RSS
 

Marzanna

23 mar

Podczas każdego dłuższego biegu prędzej czy później pojawiają się te myśli. Nazwijmy je „niezależne”. Albo „niepokorne”. Lepiej ich głośno nie wypowiadać, chociaż czasem słychać, że się komuś wyrwało. Jak dotychczas pojawiały się pod koniec biegu albo przynajmniej po półmetku. Tym razem pojawiły się już na drugim kilometrze : „w co ty się k.. wpakowałeś” albo „po ch… ci to bieganie„. Na szczęście doświadczony biegacz potrafi sobie z tymi myślami poradzić. Gdy się oddech uspokoił i wpadłem w biegowy rytm, myśli odeszły, by w końcówce pojawić się znowu.

Do Krakowa na Półmaraton Marzanny jechałem z niskim poczuciem własnej biegowej wartości. Gdy się zapisywałem z poczatkiem grudnia myślałem : o! będzie motywacja, wrócę do regularnego biegania, schudnę, lepiej się poczuję – same pozytywy. Wydrukowałem sobie średnio ambitny plan treningowy i nawet w pierwszych (najłatwiejszych) tygodniach udało się go realizować, później jednak cóż… życie. W każdym razie nie biegałem tyle, ile powinienem, żeby pobiec półmaraton w przyzwoitym czasie. I nie robiłem długich wybiegań, (najdłuższe 12 km) , więc organizm może się nieco zdziwić na drugiej połówce.

Nic to. Karolka z Andrzejem – można powiedziec moi biegowi wychowankowie zapisali się jako pierwsi, ja nieco później.Jeszcze do piątku zastanawiałem się czy jechać – jednak skoro się powiedziało A , to trzeba było powiedzieć B. Limit czasowy był 3 godz 15 min. Jadę. Strategia była taka, żesię zmieścić w tym limicie. Czyli niezbyt ambitna. Skoro biegam po trawach i chaszczach w okolicach 7 – 8 min/kilometr, to pierwszą dychę przebiegnę w tempie takim, że nie ma wstydu, a drugą dychę zobaczymy. Najwyżej będzie szybkie nordic walking. Realnie – zważając na swoje możliwosci : wytrenowanie/samopoczucie/waga myślałem, że będzie gdzieś 2:45… a jeśli sie uda jakimś cudem 2:30 to będę z siebie dumny.

Po perturbacjach na pierwszych kilometrach kiedy oddech się uspokoił okazało się , że biegnie mi się całkiem dobrze – średnio 6 min 45 sec na kilometr, czemu się nawet dziwiłem. Jednak po asfalcie wychodzi szybciej. W okolicach 10-12tego kilometra czułem się świetnie. Nawet się uśmiechałem do kibiców i przybijałem piątki. I pojawiły się myśli „niezłomne” że „dasz radę„, że „jesteś super” , a nawet „co to dla ciebie?„. Mało tego: udało się kilka osób wyprzedzić. Nie da się jednak ukryć, że biegłem w grupie panów z brzuszkiem, pań z obfitymi pośladkami i dziadków, którzy jeszcze mogą. Ale biegłem!

Gdzieś na osiemnastym kilometrze wróciły myśli z pierwszego akapitu, ale po kolejnych dwóch już wbiegaliśmy na Błonia, już widać było metę, więc już wiedziałem, że będzie dobrze. A przede wszystkim : wciąż biegłem. Już 19ty kilometr. Ostatnia prosta miała półtorej kilometra. Ale tam już było tyle motywatorów! Minął dwudziesty kilometr. A na samej mecie słyszę skandowanie całej grupy wspaniałych blogowych kibiców: Dudi! Dudi! Dudi! To było fajne! :) A kibice byli dla mnie zaskoczeniem – naszej trójce kibicowały dawno nie widziana Baba, Zośka, Lokata z Tetrykiem i Tuv z Xmenem . Mieliśmy przy okazji miłe  spotkanie.

Udało się- pierwszy masowy bieg od kwietna 2015 roku. Miejmy nadzieję, że będzie ciąg dalszy. Czas 2godz 29min 21sec.

Dodam, że moi wychowankowie byli lepsi Karolka o 20 minut, Andrzej o sześć. No proszę !:) Ja przed trzema laty ubiegłem dwa półmaratony poniżej dwóch godzin KLIK, ale to było całe dziesięć kilo temu… ale przecież: życie przed nami i jeszcze wiele biegów zapewne… :)

foto: 1,4,5 Zośka, 2 Karolka, 6 Xmen, 3 Dudi

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zdarza się

17 mar

że wieczorem gdy oglądam film, czegoś słucham, czytam albo gdy już zasypiam, przechodzi mi do głowy Myśl. Eureka. Taka, że – gdy ją rozwinąć – to notka będzie taka, że klękajcie narody! Zadaję więc sobie trudu, lecę do grajdoła, chwytam jakiś kajecik i zapisuję chybcikiem, żeby nie uciekło… Rano moim oczom ukazuje się coś takiego:

czyli, że eurekę diabli wzięli, bo i biegły grafolog (o którego w naszym kraju jest – jak wiadomo – bardzo trudno) tu niewiele zdziała. Zadziwiające , że człowiekowi w trakcie pisania wydaje się , że wszystko jest w porządku.

Podobnie miał kiedyś Alfred Hitchock, któremu pewnej nocy przyśnił się rewelacyjny pomysł na fabułę filmu. Obudził się, zapisał – bo sny są przecież ulotne – po czym zasnął spokojnie. Rano zobaczył zapisek na karteczce: „Chłopiec spotyka dziewczynę, chłopiec traci dziewczynę, chłopiec odzyskuje ją znowu…”  ;)

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

jeszcze w zielone gramy

15 mar

już już miałem publikować notkę, gdy nadeszła ta niezmiernie smutna wiadomość o śmierci Wojciecha Młynarskiego.  Więc szybko zmieniłem tytuł. I treść.

Gdyby mnie w nocy ktoś obudził i zapytał o najważniejszy tekst Pana Wojciecha , wymieniłbym własnie ten: jeszcze w zielone gramy (a zaraz potem „Róbmy swoje”). On mi wielokrotnie pomógł w życiu, podniósł na duchu – w różnych czasach ,  sytuacjach. Przy nim się nieraz spłakałem, a i nieraz uśmiechnąłem, a było, że i podniosłem. Bo  tekst  wpisuje się w różne życiowe konteksty. Nie tylko osobiste, także społeczne.  I mozna go interpretować na różne spsoby – i zawsze gra!  Spójrzmy na interpretacje – jest piękny – czy w oryginalym wykonaniu Pana Wojciecha, czy w nostalgiczno-refleksyjnym pani Magdy Umer, czy w szorstkim i przejmującym zespołu Raz Dwa Trzy…

a ja chciałem dzisiaj napisać, że dostałem nową robotę.  …. tak więc jeszcze gram w zielone, choć skroń juz siwa i ostatnio – napiszę szczerze – psycha trochę siadła… ale jestem w grze i jak powieje zdrowo, to jeszcze raz pofrunę….

i znowu tekst wpisuje się w życie

Panie Wojciechu – dzięki za wszystko! Niech Panu będzie dobrze na tych zielonych niwach… Dzisiejszego wieczoru mylę o Panu. Zapalam świeczkę i słucham Pańskich pięknych i mądrych pieśni.

na Ninatece szczera, pięna , fundaentalna rozmowa Wojciecha Młynarskiego z córką Agatą: KLIK

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

więcej

09 mar

W rozmowie Jarka Kuźniara z Olgą Tokarczuk KLIK (od 10min 20s) zwróciłem uwagę na wątek „więcej”- że świata stało się za dużo – wszystkiego mamy za dużo – bodźców, ofert, informacji, jedzenia, emocji – i człowiek musi sobie to jakoś poukładać, żeby mieć jakiś podstawowy kofort. Niewielu sobie z tym radzi. Jest jednak czegoś za mało: za mało czytania. Człowiek w tym zamieszaniu cywilizacyjnym bardziej szuka statusu niż sensu i ostatecznie wiedza, myśl, świadomość siebie – pozostaje na drugim planie, a czytanie uznaje za mało potrzebne. Wciąż 47% Polaków stoi po stronie nieczytających. To bardzo źle

Bo czytanie jest ważne – wiedza, świadomość wyznawanych wartości, praw – wpływają na rozwój nowoczesnego, demokratycznego społeczeństwa,  którym chcemy być.  Zwłaszcza w systemie , który usiłuje promować prawdę „jedynie słuszną” ważne są szerokie horyzonty i wynikające ze zdobytej wiedzy kompetencje  - umiejętność oddzielenia ziarna od plew, prawdy od fałszu i wreszcie tego, co jest cenne od chłamu. Wobec zalewu informacji czytanie pozwala nam je strumieniować, segregować – mieć własny pogląd.. tu nikt ci niczego nie wciśnie.

Czytając – po pierwsze sam wybierasz temat zainteresowań, dział literatury. Po wtóre: autora – to komu chcesz dać posłuch, kogo jesteś ciekawy. Po trzecie: wybierasz to, co chcesz by w tobie zostało, z czym się zgadzasz, co cię inspiruje. To trzecie jest najważniejsze, bo w jakimś sensie ma wpyw na to kim jesteś, jaki jesteś… dokąd idziesz i -last but not least- jakich dokonujesz wyborów. I tu wracamy do tego, co po pierwsze. Jednak nie jest to jakieś błędne koło: raczej skrupulatna konstrukcja.

Bywa, że to, co czytasz cię podniesie. Bywa, że cię przygniecie, złamie -zmieni swoje sądy i przekonania, lub też utwierdzi. Albo stanie się kroplą drążącą skałę i po pewnym czasie zobaczysz, że jesteś kimś innym niż byłeś (bardziej świadomym? prawdziwym?) – ja tak mam. Może też nie sytanie się nic wielkiego, poza tym, że doświadczysz przyjemności obcowania z Myślą. Ze wszech miar jednak warto. Czytanie jest jedynym nałogiem wartym polecenia, bowiem bylibyśmy gorsi niż jesteśmy bez dobrych książek, które czytamy – pisał Vargas Llosa. I nie wypada się nie zgodzić.

Wciąż uważam że czytam za mało, ale staram się i coraz lepiej mi to wychodzi. Mój system jest taki, że czytam jednocześnie cztery do pięciu książek – każdą w innych okolicznościach:

  • książka podstawowa – ta czytana w grajdole przy porannej kawie i czasem po południu – tu wybieram takie wymagające wytężonej uwagi , skupienia..
  • książka druga – taka do czytania przy wieczornym piwie – tu nie ma niebezpieczeństwa, że coś ci umknie i „dalej nie pojedziesz”. Tu sprawdzają się dzienniki, listy, wspomnienia…
  • książka w czytniku – taka którą noszę ze sobą -do samochodu, do pociągu, na spacery z psem
  • książka w wc – no cóż… żeby nie tracić czasu – tu świetnie się spisują krótkie formy: zapiski, poezje
  • audiobook – np. przy obieraniu ziemniaków, podczas jazdy samochodem… ja jestem wzrokowcem, więc z audiobooków korzystam sporadycznie, ale na przykład Żoncia dziergając słucha pasjami.

Do tego mam jeszcze kajecik, w którym zapisuję to, co chciałbym, by we mnie zostało. To jest o tyle ważne, że – choć często wydaje mi się, że coś na pewno zapamiętam, szybko okazuje się, że ludzka pamięć jest zawodna.Każdy kajecik bardzo mi się przydaje w pisaniu bloga. Mam ich już kila i widzę też co we mnie się zmienia, a co pozostaje stałe i niewzruszone. Ciekawe to.

Poza kajecikiem o każdej piszę parę zdań na blogu  siedemzdań i zaznaczam na swoim profilu na lubimyczytać. I tak to leci ;)

cytat na dziś : Olga Tokarczuk:

Dzięki literaturze potrafimy stworzyć wielką wspólnotę opowieści, w których każdy będzie mógł rozpoznać siebie w innym człowieku. Bez względu na język i kulturę, religię i narodowość. Dlatego w literaturze jest dla nas nadzieja – ci, którzy w niej uczestniczą, istnieją niejako po wielekroć, widzą więcej i szerzej. Lepiej rozumieją, że nie da się zmieścić świata w jednej formułce ani postawić mu jednej tylko diagnozy, podobnie jak nie można mu przepisać jednego uniwersalnego leku. Składa się nań bowiem mnogość punktów widzenia, które należy cierpliwie uzgadniać.

PS. Wpis zainspirował Andy TĄ NOTKĄ
PS2. A dzisiaj ważne wydarzenie the winner is Donald Tusk

PS3. na MyślachParadoksalnych nowa gorąca notka

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zamknięcia i otwarcia

01 mar

„Kończyłem tematy” – jak to się mówi, stąd trochę dłuższe milczenie na blogu. Za to teraz już będzie spokój i nieco więcej czasu. Wczoraj wywiozłem wszystko z Wielkiego Grajdoła, dziś oddałem klucze. W firmie zostaję na innych zasadach nieco luźniejszych – znowu będę bardziej mobilny, jednak gdy zmieni się struktura własnościowa, to myślę, że zwinę manatki. Dobrze mi było w tym dziwnym miejscu, oswoiłem je i polubiłem – o no było w sam raz dla takiego typa jak ja. Ale cóż… zamykamy ten etap.

Zamykanie etapu wbrew pozorom jest całkiem ciekawe. Niesie ze sobą jakąś potencję: idzie nowe! Jakie nowe? jeszcze nie do końca nie wiadomo – dziś jeszcze byłem „w pracy” jutro zaś – obudzę się rano i spojrzę na świat nowymi oczami. Pewnie chwilę odpocznę, nacieszę sie powiewem wolności, a później bedę się rozglądał w nowej sytuacji. Jakaś odmiana jest zawsze ożywcza ale rewolucji raczej nie będzie.

To kwestia momentu życiowego. My mamy teraz taki statyczny – życzliwe patrzymy na dzieciaki, które mają etapy dynamiczne. W zeszłym tygodniu przeprowadziłem Kubę z Zielonki do Wrocka, Jacula natomiast przyfrunął na chwilę z Lizbony pozałatwiać sprawy i kombunuje czy na pierwsze zawody leciec do Teksasu, do Chin czy na Gran Canarię. Ja jestem za Chinami- przynajmniej będzie go tam ktoś pilnował. ;)

na fotce : ostatnie moje spojrzenie na opustoszały Wielki Grajdoł::

cytat na dziś : Wojciech Nowicki w : Salki

„Jedynym lekarstwem na strach przed podróżą jest sama podróż.”

edit: Na Myślach paradoksalnych poruszam temat żołnierzy wyklętych – tylko dla ludzi o mocnych nerwach

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Facebook
  • Vimeo