RSS
 

Notki z tagiem ‘cytat-na-dzis’

z przejęciem

04 kwi

u nas, panie, zamieszanie i wszyscy się czymś przejmują. No może poza Zuzią. Z niej zeszło napięcie i obchodziła ostatnio urodziny podczas których wszystkie koleżanki obcięły sobie grzywki – taka zabawa (jedna wiedziała jak to się robi bo jej mama jest fryzjerką). Jako, że mój ojciec jest z wykształcenia fryzjerem też obciąłem ostatnio grzywkę wnusiowi – wyszło całkiem całkiem. Pewne rzeczy ma się we krwi.

Maciek w końcu zaczął się przejmować maturą. Czas najwyższy, bo na kasztanach już pączki. Jacula z końcem tygodnia wraca z Portugalii, gdzie trenował przez ostatnie miesiące i przejmuje się pierwszym startem na Gran Canarii za dwa tygodnie. Misiek ma lecieć z Jaculą jako wsparcie i też się tym przejmuje. Ola przejmuje się tym czy będzie dziewczynka czy chłopczyk (chociaż nie ma się czym przejmować), bo na badaniu dziecko ułożyło się bokiem – no i nie wiadomo – lekarz nie chciał nic jednoznacznie powiedzieć (przy okazji przypomniała nam się historia, jak to Maciusiowi, który na pierwszym badaniu został określony jako dziewczynka wyżęły się jąderka). Kuba przejmuje się nową pracą we Wrocku po przenosinach z Zielonki- w kuchni włoskiej, ja zaś przejmuję się moją nową pracą , którą od jutra mam zacząć. Zaczynam z grubej rury i jadę na Mazury. Wszystko wygląda raczej ciekawie – tylko jeszcze zobaczymy z jakimi ludźmi przyjdzie mi pracować. Wyglada na to, że połowę maja spędzę w Czechach – takie rzeczy! Ahoj, przygodo – nie wiem tylko jak to zniesie Sasunia, będzie pewnie cała przejęta i ja się tym już zaczynam tym przejmować. Na koniec Żoncia przejmuje się wszystkim razem i każdym z osobna, próbując wszystko ogarnąć. Ogarnęła nawet obchody jedenastej miesięcznicy śmierci babci bo dziadek się w tym dniu przejmuje po trzykroć – zrobiłem z tej okazji sernik …

i takie to jest życie w dużej rodzinie. Ale generalnie jest spokój.

na zdjęciu wnusio, który zachowuje dystans do rzeczywistoći i wszystko pięknie komentuje w sobie tylko znanym języku:

cytat na dziś: Michał Cichy w  „Pozwól rzece płynąć”:

Jedna z dróg do spokoju prowadzi poprzez widzenie tego, co zwykłe. Spokój jest najczystszym z dóbr. Nigdy nie jest go za dużo, nigdy się nie wyczerpuje i zawsze moze być głębszy. To on daje miejsce na wszystko pozostałe. (…) Kiedy się o niego postaramy, inne rzeczy zaczynają przychodzić bez starań.”

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

varia Bułgaria 5 – czyli musztarda …

08 wrz

„Życie , to nie urlop” – musiałem sobie prędziutko powiedzieć po powrocie z wakacji -i tym niezbyt optymistycznym akcentem rozpocznijmy tę notkę, choć wiem, że to już trochę musztarda po obiedzie, niemniej notka w zamyśle autora ma być powakacyjną kropką. Niech więc będzie ta musztarda.

Z Bułgarii zjechaliśmy w Beskid Śląski, gdzie tradycyjnie na Friendowych posiadłościach spędzamy ostatni tydzień wakacji. Było slow i pięknie, i spokojnie. Gdy wróciliśmy do siebie lądowanie mieliśmy raczej twarde -bo niby nie było nas tylko trzy tygodnie, a tu gdzie nie spojrzeć – zmiany, rewolucje i zazwyczaj nic dobrego – czyli, że kłopoty: patrząc w skali makro i mikro. Jeden Jacula zyskał właśnie sponsora strategicznego i pewnie chodzi teraz po Krakowie uśmiechnięty od ucha do ucha, bo ma byt zapewniony -tylko uczyć się , trenować, zwyciężać i „godnie reprezentować”.

Cóż więc? trza się było wziąć z życiem za bary (choć przyznać trzeba , że nie takie zmagania człowiek przechodził), wejść w parę zakrętów, zrobić jakiś wiraż i w końcu zobaczyć jakąś prostą. No.

* * *

a Bułgarzy mają jakąś taką lekkość bytu. Są pogodni, usmiechnięci i się nie przejmują. Przynajmniej tak to wygląda z punktu widzenia turysty który przyjechał na krótko. Wiele widać „po gębie” My Polacy chodzimy raczej pomarszczeni i przejęci. A w Bułgarii jest takie swoiste europejskie hakuna matata. Oni mają jeszcze coś , co myśmy jeż trochę zgubili – tą wschodnią zadumę.I spokój – żeby nie powiedzieć – luz. Jednak każdy kij ma dwa końce.Bo luz ma wiele wymiarów i postawa „przewróciło się, niech leży” (to nic, że poniedziałek -sprzątanie mamy w sobotę), która jest w Bułgarii raczej powszechna – owocuje pewnym poczuciem dyskomfortu (przynajmniej u przyjezdnych).

U wyjścia z naszego pawilonu rosła śliwka – mirabelka (jakież oni mają mirabelki! słodkie , wielkie, soczyste). Śliwki spadały pod nogi i na chodnik – przez cały tydzień. I wszyscy po tych śliwkach deptali. I tylko w sobotę było wielkie sprzątanie i pracownik ośrodka pieczołowicie skrobał to co było przydeptane… po dwugodzinnym sprzątaniu deptanie rozpoczynało się od nowa.

Albo malowanie ulic – jeśli coś w ogóle widać, to przecież coś widać, nie?? I malują dopiero wtedy, gdy ulice całkiem czarne. Mnie – jako staremu kierowcy to nie przeszkadza, za wyjątkiem tzw .śpiących policjantów, czy też progów zwalniających- tam robią takie muldy w czarnym asfalcie. Gdy się czegoś takiego nie odmaluje i nie uczyni widocznym, to kierowca może sobie zawieszenie urwać – parę razy najadłem się strachu.

Przez pierwsze dni lekki szok, potem już weszliśmy w konwencję. Największe jaja były na naszej stołówce, bo obyczaje zupełnie nie do pomyślenia „na zachodzie”. Ne chcę opisywać wszystkiego ale najciekawszy jest obyczaj sprzątania po poprzednich gościach dopiero, gdy następni siądą do stołu. I kubeczki jednorazowe. I pół dzbanka herbaty (bo pół dzbanka wystarczy na cztery osoby) Za to obsługa świetna i młodzież, która podawała do stołu szybko nauczyła się od nas polskich zwrotów. Wszyscy nas znali i lubili – bo chyba byliśmy rekordzistami w długości pobytu. Zarówno kierownictwo jak i obsługa z dnia na dzień traktowali nas coraz bardziej jak swoich. A sam kierownik, który był w przeszłości piłkarzem widząc napisy na moim samochodzie z szacunkiem odniósł się do faktu, że u mienia sportiwnyj duch. (pisałem już, że w Bułgarii rozmawiałem przede wszystkim po rosyjsku? zaowocowała licealna mordęga u pani Skoczkowej… i nie trzeba było tłumaczyć, że English? little…)

Cóż – co kraj , to obyczaj. Gdy wróciłem , to jednak uznałem że w domu najlepiej i nawet byłem -paradoksalnie – zadowolony, że mieszkam w Polsce, a nie w Bułgarii, ani w Serbii ani na Węgrzech. (oj Węgrzy dali nam popalić na granicy)

No i jeszcze jedno odkrycie, które chciałbym odnotować : caca. Na ulicy poza lodami i wszędobylskimi frytkami można nabyć również kalmary smażone i cacę – czyli panierowane sardynki smażone w głębokim oleju – sprzedają je tak jak frytki i są tu bardzo popularne- najfajniejsze jest to, że w sardynkach znikają ości. Chrupie się to z wielkim smakiem. My z Sasetką się zajadaliśmy. Chętnie bym potrawę odtworzył (jak niegdyś węgierską zupę gulaszową, która stała się naszą kultową rodzinną potrawą) ale u nas sardynki jak nie w puszce, to wędzone… :/

Nie byłbym sobą , gdybym nie napisał o piwie. Piwa bułgarskie sprzedają w dużych plastikowych butelkach – są lżejsze niż polskie, smakiem zbliżone do czeskich z nieco mniejszą goryczką i bardzo tanie (wychodziło nieco ponad 5 zł za dwulitrową butelkę)). Ciekawe doświadczenie ale nie importowałbym.Za to czerwone wina są ok. Z Sophią włącznie -zwłaszcza tą ze szczepu Merlot. O białych nie napiszę, bo nie gustuję.

No i róże. Bułgaria to róże. Czyli różane dżemy, ekstrakty , perfumy i wszystko… Nakupiliśmy tego dla krewnych i znajomych – chociaż: dodajmy szczerze – żoncia w różanych zapchach nie gustuje, ja również … ale już dżem do pączków – mniam!

Stawiając kropkę: napisałem o minusach, bo były na swój sposób egzotyczne, ale plusy zdecydowanie przeważały: w Bułgarii było świetnie. Kiedyś tam jeszcze przyjedziemy, ale może jednak samolotem? :)

I gdy się pojawi jakiś zakręt czy wiraż, wrócimy sobie do tych notek i zdjęć , przypominając sobie , że przecież – jak mówiła Pani Wisława – chwilami życie bywa znośne….

cytat na dziś – Sandor Marai , z książki Wpodróży:

… jesteśmy wędrowcami i poszukiwaczami przygód, włóczymy się po świecie bez paszportu, wędrujey po nizinach, krainie życie, której prawdziwych granic jeszcze nie znamy…

na koniec widok na nasz  ulubiony grajdoł (grajdoł musi być!)  - przy wielkim korzeniu:

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dostrzeżenia (34)

14 kwi

budka dla ptaków ( paradoksalnych )  ;)

————-

cytat na dziś – Cortazar - Gra w klasy :

„Tylko żyjąc absurdalnie można wyłamać się z tego bezgranicznego absurdu – powtarzał sobie w myśli Oliveira”

nie byłbym sobą gdybym tego nie sparafrazował  :

„Tylko żyjąc paradoksalnie można wyłamać się z tego bezgranicznego paradoksu”

:roll:

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

na Torwarze w dzień targowy

04 kwi

Sezon rozpoczęliśmy z grubej rury – w Warszawie. Wygląda na to, że najbliższy wolny weekend będę miał dopiero na początku maja. Taki lajf. Tymczasem dwa dni spędziłem na warszawskim Torwarze i nie było czasu na jakieś głębsze rozmyślania ani zajmowanie się czymkolwiek innym niż pracą. Dobrze, że jakiś wyjazd- i  jak zwykle ze skrajności w skrajność: „przezimowałem”  w Wielkim Grajdole  mając kontakt z ludźmi bardzo umiarkowany. Można nawet powiedzieć, że w robocie pędziłem żywot pustelniczy. Teraz miałem ludzi aż nadto. Znaczy: prawie czternaście tysięcy i każdy musiał przejść w piątek albo w sobotę obok mojego stoiska.

I szli, szli, szli – czasem ktoś coś  kupił, czasem obejrzał, pogadał – wysocy, niscy, szczupli i grubi, przejęci i wyluzowani, biali, czarni,śniadzi, żółci, . Wszystkich łączyła jedna pasja. To był dobry czas i dobre miejsce na people watching. Ile można wyczytać z twarzy! Ile dowiedzieć się o człowieku z kilku prostych zachowań! Naprawdę mamy fajnych ludzi w tej Polsce, w tej Europie, na tym świecie, trzeba tylko odpowiednio spojrzeć.

Wieczorem w sobotę , gdy wyjeżdżaliśmy z bramy na Łazienkowską, spotkaliśmy tysiące ludzi z inną pasją – kibice Legii wchodzili na mecz, na stadionie Żyleta już ćwiczyła doping. Ale to jest żywioł! :)

* * *

Jacula  zaliczył swój debiut w półmaratonie zajmując świetne 28 miejsce w klasyfikacji mężczyzn, a z ekipą ze swojego teamu zwyciężyli w klasyfikacji drużynowej. Nadmieniam, że zawodników było 14-tysięcy :) (wygrali oczywiście zawodnicy z Kenii)

tyle tylko dzisiaj , bo czasu mało – daję znać że żyję. ;)

* * *

cytat na dziś – Ziemowit Szczerek - Siódemka:

„Polska, kraj , który nigdy siebie nie zaakceptuje, ale nie dlatego, że ma takie wysokie wymagania, tylko dlatego, że nie jest tym, kim chciałby być, czyli każdym normalnym krajem. Każdym innym. Kraj, którego obywatele albo z niego szydzą i go nienawidzą, albo wzbudzają w sobie chorą do niego obsesję i na niego chorują, a tak w żadnym normalnym kraju nie ma.”

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dostrzeżenia (33)

21 lut

Pisałem już chyba, że żoncia z Zuzią wpadły w ciąg porządkowo-remontowy, w którym chcąc nie chcąc uczestniczę. Przedwczoraj byliśmy w Czaczu dokupić mebli (jakby tych, które są, było mało). Po zmianie ustawień wziąłem się za porządkowanie biblioteki, która to czynność – ze wszystkich czynności porządkowych – jest chyba najprzyjemniejszą. Taką trochę filozoficzną i wspomnieniową. Bo razem z układanymi na nowo książkami człowiek przechodzi przez swoją historię. Przez pryzmat książek widzi swoje życie – jakim był, kogo słuchał , co myślał. Widzi też  jak zmieniało się to, co ma w głowie – choćby przez to, co się wyrzuca , co przeznacza do oddania, co głęboko chowa, a co wyciąga na pierwszy plan.

Wiele zdziwień i parę zaskoczeń. (od „jak mogłem czytać coś takiego?” przez „dlaczego tego jeszcze nie przeczytałem?” do ” a skąd ja mam toś takiego?!? „) Z książkami – jak z poglądami – są rzeczy, które trwają, które są dla mnie cenne i wartościowe od zawsze, są takie o których wiem że już nigdy do nich nie wrócę. C’est la vie. Patrząc z innej strony: również to, z czym dzisiaj się nie zgadzam i do czego nie wrócę w jakiś sposób mnie ukształtowało… – ot paradoks. Ciekawe doświadczenie – głęboka introspekcja przy układaniu książek.

Jakiś wniosek? Cieszę się z tego siebie, którym jestem dzisiaj. :)

——————————————

cytat na dziś – ś.p. Umberto Eco:

„Przychodzi taki moment w życiu, w którym rozumiemy kim jesteśmy, czym jest świat. Ale w tym momencie umieramy.”

——————————————

Gdyby ktoś chciał powspominać zmarłego wczoraj Umberto Eco – w Ninatece wygrzebałem świetną audycję – 6 części po 8-10 minut,  TUTAJ część pierwsza, pozostałe w prawym menu „powiązane materiały”.

 
Komentarze (22)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo