RSS
 

dostrzeżenia (40)

29 lis

Przypomnialem sobie o bieganiu ;)

tu jedno z moich ulubionych miejsc – wał nad Odrą – teraz się dobrze biega, bo trawa niska – w jedną stronę można dobiec do Wrocławia, w drugą do Szczecina:

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

idźcie do kina

27 lis

Na „Najlepszego” idźcie. To kawał dobrego nowego polskiego kina zrobionego wedle sprawdzonych amerykańskich wzorców, świetnie opowiedziana historia życia Jurka Górskiego, którą można potraktować „ku pokrzepieniu serc”: przejście od ciężkiego, wieloletniego uzależnienia od narkotyków, po mistrzostwo świata w podwójnym Ironmanie ( 7,6 km pływania, 360 km roweru i 84,4 km biegu). Do tego niezły występ młodych aktorów – zwłaszcza Jakuba Gierszała w roli głównej i debiutującej Kamili Kamińskiej w roli młodej lekarki (dostała za tą rolę Złote Lwy w Gdańsku). Poza tym: Janusz Gajos w roli Marka Kotańskiego – to trzeba zobaczyć! Reżyser Łukasz Palkowski idzie jak burza – seriali (podobno świetnych) nie znam jeszcze, ale Bogowie i Najlepszy – to klasa mistrzowska!

Do filmu zachęcam tym bardziej, że z bohaterem tej opowieści dobrze się znamy(trudno go nie znać żyjąc tutaj, bo jest działaczem społecznym i sportowym i wszędzie go pełno). Mało tego – jego historia w jakiś sposób wpłynęła na nasze życie – zwłaszcza Jaculi, a trochę też moje. Ale od początku:

Jurek jest z Głogowa. Nie z Legnicy jak podają niektóre media – tam kręcono film. A że miasto niezbyt wielkie, to wszyscysię tu znają i jakoś nasze życie się przeplata. Dopiero dzisiaj , pisząc notkę uświadomiłem sobie jak mocno. Na przykład gdyby nie ta historia – nie byłoby w naszym mieście klubu triathlonowego i pewnie życie Jaculi potoczyłoby się zupełnie inaczej. Jacula w szkole podstawowej  był dobrym pływakiem – pływał w stylu klasycznym. Dobrze rokował, zawsze był w czołówce na Mistrzostwach Polski. Jednak u nas nie było możliwości rozwijania pływackiej kariery po szkole podstawowej – trzeba by jechać do Zielonej Góry (jak Radek Kawęcki) lub do Raciborza – na co się nie zdecydowaliśmy. Za to dobrze u nas stoi triathlon. A Jurek – prezes i założyciel klubu – stołował się u żonci w restauracji. Podeszła więc pewnego razu , pogadała i Jacula w gimnazjum zaczął treningi triathlonowe i rozpoczął karierę, która trwa do dziś. Wielokrotnie wygrywał bądź stawał na podium w organizowanych przez Jurka imprezach  . Śmiejemy się, bowiem Jerzy niezmiennie określa Jaculę „wielką nadzieją polskiego triathlonu” – a to przecież już doświadczony i utytułowany zawodnik.

Na zdjęciu Jurek przeprowadzający start na zawodach triathlonowych, tuż obok , po prawej Jacula:

Tutaj na crosiie staceńców – Jerzy zapowiada, Jacula biegnie:

i na tym samym Jacula odbiera z rąk Jerzego zwycięskie trofeum:

Ja natomiast kilka ostatnich lat pracowałem w firmie, którą  razem z Nowym Szefem Jurek przed laty założył. Później obaj poszli swoją drogą – pierwszy organizując sportowe imprezy, drugi sprzedając sportowe ciuchy. Ale Jurek pozostał twarzą firmy i niejednokrotnie gościłem go w Wielkim Grajdole. Poza tym współpracowaliśmy na wielu, wielu sportowych imprezach, w których on był organizatorem a my sponsorem i dostawcą koszulek czy nagród . Jeździłem na te imprezy ze swoim stoiskiem. Nawet Zuzia zeszłego roku na wakacjach pracowała u niego jako woluntariuszka.

poniżej Zuzia przed startem aquathlonu (pierwsza z prawej) obok Jacula w czapce, po lewej organizator Jurek, w czerwonej koszulce:

Jednak pierwsze nasze spotkanie odbyło się dawno dawno temu – tak na oko w 1986 roku. Ja je dobrze pamiętam, Jurek pewnie nie (oby nie!). Spotkanie w jednej z parafii na temat „zjawiska narkomanii”. Jest biskup, oficjele, księża i różni przedstawiciele „środowisk”. Ja byłem licealistą, „działaczem” w pewnej grupie religijnej , która wzięła się za wyprowadzanie narkomanów na prostą. Wiadomo, jak w takich grupach : dużo serca i wiary, bardzo dużo emocji, mniej rozumu i zdrowego rozsądku. (tu postawię kropkę – o pewnych sprawach nie potrafię dzisiaj jeszcze  pisać na spokojnie, a emocje nie są dobrym doradcą). Przyprowadziliśmy ze sobą „ozdrowieńca”, narkomana, który od kilku miesięcy był czysty – jako „świadectwo”. Swoją droga – zaprzyjaźniłem się z nim i jego rodziną. Po roku wrócił do nałogu. Umarł na aids dziesięć lat później. Pisałem o tym tu KLIK.  Na spotkaniu był też Jurek z grupą z Monaru – nie wiem czy jeszcze w trakcie leczenia czy już po. Dobry Jeżu Anaszpanie, jak on po nas pojechał ! – w ostrym , monarowskim stylu – że nie wiemy na co sie porywamy, że tu potrzebna jest fachowa terapia, współpraca ze specjalistami i trzeba całych lat pracy, a kilka miesięcy abstynencji to jest nic wobec niszczącej siły nałogu. Ale my wiedzieliśmy swoje.  Oczywiście, że miał rację. Ze wszystkich, których wyprowadzaliśmy, kojarzę dwie osoby, które wyszły z nałogu i tylko dlatego, że wyjechały do ośrodków na leczenie. Taka historia.

Teraz w mieście wszyscy są dumni, a bohater filmowej opowieści staje się na swój sposób celebrytą. To chyba dobrze? – bo jest postacią bardzo pozytywną, Do tego jest ciepłym życzliwym człowiekiem – wciąż działa w jakichś Monarach, Zakładach Karnych ( o biegu w Zakładzie Karnym w Rawiczu pisałem na blogu KLIK) i innych takich, jako żywy dowód, ze można się odbić od największego dna, wsparcie i inspiracja. Zachęcam więc do obejrzenia ekranizacji tej niezwykłej historii.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo