dziedzińcu słynnego zamku Kratochvile, gdzie już po 21-szej nie ma żywej duszy. Rozkładam się na trawce pod starymi jabłonkami.

Robię sobie kolację, wypijam jedno czeskie piwko, potem jeszcze drugie (jestem entuzjastą czeskich piwek, bo ja lubię takie z goryczką)  i idę spać. Trochę zmarzłem , ale szło wytrzymać. I nigdzie nie widziałem tych straszliwych nietoperzy, które tam żyją w wielkiej gromadzie (na tym zamku). Może dlatego, że dopiero rano sobie o nich poczytałem na tablicach informacyjnych. ;)

C I Ą G    D A L S Z Y  N A S TĄ P I    J U T R O ….

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo