byłem sam w kinie… Jak zwykle żoncia, która nie podziela moich filmowych gustów nie dała się namówić na kino. Cóż było robić? Pojechałem sam… Ale może dlatego się tyle let zgadzamy, że się nie zgadzamy w pewnych rzeczach i jest nam z tym całkiem dobrze?? Kto wie…
W każdym bądź razie film obejrzałem samotnie w pełnym tego słowa znaczeniu. Sam jeden w pustej sali Heliosu. Godzina 21.45. Ja i „Rzeź” Polańskiego. Dziwnie i fajnie zarazem. Lubię takie klimaty…
Film obejrzałem ze zdumieniem. Nie wiem czemu „zdumienie”… ale tak właśnie…. Jejku, jak oni to zagrali! Mistrzostwo świata w pokazywaniu ludzkich emocji. Trudno nawet wyróżnić kogoś z tej znakomitej czwórki aktorów.
Jeżeli chodzi o treść: prosta rozmowa rodziców o konflikcie dzieci przeradza się w sytuację ekstremalną. Można powiedzieć, że z uczestników spotkania z minuty na minutę spadają kolejne maski i pękają w nich kolejne bariery, dzięki czemu z grzecznych,uprzejmych i bardzo „poprawnych” przedstawicieli nowojorskiej klasy średniej wychodzi jakaś prawda i wydobywa się na wierzch to, co zazwyczaj jest głęboko skrywane. Nie, nie jest to „cała prawda” o człowieku, jak chcieliby niektórzy. To tej prawdy cząstka, zazwyzaj jednak głęboko ukryta.
Urzekły mnie niuanse – gra słówkami, półuśmieszki i spojrzenia… drobne niefortunne sformułowania ,które wywołują kolejne małe katastrofy i zmiany pozycji… bo w końcu spotkanie przeradza się w wojnę kazdego z kazdym… właściwie kilka wojen – i tych „zewnętrznych” i „wewnętrznych” Nie śmiałem się, chociaż to komedia ale z gatunku „śmiszno i straszno” – to co śmieszne było zarazem w jakiś sposób bardzo smutne – przynajmniej ja tak to odebrałem. Uważnie obserwowałem, bo w filmie, którego akcja dzieje się w jednym mieszkaniu, podczas jednego spotkania – każdy szczegół jest ważny, każdy rekwizyt odgrywa swoją rolę i jest swoistym symbolem… I torebka, i albumy ze sztuką (kto to jest ten Kokoshka?) , żółte tulipany, whisky, cygara, telefon, i nawet chomik (sic!)…
podczas kolejnych scen stawały mi przed oczami sceny z życia, ludzie, przedmioty , sytuacje… bo to jest film o nas – i o naszej mrocznej stronie, którą albo staramy się mocno ukryć za wszystkimi naszymi ‘zewnętrznosciami” albo w ogóle nie jesteśmy świadomi, że ją mamy… Ciekawy temat. A Polańskiemu tą mroczną stronę udało się świetnie pokazać.
Swoją drogą: dziwne, że człowiek jak się wkurzy, to mówi o tym, co naprawdę myśli i wtedy wychodzi na to, że jest zupełnie kimś innym niż się w pierwszym momencie wydawało. No nie jest tak ?…




