RSS
 

O rzeczach nowych

27 lis

Wróciłem do biegania. Ciężko idzie, bo muszę trochę schuść, ale to się przecież jedno z drugim łączy, więc będzie coraz lepiej. Zapisałem się na Półmaraton Marzanny w Krakowie, w marcu – i teraz już nie ma zmiłuj. I dobrze. Same pozytywy. Biegałem w sobotę po łąkach między mostami, za wodociągami – na tak zwanym międzyodrzu – miejscu, które znam bardzo dobrze i nawet lubię. Jeszcze bardziej lubi to miejsce Sasunia, która na łąkach dostaje piątego biegu i pyszczek jej się śmieje….

W pewnym momencie postanowiłem skręcić w nową drogę i po kilkuset metrach dobiegłem do kępy drzew – wbiegam, a tam dziwna regularność – fosa! całkiem ładna – malownicza – to pewnie przyczółek dawnej twierdzy, jaką było moje miasto? Obiegłem by znaleźć wjazd do centrum – w centrum niestety wszystko wysadzone przez Ruskich w czterdziestym piątym, ale za to klimatyczne i malownicze.

Morał jest taki: jeśli nie skręcisz w nową drogę, to nie zobaczysz. Myślę intensywnie nad nowymi rzeczami w życiu, bo akurat mam chwilę czasu. Liczę, rozrysowuję schematy, scenariusze – wszystko jeszcze w trybie przypuszczającym – ale trzeba być gotowym. Taki twórczy czas. Już za chwilę poniedziałek. A potem wtorek – we wtorek Nowy Szef przyjeżdża „na spotkanie”. Nigdy mu się to nie zdarzało w środku tygodnia. Co to będzie, co to będzie? Mam pewne przypuszczenia, bo przecież sam prowadziłem biznesy i to niemałe, i wiem o co chodzi: koniunktura spadła, euro drożeje i lepiej nie będzie

A póki co mamy jeszcze niedzielę. Niedziela należy do ministra Glińskiego, który najwyraźniej przejrzał na oczy. Lepiej późno niż wcale.

Poniżej fotki z fosy:

poza tym: byliśmy z żoncią odwiedzić teścia w szpitalu – teść ma nowe tytanowe kolanko i za dwa miesiące będzie brykał aż miło. Po drodze wpadliśmy do Jezusa Świebodzińskiego. Za drugim razem już tak nie szokuje, jak za pierwszym. Nawet – w pięknych okolicznościach przyrody (ciemne chmury i zachodzące słoneczko) wygląda wcale ciekawie… Szkoda tyko, że stoi tyłem do drogi (międzynarodowej przelotówki) a frontem do Tesco…  :

———————-

cytat na dziś, Alejandro Jodorowsky:

Ptaki urodzone w klatce myślą, że latanie to choroba. 

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

pokrótce

23 lis

„Co robisz?” -woła żoncia.  ”Muszę napisać notkę!” – „O czym?” – „Jeszcze nie wiem!„… czyli, że będzie stary i dobry strumień świadomości – drogi Pamiętniczku… siadamy ,zaczynamy pisać i zobaczymy co nam wyjdzie:

Zacznę od tego, że ja jestem za spójnością – jak jest listopad, to niech będzie listopad a nie jakiś czerwiec. Jesień niech będzie jesienią, zima zimą, wiosna wiosna, a prezydent – prezydentem. „Wszystko niech się odbywa godnie i w należytym porządku” – jak pisze święty Paweł (1Kor 14,40) . Tymczasem u nas wczoraj i dzisiaj było lato, a na półkach w Wielkim Gajdole wszystko ocieplane… I co zrobisz? Nic nie zrobisz. Zamówień niet.

Soją drogą : czas niełatwy. Nowy Szef wchodzi w kolejne zakręty i w ostre wiraże, a ja – jako ten wagonik –  spoglądając na rzeczy , na które nie do końca mam wpływ- zastanawiam się, czy na tym kolejnym nie wylecę z toru? czy nie zostanę odpięty? i  last but not least czy wyjadę na jakąś konkretną prostą??  Jakkolwiek by nie było rozglądam się dookoła i myślę co by tutaj, bo przecież „Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.” jak prawił mistrz Jan z Czarnolasu ( za Koheletem – w rzeczy samej).

Swoją drogą – wciąż się zastanawiam czy niepewność nie jest jednak lepsza od pewności? i to w bardzo różnych życiowych kontekstach… (problem filozoficzny do szerszego rozpatrzenia w przyszłości)

W każdym razie opcje mam na różne okoliczności. Są statyczne i dynamiczne – i : „jakby co, to w razie czego…” – jak mawiał pewien warszawiak.

Nawiązując do prezydenta i dzisiejszych „gorących tematów” chciałbym nadmienić, że też się różnimy z Panem Prezydentem jedną literką…  - ot: takie spostrzeżenie.

i koniec notki, idziemy spać, bo jutro w trasę: może ostatnią, a może nie?

cytat na dziś - Tove Jansson – Opowiadania z doliny Muminków (chyba już kiedyś był?) :

To jest wieczór na piosenkę – pomyślał Włóczykij.
- Na nową piosenkę, która będzie się skłądać w jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty i której resztę stanowił będzie niewypowiedziany zachwyt, że mogę wędrować, że mogę być sam i że jest mi z sobą dobrze.

no to jeszcze piosenka:

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nasi górą!

11 lis

Nasi w pięknym stylu wygrywają 3:0 z Rumunią, Jacula w pięknym stylu i z dużą przewagą wygrywa bieg – czego chcieć więcej? Piękne zakończenie dzisiejszego święta:

a oto i gęś (takie trofeum to ja rozumiem):

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zmęczeni

11 lis

I płynie sobie czas. Wiadomości , które napływają – w ogóle i w szczególe- nie są dobre. I nawet poranna kawa nie smakuje dzisiaj, mimo, że okna nam wymienili i w domu zrobiło się cicho i ciepło – nie słychać dźwięków z obwodnicy. Odszedł Leonard Cohen – wielki bard i wielki poeta . Towarzyszył mi przez całe życie.

Wyjąłem z półki tomik jego poezji - Księgę tęsknoty - otworzyłem na chybił-trafił, a tam tekst, który jak raz pasuje na cytat na dziś -w czasie, gdy za oceanem wygrał wybory kolejny wszystkodający „obrońca tradycyjnych wartości’ , który mówi o stawianiu murów, a u nas łyse bysiorki z zielonymi opaskami szykują się do marszu…

Żegnaj Leonardzie- ptaku kolorowy! Świat nie jest taki jak chciałeś i wygląda na to, że prędko nie będzie. Ale miejmy nadzieję! Będziemy słuchać Twoich pieśni.

Cytat na dziś – Leonard Cohen, z tomu Księga tęsknoty:

ZMĘCZENI

Jesteśmy zmęczeni tym, że jesteśmy biali, i zmęczeni tym, że jesteśmy czarni, i nie będziemy dłużej ani czarni, ani biali. Staniemy się głosami, wyzbytymi kształtu głosami w błękitnym niebie, przyjemnymi harmoniami w zakamarkach waszej udręki. Zostaniemy w tym stanie, aż weźmiecie się w garść, a cierpienie da wam opanowanie i będziecie w stanie uwierzyć w słowo B-ga, który mówił wam już tyle razy i na tyle różnych sposobów, żebyście kochali się nawzajem, a przynajmniej nie mordowali i nie mordowali w imię jakiejś kretyńskiej ludzkiej idei, od której chce się rzygać i która sprawia, że B-g się od was odwraca i zaciemnia kosmos niewyobrażalnym smutkiem. Jesteśmy zmęczeni tym, że jesteśmy czarni, i nie będziemy już dłużej ani czarni ani biali.

posłuchajmy jeszcze, dzisiaj chyba to pasuje najbardziej:

obrazek autorstwa Leonarda (autoportret?) z okładki Księgi Tęsknoty:

 

———

tyle na dziś -idę świętować, tradycyjnie – nie maszerując a biegając. Wieczorem uprasza się o trzymanie kciuków za Jaculę, który może przywiezie kolejną gęś i będzie hat trick?  (1, 2)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

udało się

06 lis

 w końcu wybrać do jakiegoś lasu. W lesie jestem cały szczęśliwy, Sasunia jeszcze bardziej. Pojechaliśmy na grzyby – nazbierałem całe cztery, ale dzisiaj chodziło przede wszystkim o to, bo gonić króliczka. Pochodziłem, posłuchałem ciszy, popatrzyłem na zieleń. Domek, w którym mieszkał Edward Stachura już chyba ktoś kupił, bo widziałem jakiś samochód w obejściu, choć otoczenie jeszcze zaniedbane – ale jest do wzięcia małe gospodarstwo tuż przy leśniczówce… – opowiadam takie historie żonci, żeby ją lekko zdenerwować, bo na takie pomysły ja jestem gorący a ona zimna. Nic to. Pokroiłem grzybki, włożyłem do metalowej miski i postawiłem na kaloryferze niech się suszą. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o grzybki w tym roku (nie licząc słoika ususzonych kani – bardzo aromatyczne!). Za rok będzie lepiej, hej! Za rok… jeśli Pan zechce i będziemy żyli – jak pisał święty Jakub (Jk 4,15)- zrobimy to lub owo – nazbieramy grzybków na ten przykład…

w ogóle czas tak szybko ucieka… niby był weekend a jakby go nie było. Teraz jeszcze dopadła mnie hebdomofobia, jak za starych niedobrych czasów. Ki diabeł?

i nic już więcej dzisiaj nie napiszę, a napisać chciałem cokolwiek (w ramach ćwiczeń: „pisz częściej”) … może tylko jeszcze, że zacząłem Jesień Knausgårda. Bardzo mi odpowiada jego pisanie – wyobrażam sobie, że spotkałbym się z takim Knausgårdem na piwie i pogadał jak ze starym kumplem – i nawet by mnie nieśmiałość nie zeżarła…

————————-

zamiast cytatu na dziś – wiersz – Julia Hartwig, z tomu Spojrzenie

Podróżny

Idę wciąż idę
kto mi to zabroni
wszystko mam do oddania
i o nic nie proszę
trochę poturbowało
trochę poraniło
co komu do tego
a teraz już odchodzę
nie powiem na jak długo
ani dokąd idę

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo